Najważniejsza obietnica Miszalskiego coraz dalej. Metro dopiero w 2035?

To miała być jego sztandarowa obietnica wyborcza. Aleksander Miszalski jeszcze w 2024 roku zapewniał, że już w 2028 roku wbijemy pierwszą łopatę pod budowę metra. Dziś wiemy, że w 2028 nie ruszy żadna budowa – władze miasta mówią o przetargu w 2030 roku, a pierwsze pociągi pojadą najwcześniej w 2035. Finansowanie? Wciąż w sferze planów i mglistych zapowiedzi.

Na wtorkowej konferencji prasowej w ICE Kraków prezydent Aleksander Miszalski, jego zastępcy i eksperci zaprezentowali „Studium kierunków rozwoju metra w Krakowie”. Dokument przewiduje budowę dwóch linii – M1 i M2 – o łącznej długości 29 kilometrów i 29 stacjach. Według prognoz metro miałoby przewozić prawie 300 tysięcy pasażerów dziennie, a w zasięgu dziesięciominutowego spaceru znalazłoby się 40 procent krakowian.

Brzmi imponująco. Problem w tym, że metro w Krakowie zawsze imponująco wyglądało na papierze.

W sierpniu 2024 roku Aleksander Miszalski mówił w Polskim Radiu jasno: w 2028 roku ruszy budowa metra. Na początek sześciokilometrowy odcinek centralny pod Starym Miastem, koszt około pół miliarda złotych za kilometr. To była jego najważniejsza obietnica wyborcza, wokół której zbudował kampanię. Metro miało być symbolem zmiany, dowodem, że Kraków potrafi myśleć odważnie i realizować wielkie inwestycje.

Minął rok i wszystko wygląda inaczej. Władze miasta zapowiadają, że w 2026 powstanie dokumentacja techniczna i decyzja środowiskowa, w 2030 zostanie ogłoszony przetarg na budowę, a sama budowa potrwa pięć lat. Pierwsze metro w Krakowie pojedzie więc najwcześniej w 2035 roku. Zamiast łopaty w 2028 roku – przetarg w 2030. Zamiast spełnionej obietnicy – kolejne przesunięcie w czasie.

WAŻNE: Brakuje ćwierć miliarda. Kraków łata dziurę w komunikacji kolejnym długiem?

Na konferencji pokazano szczegółową trasę: metro zacznie się w Nowej Hucie, przejedzie przez Dworzec Główny i Aleje Trzech Wieszczów, potem przekroczy Wisłę, a dalej rozdzieli się na dwie linie. Linia M1 dojedzie do Opatkowic przez Ruczaj i Kampus UJ, linia M2 obsłuży Łagiewniki i Kurdwanów. Według zapowiedzi podróże skrócą się o połowę – z Klinów na Dworzec Główny w 24 zamiast 50 minut, z Kurdwanowa do Bagateli w 18 zamiast 40. Na mapach wygląda to znakomicie. Problem w tym, że krakowianie od dziesięcioleci oglądają takie mapy. Pierwsze koncepcje metra powstawały jeszcze w latach 70., kolejne studia i analizy w XXI wieku. A pod ziemią wciąż cisza.

– Mamy jasny cel – chcemy, by za dziesięć lat krakowianie pojechali metrem – mówił dziś Aleksander Miszalski. – To inwestycja, która zmieni całe miasto, od Kombinatu po Zakopiankę.

Wiceprezydent Stanisław Mazur dorzucał : – Metro w Krakowie będzie inwestycją bez kompromisów. Autonomiczne składy, wysoka częstotliwość kursowania, maksymalna energooszczędność. Nie kopiujemy Warszawy – budujemy system na miarę Krakowa. Tyle że mieszkańcy coraz częściej pytają, czy za deklaracjami idą realne działania, czy tylko kolejne prezentacje w PowerPoincie.

Metro w Krakowie będzie kosztować dziesiątki miliardów złotych. Podczas konferencji padło, że projekt wpisano do Strategii Rozwoju Polski do 2035 roku jako jedną z kluczowych inwestycji, co ma otworzyć drogę do środków centralnych. Do tego dochodzą potencjalne fundusze unijne i kredyty z międzynarodowych instytucji finansowych. Brzmi dobrze, ale konkretów nie ma żadnych. Pozyskanie środków wciąż pozostaje w sferze planów, domysłów i mglistych zapowiedzi. W budżecie Krakowa nie ma na razie nawet złotówki na metro, a rządowe wsparcie to na razie zapis w strategii, a nie realna gwarancja pieniędzy.

Metro miało być dowodem, że Kraków potrafi nadrobić cywilizacyjne zapóźnienia i dołączyć do grona europejskich metropolii z szybkim transportem podziemnym. W kampanii wyborczej Aleksander Miszalski przekonywał, że to jego priorytet i że już w 2028 roku ruszy budowa. Dziś widać, że metro oddala się – i to znacznie.

WARTO PRZECZYTAĆ: Radni wyrzucili 600 podpisów mieszkańców do kosza. Komisja ds. Miszalskiego nie powstanie

Symbolicznie można to ująć tak: dziecko, które dziś idzie do pierwszej klasy, skończy szkołę średnią, zanim pojedzie pierwszym krakowskim metrem. I to chyba najlepiej oddaje, jak bardzo władze miasta rozmijają się z własnymi deklaracjami. Zamiast pierwszej łopaty w 2028 roku krakowianie dostają kolejne slajdy i obietnice. A metro wciąż pozostaje bardziej mirażem niż realną inwestycją.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry