To ostatni rok, w którym kierowcy płacą za przejazd autostradą A4 między Krakowem a Katowicami. W marcu 2027 roku umowa koncesyjna wygasa, a rząd zapowiada, że po jej zakończeniu trasa stanie się bezpłatna dla samochodów osobowych.
W teorii oznacza to koniec jednej z najdroższych i najbardziej kontrowersyjnych tras w Polsce. W praktyce – to dopiero początek pytań o to, jak państwo zamierza przejąć i utrzymać fragment autostrady, który codziennie pokonuje ponad 70 tysięcy pojazdów. Choć decyzja o nieprzedłużaniu umowy z prywatnym operatorem została już ogłoszona, brak konkretów dotyczących technicznego i organizacyjnego przejęcia trasy sprawia, że przyszłość odcinka wciąż budzi wątpliwości.
Dziś za przejazd 60-kilometrowym odcinkiem A4 między Krakowem a Katowicami kierowcy samochodów osobowych płacą 34 zł – po 17 zł na każdej z dwóch bramek zlokalizowanych w Balicach i Mysłowicach. Koszt przejazdu w obie strony to już 68 zł dziennie, co w przypadku codziennych dojazdów do pracy przekłada się na wydatek ponad 1300 zł miesięcznie. Nic dziwnego, że wielu kierowców regularnie wybiera objazdy przez Olkusz, Chrzanów, Jaworzno czy Trzebinię. Skutki? Zatłoczone drogi wojewódzkie i lokalne, przeciążone skrzyżowania, większe ryzyko wypadków i coraz więcej skarg od mieszkańców mniejszych miejscowości, przez które przejeżdżają tysiące samochodów unikających opłat.
Odcinek A4 między Krakowem a Katowicami funkcjonuje w świadomości kierowców jako trasa kosztowna, ale niezastąpiona – szybka, choć często modernizowana, komfortowa, choć z regularnymi zwężeniami i ograniczeniami prędkości. Mimo że jej zadaniem jest odciążenie ruchu lokalnego i zapewnienie sprawnego połączenia między dwiema metropoliami, przez model finansowania od lat przynosi skutki odwrotne. Koszty przejazdu i brak realnej alternatywy doprowadziły do sytuacji, w której wielu użytkowników – zamiast korzystać z autostrady – wybiera mniej bezpieczne i znacznie wolniejsze trasy równoległe.
Obecnym zarządcą płatnego odcinka A4 jest spółka Stalexport Autostrada Małopolska. To prywatny koncesjonariusz, który od końca lat 90. zarządza trasą na mocy umowy zawartej ze Skarbem Państwa. Firma tłumaczy, że wpływy z opłat przeznacza na remonty i modernizacje drogi, których wymaga jedna z najstarszych autostrad w kraju. Problem w tym, że dla wielu kierowców A4 stała się „autostradą wiecznego remontu”. Prace prowadzone są etapami, często przy zachowaniu ruchu na obu pasach, co przekłada się na spadek komfortu jazdy i regularne korki – także w godzinach szczytu.
Według raportów finansowych, Stalexport w 2023 roku uzyskał ponad 400 milionów złotych przychodu z opłat drogowych, z czego znacząca część to zysk netto. W tym samym czasie pojawiły się głosy, że standard przejazdu – mimo wysokich stawek – nie odpowiada jakości oczekiwanej przez użytkowników. Wysoka cena, niska prędkość podróży i brak bezpłatnej alternatywy sprawiają, że A4 między Krakowem a Katowicami od lat znajduje się w centrum krytyki.
Zmiana ma nastąpić w marcu 2027 roku. To wtedy wygasa koncesja, a Ministerstwo Infrastruktury zapowiada, że nie zostanie ona przedłużona ani przekazana kolejnemu podmiotowi prywatnemu. Zarządzanie trasą ma przejąć Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. To oznacza włączenie odcinka do sieci państwowej i zniesienie opłat dla samochodów osobowych – tak jak stało się to w przypadku innych autostrad zarządzanych przez GDDKiA, które w 2023 roku stały się darmowe dla kierowców.
Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie kierowcy przestaną płacić. Nie podano daty dziennej, nie ma też informacji o tym, jak zostanie rozwiązana kwestia bramek, infrastruktury technicznej czy potencjalnych prac modernizacyjnych przed przekazaniem trasy nowemu zarządcy. Wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy GDDKiA będzie gotowa, by od pierwszego dnia przejąć odpowiedzialność za jedną z najbardziej obciążonych tras w kraju.
Na stole pozostaje też inna obietnica – zapowiedź rozbudowy odcinka o dodatkowy pas ruchu w każdą stronę. Taki plan ogłoszono już w 2025 roku, jednak inwestycja nie ruszyła, a do dziś brak konkretnego harmonogramu. Jeżeli opłaty zostaną zniesione, a liczba pojazdów wzrośnie, bez poszerzenia trasy może dojść do jeszcze większych zatorów niż obecnie.





















