Pasażerowie „czwórki” narzekają na tłok. Miasto tłumaczy: sieć trakcyjna nie wytrzymuje Krakowiaków

Coraz większy tłok w tramwajach i mniej kursów — pasażerowie linii nr 4 skarżą się, że w ostatnich tygodniach przejazdy z Bieńczyc i Nowej Huty do centrum stały się uciążliwe jak nigdy wcześniej. Miasto przyznaje, że problem istnieje, ale wskazuje na przyczyny techniczne. Najdłuższe tramwaje typu Pesa „Krakowiak” nie mogą chwilowo kursować na tej trasie z powodu zbyt słabego zasilania trakcji.

Jak wyjaśnia wiceprezydent Krakowa Stanisław Kracik, po otwarciu pętli Wzgórza Krzesławickie linia 4 jest zasilana z tymczasowego przyłącza elektrycznego, a nie z docelowej podstacji trakcyjnej przy przystanku Jarzębiny. – „Krakowiaki” są największymi tramwajami w Krakowie i mogą przewozić nawet 300 pasażerów. Ich zapotrzebowanie na moc jest znacznie większe, przez co równoczesne kursowanie dwóch takich składów w rejonie nowej pętli mogłoby doprowadzić do przeciążenia sieci trakcyjnej – tłumaczy Kracik

Uruchomienie docelowej podstacji jest uzależnione od przyłącza elektroenergetycznego, które ma wykonać Tauron Dystrybucja. Na razie inwestycja stoi w miejscu, bo decyzja środowiskowa dla rozbudowy ul. Kocmyrzowskiej wciąż nie jest prawomocna. W sprawie odwołania Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody oraz kilku mieszkańców decyzję ma podjąć organ drugiej instancji — termin rozpatrzenia wyznaczono na 28 listopada 2025 roku. Dopóki sprawa się nie zakończy, Tauron nie może rozpocząć prac i uzyskać pozwolenia na budowę przyłącza.

TYLKO U NAS: Czy przyszłoroczny budżet Krakowa udźwignie krakowską komunikację?

Władze Krakowa nie ukrywają, że taka sytuacja jest kłopotliwa. Zastępca prezydenta zapowiada, że jeśli tylko pozwolą na to warunki techniczne, „Krakowiaki” wrócą na trasę przynajmniej co drugi kurs linii 4, co pozwoliłoby nieco rozładować tłok w godzinach szczytu. – Takie rozwiązanie pozwoli na poprawę warunków podróży, bez ryzyka przeciążenia sieci trakcyjnej – dodaje Kracik. Na razie jednak zwiększenie częstotliwości kursów nie jest możliwe. Zmiana taboru, jak przyznał wiceprezydent, została wprowadzona w trybie nagłym, tuż przed otwarciem pętli, na wniosek wykonawcy prac, który obawiał się przeciążenia instalacji. Nie przeprowadzono więc żadnej analizy wpływu tej decyzji na komfort pasażerów.

Tymczasem radny Łukasz Gibała alarmuje, że problemy z linią nr 4 to tylko część szerszego kryzysu komunikacji miejskiej. – W ostatnich tygodniach na krakowskie torowiska wyjeżdżało zaledwie 220 tramwajów, choć pełna obsługa wymaga co najmniej 260 składów. To aż 15 procent mniej niż potrzeba. W efekcie pasażerowie podróżują w coraz większym tłoku, a kursy są skracane lub zawieszane – zwraca uwagę. Według Gibały, decyzje o ograniczaniu tras i zawieszaniu połączeń często zapadają bez wystarczającej analizy. – Wystarczy spojrzeć na przykład linii 49 czy 16. Ich brak spowodował znaczne zwiększenie zatłoczenia w innych tramwajach, ale nie wprowadzono realnych alternatyw dla mieszkańców – dodaje.

TYLKO U NAS: Kraków zmienia zasady dla kwiaciarek na Rynku Głównym. Czy to koniec tradycji?

Ostateczny termin uruchomienia nowej podstacji trakcyjnej przy Jarzębinach zależy od rozstrzygnięcia formalności i decyzji Taurona. Jeśli nie pojawią się kolejne odwołania, prace mogłyby ruszyć na początku 2026 roku. Do tego czasu pasażerowie „czwórki” muszą liczyć się z mniejszymi składami i ograniczoną liczbą miejsc.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry