Niedosyt nad morzem, punkt jedzie do Krakowa. Cracovia zatrzymała Lechię

Cracovia wywozi z Gdańska punkt, choć okoliczności sprzyjały gospodarzom. Lechia Gdańsk prowadziła do przerwy, a po czerwonej kartce dla Karola Knapu grała przez całą drugą połowę w przewadze. Mimo tego nie potrafiła zamknąć meczu. „Pasy” przetrwały napór i po rzucie karnym doprowadziły do remisu 1:1 w spotkaniu PKO Ekstraklasa.

Jeszcze kilka tygodni temu narracja wokół Lechii była zupełnie inna. Gdańszczanie, obciążeni ujemnymi punktami na starcie sezonu, mieli bronić się przed spadkiem. Dobra końcówka roku i wygrana w Poznaniu zmieniły oczekiwania. W piątkowy wieczór to Lechia była wskazywana jako faworyt starcia z Cracovia.

Początek potwierdzał te przewidywania. Gospodarze ruszyli agresywnie, lecz Cracovia nie dała się zepchnąć do defensywy. Goście szukali swoich szans przede wszystkim lewą stroną, gdzie aktywny był Pau Sans. Mimo to konkrety przyszły po stronie Lechii. W 20. minucie Iwan Żelizko posłał podanie z pominięciem drugiej linii, doszło do potknięcia Brahima Traore, a Rifet Kapić uderzył tak, że piłka po rykoszecie od Oskara Wójcika wpadła do siatki.

Kluczowy moment nadszedł tuż przed przerwą. Karol Knap obejrzał drugą żółtą kartkę i Cracovia została zmuszona do gry w dziesiątkę. Wydawało się, że po zmianie stron Lechia powinna domknąć spotkanie. Tak się jednak nie stało.

PO DRUGIEJ STRONIE BŁOŃ: Wisła się potknęła, ale nie zwolniła. Kuziemka odwrócił mecz w trzy minuty (Galeria) – Puls Krakowa

Po przerwie krakowianie cofnęli się bardzo głęboko i konsekwentnie bronili. Lechia długo biła głową w mur, a decydująca okazała się jedna sytuacja. Po dalekim wyrzucie z autu w polu karnym fatalnie zachował się Tomas Bobcek, kopiąc Traore. Sędzia Tomasz Kwiatkowski wskazał na „wapno”, a Ajdin Hasić bez problemu wykorzystał rzut karny, doprowadzając do remisu.

Końcówka to już niemal wyłącznie obrona Cracovii. Goście rzadko przekraczali linię środkową, skupiając się na utrzymaniu korzystnego wyniku. Lechia miała jeszcze jedną, bardzo dobrą okazję w doliczonym czasie gry, lecz uderzenie Aleksandara Ćirkovicia efektownie obronił Sebastian Madejski.

Z perspektywy Krakowa to punkt cenny – zdobyty w trudnych warunkach i po niemal całej połowie gry w osłabieniu. W Gdańsku dominuje rozczarowanie, bo przewaga liczebna i prowadzenie nie przełożyły się na komplet punktów.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry