Jeszcze kilka dni temu informowaliśmy, że na niektórych stacjach w Krakowie pojawiła się „siódemka z przodu”. Wtedy była to raczej ciekawostka – droższa benzyna 98 przekraczała 7 zł, a diesel dopiero zbliżał się do tej granicy.
Sytuacja szybko się jednak zmieniła. W kolejnych dniach ceny paliw dalej rosły i dziś w wielu miejscach siedem złotych za litr przestało być wyjątkiem. Na części stacji w Krakowie olej napędowy kosztuje już ponad 7,30 zł za litr, a paliwa premium dochodzą nawet do około 7,70 zł za litr. Granicę siedmiu złotych przekroczyła także benzyna 98, która na niektórych stacjach kosztuje ponad 7,10 zł za litr. Jedynie benzyna 95 utrzymuje się jeszcze wyraźnie poniżej tej granicy, choć i ona przekroczyła poziom 6,30 zł za litr. To wyraźna zmiana w porównaniu z sytuacją sprzed kilku dni. Wtedy diesel na wielu stacjach kosztował jeszcze około 6,90–6,99 zł, a benzyna 98 dopiero zaczynała przekraczać siedem złotych.





Eksperci rynku paliw od kilku tygodni ostrzegali, że podwyżki mogą przyspieszyć. Bezpośrednim powodem jest sytuacja na światowych rynkach ropy. Po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie notowania surowca gwałtownie wzrosły. Cena baryłki ropy pod koniec lutego wynosiła około 73 dolary, a w pierwszych dniach marca przekroczyła 80 dolarów, momentami zbliżając się do 83 dolarów za baryłkę. Choć różnica wydaje się niewielka, rynek paliw reaguje na takie zmiany bardzo szybko. Gdy drożeje ropa, rosną ceny w hurcie, a stacje paliw niemal natychmiast przenoszą podwyżki na kierowców.
Najmocniej widać to w przypadku oleju napędowego. Diesel jest paliwem kluczowym dla transportu i gospodarki, dlatego jego ceny reagują szczególnie szybko na zmiany na rynku surowców. W efekcie w wielu miejscach w Polsce zbliżył się już do granicy siedmiu złotych, a w części stacji – jak w Krakowie – wyraźnie ją przekroczył.
Analitycy rynku paliw nie wykluczają, że to jeszcze nie koniec podwyżek. Jeśli napięcia na Bliskim Wschodzie będą się utrzymywać, cena ropy może dalej rosnąć. W niektórych prognozach pojawia się nawet scenariusz, w którym baryłka surowca zbliży się do 100 dolarów. Gdyby tak się stało, ceny na stacjach paliw w Polsce mogłyby wzrosnąć jeszcze bardziej. Na razie jednak kierowcy widzą jedno – liczba siedem wróciła na pylony stacji i wygląda na to, że szybko z nich nie zniknie.





















