Zaledwie kilkadziesiąt metrów od okien gabinetu prezydenta Krakowa meleksy parkują codziennie w miejscu, które – zgodnie z przepisami – nie jest dla nich przeznaczone. Sprawę ujawniliśmy w zeszłym tygodniu. Po publikacji urzędnicy przyznali: to parkowanie jest nielegalne.
Franciszkańska, tuż przy placu Wszystkich Świętych. Historyczne serce Krakowa, siedziba prezydenta miasta, urzędy, magistrat, ruchliwe torowisko, piesi, turyści. I meleksy – parkujące dokładnie tam, gdzie nie powinny. Pojazdy wolnobieżne stają po skosie na miejscach wyznaczonych równolegle, częściowo blokując jezdnię i wchodząc na chodnik. Choć prawo mówi jasno: nie mają do tego prawa.
W zeszłym tygodniu opisaliśmy sytuację przy placu Wszystkich Świętych, gdzie meleksy obsługujące turystów parkują, jak im wygodnie – z naruszeniem przepisów i bez jakiejkolwiek kontroli. Zajmują chodnik, wystają na torowisko, utrudniają ruch pieszym i motorniczym. Wszystko to dzieje się tuż obok siedziby prezydenta Krakowa i głównego gmachu magistratu. W artykule zadaliśmy proste pytanie: czy naprawdę nikt tego nie widzi? Dziś znamy już odpowiedź – Urząd Miasta potwierdza, że meleksy nie mają prawa tam parkować.
Cały artkuł ze zdjęciami : Meleksy parkują jak chcą. Prezydent Miszalski może to widzieć z okna (Galeria). Po naszej publikacji miasto nie zaprzecza. Wręcz przeciwnie – potwierdza, że parkowanie w tym miejscu jest nielegalne.
Wskazane w artykule miejsce dotyczy parkowania pojazdu wolnobieżnego na stanowisku postojowym zastrzeżonym i płatnym, na którym postój możliwy jest wyłącznie dla pojazdów posiadających stosowny identyfikator — przekazuje Joanna Dubiel z Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Krakowa.
Co więcej – jak wynika z urzędowej odpowiedzi – miejsce to znajduje się poza trasą przejazdu meleksów, określoną w uchwale Rady Miasta Krakowa o Parku Kulturowym „Stare Miasto”.
Parkowanie pojazdów wolnobieżnych na tym stanowisku jest niezgodne z przepisami. Po pierwsze – jest poza określoną trasą przejazdu, jak również narusza określony sposób parkowania pojazdu — wyjaśnia magistrat.
Skoro wiadomo, że jest to nielegalne – rodzi się pytanie: dlaczego to wciąż trwa? Tym bardziej że sytuacja ma miejsce zaledwie 30 metrów od okien gabinetu prezydenta miasta. Aleksander Miszalski, który w kampanii wyborczej zapowiadał „uporządkowanie centrum” i „miasto przyjazne pieszym”, doskonale widzi meleksy, które – dzień w dzień – rozpychają się w przestrzeni publicznej tuż pod jego nosem.
Smaczku całej sprawie dodaje jeszcze jeden fakt. Kilka kroków od meleksów znajduje się służbowy parking Urzędu Miasta, a przed jego wjazdem niemal przez całą dobę dyżuruje patrol Straży Miejskiej. W linii prostej to nie więcej niż 20 metrów od zaparkowanych elektrycznych pojazdów. Trudno zatem uznać, że problem pozostaje niezauważony. Nie oznacza to jednak, że winę należy zrzucać na funkcjonariuszy. Wręcz przeciwnie – to moment, w którym powinno paść pytanie o priorytety i reakcję ze strony prezydenta oraz jego zaplecza. Bo jeśli na nielegalne parkowanie nie ma zgody, a sytuacja dotyczy miejsca tak reprezentacyjnego – z oknami ratusza i magistratu w tle – to dlaczego do dziś nie padła żadna konkretna decyzja?
Tymczasem codzienność wygląda tak samo: meleksy stoją, piesi się przeciskają, tramwaje zwalniają niemal do zera. Turyści mijają elektryczne wózki stojące na środku chodnika, a mieszkańcy pytają, dlaczego władze miasta tolerują coś, czego – według własnych przepisów – tolerować nie wolno.
Miasto przypomina, że liczba stanowisk dla meleksów została ściśle określona w odniesieniu do zezwoleń na działalność przewozową i że obecnie nie są planowane żadne zmiany. Nowe lokalizacje mogą powstać tylko na trasie przejazdu, w drodze formalnego projektu organizacji ruchu. Ale w tym przypadku nie mówimy o przyszłych projektach. Mówimy o konkretnym miejscu i konkretnym złamaniu przepisów – powtarzającym się codziennie, 30 metrów od biurka prezydenta.
W tym tygodniu tygodniu wrócimy na Franciszkańską. Sprawdzimy, czy meleksy wciąż parkują tam, gdzie nie powinny – i czy prezydent wreszcie otworzył okno. Nie po to, by się przewietrzyć. Po to, by w końcu zareagować.





















