Pierwszy śnieg i stary problem. Wulkanizacje w Krakowie oblężone

źródło: PulsKrakowa.pl

Wystarczyło kilka godzin opadów, by w Krakowie przypomnieć kierowcom, że listopad to już nie jesień. W piątkowy poranek, po pierwszym śniegu, w wielu warsztatach wulkanizacyjnych zrobiło się tłoczno. Telefony dzwonią bez przerwy, a w niektórych punktach kolejka przed bramą ustawia się jeszcze przed otwarciem.

–Wczoraj spokojnie, a dziś od ósmej pełny parking. Co roku jest to samo – pierwsze płatki śniegu i wszyscy przypominają sobie o zimówkach – mówi jeden z pracowników serwisu przy ul. Zakopiańskiej.

Śnieg spadł w nocy z czwartku na piątek. Nie było go dużo – cienka warstwa przykryła dachy samochodów i trawniki – ale wystarczyło, żeby na ulicach zrobiło się ślisko. W rejonie Ruczaju, Kurdwanowa i Bieżanowa o poranku było biało, na północy miasta śnieg topniał szybciej. Dla warsztatów oznaczało to jedno: początek sezonu, który potrwa aż do pierwszej odwilży.

Podobna sytuacja panuje w warsztatach na Mogilskiej, Opolskiej i w Nowej Hucie. Wielu kierowców przyjeżdża bez wcześniejszego umówienia i musi czekać po kilka godzin w kolejce, licząc, że uda się ich „wcisnąć” między zapisanych klientów. Niektóre punkty proponują najbliższe wolne terminy dopiero za tydzień, a w kilku przypadkach nawet za dwa. – Od rana przyjeżdżają jeden po drugim, nikt nie dzwoni wcześniej. Staramy się obsłużyć jak najwięcej osób, ale po prostu brakuje czasu i miejsc – tłumaczą pracownicy jednego z warsztatów.

źródło: PulsKrakowa.pl

Największe oblężenie widać przy głównych trasach wylotowych z miasta. Na Zakopiańskiej, w rejonie Bonarki i Borek Fałęcki, kierowcy ustawiają się w sznurach po kilkanaście aut. Wiele osób przyjeżdża z nadzieją, że uda się „załatwić sprawę od ręki”, ale po kilkudziesięciu minutach okazuje się, że trzeba czekać. Niektórzy zostawiają samochody na cały dzień, inni zapisują się na konkretne godziny. – Mamy klientów, którzy przychodzą co roku o tej samej porze i zawsze mówią to samo: „myślałem, że jeszcze zdążę” – opowiada mechanik z Podgórza.

Kierowcy tłumaczą, że do tej pory nie było potrzeby wymiany opon, bo listopad był wyjątkowo łagodny. Temperatury w dzień sięgały 8–10 stopni, a drogi pozostawały suche. – Nie było sensu się spieszyć, dopóki nie spadł śnieg. Ale rano zobaczyłem biały dach auta i pojechałem od razu do serwisu – mówi jeden z mieszkańców Krowodrzy.

Mechanicy przyznają, że pośpiech kierowców często kończy się błędami. Niektórzy przywożą opony z magazynów, w których przeleżały kilka sezonów, inni nie sprawdzają ciśnienia w kołach.

Zdarza się, że ktoś wyciąga zimówki sprzed pięciu lat i jest przekonany, że nadal są dobre. Tymczasem guma twardnieje, traci elastyczność, a przy ujemnych temperaturach nie ma już żadnej przyczepności – mówią pracownicy warsztatów.

Za wymianę kompletu opon w Krakowie trzeba zapłacić od około 140 do 250 złotych w zależności od średnicy kół i rodzaju felg. W przypadku dużych SUV-ów lub samochodów z kołami powyżej 18 cali cena może sięgnąć nawet 300 zł. Do tego dochodzi przechowalnia opon – średnio 120–150 złotych za sezon. – Niektórzy korzystają z usługi „hotel dla opon”, ale większość nadal trzyma je w piwnicy. Potem się okazuje, że opony są krzywe, zniszczone albo po prostu zapomniane – dodają mechanicy.

Coraz więcej kierowców pyta też o opony całoroczne. Fachowcy przyznają, że takie rozwiązanie wystarczy przy spokojnej jeździe po mieście, ale nie sprawdzi się u osób, które często wyjeżdżają w trasę. – Całoroczna opona daje wygodę, bo nie trzeba jej zmieniać co pół roku, ale przy większych mrozach różnica w przyczepności jest ogromna. Na oblodzonym skrzyżowaniu zimówka zatrzyma się kilka metrów wcześniej – tłumaczą specjaliści.

Z kolei w mniejszych warsztatach, zwłaszcza na obrzeżach miasta, sytuacja wcale nie jest łatwiejsza. Punktów jest tam mniej, a chętnych coraz więcej. W wielu miejscach terminy są już zajęte, a kierowcy z południowych dzielnic skarżą się, że muszą czekać nawet ponad tydzień. – Mamy tylko dwa stanowiska i cały czas pełne obłożenie. Jak przyjdą poranne przymrozki, telefony się nie urwą. Ludzie jeszcze próbują jeździć na letnich, ale długo tak się nie da – mówi pracownik jednego z serwisów w Bieżanowie.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry