Reprezentanci środowiska naukowego, sektora komercyjnego oraz administracji samorządowej spotkali się z kierownictwem kluczowych agencji i organizacji finansujących rozwój nauki, badań oraz innowacji w Polsce. Uczestniczący w wydarzeniu prorektor UJ ds. nauki prof. Wojciech Macyk w rozmowie z nami opowiedział między innymi o sukcesach i mankamentach systemu finansowania oraz o perspektywach na przyszłość.
17 lutego 2026 w Auditorium Maximum UJ odbyła się konferencja „Nauka dla społeczeństwa i gospodarki. Finansowanie publiczne badań i innowacji w Polsce”. Obecni byli między innymi przedstawiciele największych agencji finansujących naukę w Polsce ze środków (głównie) publicznych. Czy któraś z nich jest ważniejsza od innych? Z którąś lepiej współpracuje nasza uczelnia?
Prof. Wojciech Macyk: – Instytucją, która finansuje najwięcej projektów badawczych realizowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim jest Narodowe Centrum Nauki (NCN). Jako naukowcy najczęściej korzystamy z możliwości aplikowania o granty NCN. Podpisuję się pod hasłem: „NCN to tlen!” – które wiele mówi o znaczeniu tej agencji. Ma ona jednak bardzo ograniczone środki do rozdysponowania, dlatego poziom sukcesu w NCN wynosi obecnie tylko nieco ponad 10 procent. Pożądany byłby wyższy wskaźnik, w okolicach 25 procent, co oznacza, że finansowanie powinno wzrosnąć ponaddwukrotnie. W tej sytuacji Centrum zmuszone jest do wprowadzania ograniczeń, przykładowo w wynagrodzeniach dodatkowych.
Fundacja na rzecz Nauki Polskiej (FNP) finansuje stosunkowo niewielką liczbę, za to ambitnych projektów. Niestety, obecnie FNP bardzo zależne jest od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR), dlatego ma mniejszą swobodę decydowania o regułach swoich konkursów. Granty NCBR mają inny charakter. Dysponując największymi środkami, nadrzędnym celem NCBR jest finansowanie prac rozwojowych, najlepiej z niemal natychmiastowym (na przykład w perspektywie trzech lat) efektem w gospodarce, czego w przypadku prawdziwie innowacyjnych prac nie da się zagwarantować. Mając świadomość, że jeśli cel nie zostanie zrealizowany w terminie, to grant będzie uznany za nierozliczony i trzeba będzie zwracać pieniądze. Mało kto odważa się na wykorzystanie tej ścieżki finansowania do realizacji naprawdę ambitnych projektów.
Środowisko branżowe uważa, że nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę są zbyt niskie w relacji do potrzeb i celów rozwojowych. Według projektu budżetu na 2026 rok to 44,26 mld złotych. W czarnych scenariuszach przewiduje się, że nakłady na szkolnictwo wyższe spadną do około 1 procenta PKB, i to niebawem, co będzie jednym z najniższych poziomów w XXI wieku. Co powoduje taki spadek? Czy można to zahamować? Czy uczelnie mogą mieć na to realny wpływ?
Nasze środowisko nigdy nie domagało się wystarczająco głośno poprawy sytuacji, nie organizowało protestów, nie wychodziło na ulice. Tłumaczenie, że poziom finansowania nauki powinien być znacznie wyższy, czego dowodzi doświadczenie krajów bardziej rozwiniętych, nie przynosi skutku. Optymalne finansowanie w wysokości 3 procent PKB – czyli na poziomie państw Europy Zachodniej (2,2 proc. to średnia unijna) – pozostaje w sferze marzeń, chociaż formalnie obecny minister nauki i szkolnictwa wyższego popiera ten postulat.
Oprócz przekonywania polityków o konieczności zwiększonego finansowania nauki, powinniśmy również przekonywać do tego społeczeństwo. Musimy pokazywać, że nauka jest potrzebna, unaocznić sens inwestowania w nią oraz w szkolnictwo wyższe. Nauka to podstawa rozwoju – najbardziej rozwinięte państwa świata osiągnęły swój poziom właśnie dzięki niej. Nie ma wysoko rozwiniętych państw, które nie inwestują w naukę, gdyż to badania stymulują rozwój nowych materiałów, technologii i rozwiązań stanowiących o rozwoju nowoczesnej, konkurencyjnej gospodarki.
Czyli konkurencyjność, inwestycje, innowacje, a co za tym idzie – wzrosty w rankingach – to byłby efekt zwiększenia środków na naukę. A co w środowisku branżowym mówi się o płatnej nauce w szkołach wyższych?
– Uważam, że płatne studia nie są teraz dobrym pomysłem. Mamy niż demograficzny, zatem coraz mniej osób jest potencjalnymi kandydatami na studia. Mamy też prywatne uczelnie, które od lat są swoistym testerem systemu. Można postawić pytanie: czy płatne studia oferują wyższą jakość? Nie jestem przekonany. Bardzo wiele zależy od kadry, którą uczelni uda się skompletować. Uczelnie niepubliczne nie oferują wszystkich kierunków, w szczególności trudniej na nich znaleźć ofertę studiów technicznych, ścisłych czy przyrodniczych, wymagających dostępu do zaawansowanych laboratoriów i nauczania w oparciu o prowadzenie kosztownych badań. Przewagę mają tu uczelnie, które dysponują odpowiednią infrastrukturą i realizują badania finansowane przez państwo oraz wspomniane wcześniej agencje.
Co jest najważniejsze wśród obszarów dotowanych z budżetu państwa: dotacje dla uczelni i instytucji finansowych, inwestowanie w rozwój infrastruktury, finansowanie badań, wsparcie dla młodych naukowców?
– Każdy z wymienionych obszarów jest ważny, ale wymaga innego wsparcia. Z pewnością większe dotacje pozwoliłyby uczelniom „złapać oddech” i zwiększyłyby atrakcyjność pracy dla osób planujących pozostanie na uczelni. Środki dla instytucji finansujących badania są konieczne do realizacji projektów wybieranych w dobrze przygotowanych i przeprowadzonych konkursach. Z kolei inwestowanie w infrastrukturę badawczą – możliwe dzięki funduszom strukturalnym oraz programom rządowym – przez ostatnie dwie, trzy dekady bardzo poprawiło możliwości prowadzenia badań w Polsce, ale potrzeby w tym zakresie będą zawsze duże. Trzeba cały czas w tę infrastrukturę inwestować, aby – coraz lepsza – dawała szansę na większą konkurencyjność wobec ośrodków zagranicznych i „zatrzymywała” badaczy w kraju. I rzeczywiście: coraz częściej dysponujemy specjalistyczną, unikalną infrastrukturą, z której chcą korzystać nasi zagraniczni partnerzy i tę sferę powinniśmy wzmacniać.
Mamy też bardzo mocny potencjał osobowy zarówno jednostek (naukowców), jak i zespołów badawczych.
– To prawda, mamy znakomitych naukowców, cenionych w świecie. To również sprzyja współpracy z innymi krajami. Ta relacja powinna być zawsze oparta na zasadzie win-win, wtedy taka współpraca ma sens. Wymieniamy się doświadczeniami, obustronnie poszerzamy kompetencje.
Finansowanie nauki i szkół wyższych przekłada się na usytuowanie poszczególnych uczelni w rankingach. Czy UJ ma szansę przesunąć się w nich i w którą stronę?
– Oczywiście, chcielibyśmy być notowani wyżej, również w rankingach dyscyplinowych. Warto dodać, że nawet jeśli w rankingach w pewnych dyscyplinach nie pniemy się jeszcze do góry, to nie oznacza, że nie jesteśmy w nich coraz lepsi. Samo utrzymanie pozycji wymaga nieustannego rozwoju. Uzyskanie wyższych miejsc w rankingach oznacza konieczność postępu szybszego niż na innych uczelniach. Jestem przekonany, że w naukach ścisłych i przyrodniczych będziemy zajmować coraz wyższe pozycje. Kołem zamachowym takich zmian powinny być Narodowe Centrum Promieniowania Synchrotronowego SOLARIS, Małopolskie Centrum Biotechnologii, międzynarodowe zespoły badawcze oraz coraz silniejsze naukowo grupy działające na wydziałach, jak chociażby te realizujące granty ERC, których mamy coraz więcej. Jakość naukowa podnoszona lokalnie oddziałuje na cały wydział, cały uniwersytet.
Warto zauważyć, że największe polskie przedsiębiorstwa zajmują w rankingach światowych pozycje dość podobne do polskich uczelni. Mimo że jesteśmy 20. gospodarką świata, podobnie jak w przypadku rankingu uczelni również w przypadku rankingu firm tylko kilka z nich znajdziemy w pierwszym tysiącu. Te dwie listy są ze sobą w pewnym sensie powiązane. Po pierwsze, mówią na co nas stać w obu obszarach, po drugie – to uczelnie kształcą kadry, które trafiają do biznesu.
A jak wygląda współpraca UJ z biznesem?
– Wysoko oceniam kompetencje Centrum Transferu Technologii CITTRU UJ, jego działania, skuteczność w obszarze wdrożeń. Centrum przedstawia ciekawą ofertę współpracy z potencjalnymi partnerami przemysłowymi. Powinniśmy jeszcze silniej wspierać ten obszar. Chętnie widzielibyśmy bardziej spektakularne wdrożenia rozwiązań opracowanych przez naszych naukowców.
Jak można przekonać młodych ludzi, że zawód naukowca jest atrakcyjny?
– To jest zawód, który daje dużo wolności. Wolności w kreatywnym działaniu, realizacji swoich pomysłów, podejmowaniu decyzji. Istnieje też coś takiego, jak prestiż zawodu, jednak nasze środowisko powinno wykonać duży wysiłek, aby odwrócić jego trend spadkowy. Wynagrodzenia na razie nie są czynnikiem, który działałby silnie motywująco, ale może kiedyś to się zmieni.
Czego życzyć uczelni w kwestii poprawy finansowania?
– Jego zwiększenia, oczywiście. Poza tym spokoju – aby nie były konieczne gwałtowne, chaotyczne działania, niwelujące skutki jakichś nieprzemyślanych zmian. Poziom finansowania uczelni powinien być powiązany z rzetelną oceną jakości prowadzonych badań. Lokalnie chcemy zbudować system (jeśli to będzie możliwe – w powiązaniu z nowym programem IDUB), który doceni aktywnych badaczy i stworzy możliwości rozwoju tym, którzy z nauką chcą związać swoją przyszłość.





















