Rząd zapowiada szybkie obniżki cen paliw nawet o ponad złotówkę na litrze, ale na krakowskich stacjach na razie widać coś zupełnie odwrotnego. Diesel dobija do 9 zł za litr, a benzyna 95 wyraźnie przekroczyła 7 zł. Dla kierowców to moment, w którym zapowiedzi polityczne zderzają się z codziennością przy dystrybutorze – i na razie wygrywa ta druga.
Jeszcze kilka miesięcy temu takie poziomy cen pojawiały się głównie w analizach jako wariant skrajny. Dziś są faktem. W Krakowie, szczególnie przy głównych arteriach i stacjach zlokalizowanych w ruchliwych punktach miasta, ceny zmieniają się dynamicznie – czasem z dnia na dzień, a nawet w ciągu kilku dni. Kierowcy coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na koszt tankowania, ale też na to, jak szybko rośnie on w porównaniu z poprzednim tygodniem.
Najbardziej uderza skala podwyżek w przypadku oleju napędowego. Z najnowszych danych wynika, że średnia cena diesla w Polsce wynosi obecnie około 8,69 zł za litr, podczas gdy tydzień wcześniej było to 7,76 zł. To oznacza wzrost o blisko 12 procent w bardzo krótkim czasie. W praktyce kierowcy aut z silnikami diesla płacą dziś za pełny bak nawet kilkadziesiąt złotych więcej niż jeszcze kilka dni temu. Na części krakowskich stacji ceny przekroczyły już 9 zł, co jeszcze niedawno było granicą psychologiczną.
Benzyna również drożeje, choć tempo wzrostu jest nieco niższe. Popularna „95” kosztuje obecnie średnio około 7,14 zł za litr, wobec 6,79 zł tydzień wcześniej. Droższa benzyna 98 zbliża się do poziomu 7,90 zł. To oznacza, że także kierowcy samochodów benzynowych odczuwają wyraźne podwyżki, choć w ich przypadku nie są one aż tak gwałtowne jak przy dieslu.
Źródłem problemu pozostaje sytuacja globalna. Rynek paliw reaguje na napięcia na Bliskim Wschodzie oraz ograniczenia podaży ropy, które – według rządowych szacunków – sięgają nawet ponad 20 mln baryłek dziennie. To wywołuje efekt domina: droższa ropa oznacza droższe paliwa, a te z kolei przekładają się na koszty transportu, logistyki i ostatecznie ceny towarów oraz usług. W praktyce oznacza to, że podwyżki odczuwają nie tylko kierowcy, ale całe gospodarstwa domowe.
W tej sytuacji rząd zapowiedział pakiet działań określany jako „CPN” – „Ceny Paliwa Niżej”. Kluczowym elementem ma być obniżenie podatków: stawki VAT na paliwa z 23 do 8 procent oraz akcyzy do poziomu minimum unijnego. Dodatkowo planowane jest wprowadzenie maksymalnej ceny detalicznej paliw na stacjach. Według wyliczeń analityków, takie działania mogłyby obniżyć ceny diesla nawet o około 1,3–1,4 zł na litrze, a benzyny o ponad złotówkę.
Rząd chce, aby nowe przepisy zostały przyjęte w trybie pilnym – tak, by mogły wejść w życie jeszcze przed Wielkim Piątkiem. Oznacza to, że decyzje mogą zapaść w ciągu najbliższych dni. Jednocześnie pojawiają się zapowiedzi kontroli marż oraz możliwość wprowadzenia podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, jeśli okaże się, że firmy nie przenoszą obniżek na ceny detaliczne.
Najwięcej pytań budzi jednak pomysł wprowadzenia ceny maksymalnej. Zgodnie z propozycją miałaby ona być wyliczana według określonego wzoru, obejmującego średnią cenę hurtową paliw, podatki, opłaty oraz marżę sprzedażową ustaloną na poziomie około 30 groszy za litr. Sprzedaż powyżej tego limitu miałaby być zagrożona karą sięgającą nawet 1 mln zł, a nadzór nad rynkiem miałaby prowadzić Krajowa Administracja Skarbowa.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że takie rozwiązanie może mieć skutki uboczne. Zbyt niski limit cenowy może ograniczyć rentowność części stacji paliw, zwłaszcza tych mniejszych, działających poza dużymi sieciami. W skrajnym przypadku mogłoby to prowadzić do ograniczenia dostępności paliw lub lokalnych problemów z ich sprzedażą.





















