Nie tak to miało wyglądać. Subiektywne podsumowanie prezydentury Aleksandra Miszalskiego w 2025 roku [Okiem Krakusa]

Rok 2024 był dla Aleksandra Miszalskiego osobistym sukcesem. Wygrana w wyborach na prezydenta Krakowa zamknęła długą kampanię i otworzyła nowy rozdział w historii miasta. Rok później entuzjazm wyraźnie opadł. Jeśli bowiem spróbować wskazać wymierne sukcesy prezydentury Miszalskiego w 2025 roku, zadanie okazuje się zaskakująco trudne. Zamiast tego nawarzyło się sporo piwa — i to w różnych smakach.

Po pierwsze: spółka radnego
W 2025 roku wyszło na jaw, że Aleksander Miszalski, jeszcze jako radny, posiadał udziały w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, która współpracowała z Gminą Miejską Kraków. Formalnie nie doszło do złamania prawa. Politycznie sprawa okazała się jednak wyjątkowo kontrowersyjna. Kilkuset mieszkańców podpisało się pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą w sprawie powołania specjalnej komisji. Rada Miasta, zdominowana przez zaplecze prezydenta, inicjatywę odrzuciła. Temat zniknął z porządku obrad, ale nie z pamięci opinii publicznej.

Po drugie: Strefa Czystego Transportu
Można być zwolennikiem SCT albo jej przeciwnikiem. Trudno jednak twierdzić, że ostateczny kształt strefy w poważnym stopniu uwzględniał głos mieszkańców wyrażany podczas konsultacji społecznych. W trakcie spotkań dominował sprzeciw wobec samej idei, a tam, gdzie dopuszczano jej wprowadzenie, pojawiały się postulaty, by strefa była możliwie najmniejsza. Odpowiedzią prezydenta była propozycja obejmująca około 60 procent miasta. Rada Miasta ją przyjęła. Konsultacje się odbyły, ale ich wpływ na decyzję pozostaje co najmniej wątpliwy.

Po trzecie: metro
W 2025 roku nie dało się już podtrzymywać kampanijnej narracji o wbiciu pierwszej łopaty w 2028 roku. Nowa wersja zakłada rozpoczęcie prac w kolejnej kadencji, około 2030 roku. Pierwszy przejazd — najwcześniej w 2035. Jednocześnie prezydent zaproponował częściową zmianę przebiegu trasy, modyfikując wcześniejsze założenia. Na pytania o finansowanie wciąż padają ogólne sformułowania o partnerstwie publiczno-prywatnym czy montażu finansowym. Brakuje jednak wiarygodnej odpowiedzi, skąd zadłużone miasto miałoby wziąć środki na wkład własny, liczony nie w milionach, lecz w miliardach złotych.

Po czwarte: dług
Na początku 2024 roku zadłużenie Krakowa wynosiło około 6 miliardów złotych. Wchodząc w 2026 rok, mówimy już o 7,8 miliarda. Wzrost o 1,8 miliarda złotych w dwa lata to skala, której nie sposób bagatelizować. Jedną z przyczyn tej sytuacji była rezygnacja z zapowiadanego w kampanii zewnętrznego audytu. Zamiast niego mieszkańcy otrzymali najpierw kilkunastostronicową prezentację w PowerPoincie, a następnie raport liczący ponad 100 stron. Przy liczbie miejskich wydziałów i jednostek oznacza to średnio kilka stron analizy na każdą z nich. Gdy audyt — którego w istocie nie było — nie przyniósł spektakularnych oszczędności, powołano nowe struktury (departamenty) z nowymi dyrektorami. Jak widać, walka z długiem wymaga rozbudowy administracji.

Po piąte: kadry
Rok 2025 obfitował w krytykę dotyczącą zatrudniania znajomych w miejskich instytucjach. Portal „Rynek Krowoderski” pisał o „epidemii kolesiostwa”, wskazując kolejne przykłady. Najwięcej kontrowersji budziła jednak nie sama liczba nominacji, lecz ich jakość. Przykład 19-letniej byłej asystentki kampanijnej powołanej na Rzecznika Praw Ucznia czy partyjnego kolegi, który został doradcą Prezesa Krakowskiego Holdingu Komunalnego z wykształceniem zawodowym w zakresie fotografii rodzi pytania o to, czy merytokracja rzeczywiście jest jednym z filarów nowej prezydentury.

Po szóste: podwyżki
Druga połowa roku przyniosła serię podwyżek opłat: za parkowanie, wywóz śmieci oraz komunikację miejską. Odnosząc się do wzrostu cen biletów, prezydent porównał skalę podwyżki do ceny piwa w knajpie. To porównanie zapadło w pamięć mieszkańców i stało się jednym z symboli sposobu komunikowania niepopularnych decyzji. Skoro już operujemy tą metaforą, warto zauważyć, że od początku 2024 roku zadłużenie miasta wzrosło o równowartość około stu milionów piw. W takim ujęciu na każdego Krakowianina przypada solidna kolejka do baru.

W kontekście cen biletów warto przypomnieć, że w kampanii wyborczej Aleksander Miszalski zapowiadał wprowadzenie biletu studenckiego „za złotówkę dziennie”, czyli rocznego biletu za 365 zł. Tymczasem w prezydenckim projekcie uchwały zaproponowano bilet studencki w cenie 470 zł rocznie, a więc o kilka piw drożej.

Po siódme: styl
Politykę prowadzoną przez poprzedniego prezydenta jedni chwalili, inni krytykowali, ale trudno było mu odmówić sprawowania urzędu z powagą. Aleksander Miszalski przyniósł wyraźną zmianę tonu. Podczas juwenaliów prezydent, reagując na skandowanie studentów, odwrócił się tyłem i wykonał jednoznaczny, prowokacyjny gest w ich kierunku, co zostało zarejestrowane i szeroko rozpowszechnione w mediach społecznościowych. Niedługo później uwagę opinii publicznej zwróciło także jego zachowanie na dachu urzędu – taniec przy akompaniamencie wulgarnej piosenki. Jedni nazwą to luzem i próbą ocieplenia wizerunku, inni — brakiem wyczucia powagi urzędu. Kraków przywykł jednak do prezydentury „po krakowsku”: spokojnej, zdystansowanej, niekoniecznie estradowej.

Rok 2025 pokazał więc, że rządzenie miastem to nie kampania wyborcza. Tu każde piwo ma swoją cenę, a rachunek przychodzi szybciej, niż się wydaje. Aleksander Miszalski raczej nie ma powodów, by uważać ten rok za udany — chociaż jeśli wierzyć plotkom o zbliżającym się referendum, to być może jeszcze za nim zatęskni.

Czytaj także: Bilet za złotówkę nie wyszedł, metro się przesuwa. Wyborcze fatamorgany w Krakowie [Okiem Krakusa]

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry