Do redakcji trafił list mieszkanki Krakowa, która opisuje swoje doświadczenia związane ze Strefą Czystego Transportu. Autorka wskazuje, że mimo faktycznego życia w mieście i płacenia tu podatków, została wykluczona z ulg przewidzianych w SCT wyłącznie z powodu braku meldunku.
Poniżej publikujemy w całości list skierowany do prezydenta Krakowa Aleksander Miszalski, który otrzymaliśmy od czytelniczki. Autorka opisuje w nim, krok po kroku, swoją sytuację związaną z funkcjonowaniem Strefy Czystego Transportu w Krakowie. Jak relacjonuje, jej wniosek dotyczący SCT został odrzucony wyłącznie z powodu braku meldunku, mimo że od lat mieszka, pracuje i płaci podatki w mieście. W liście pojawia się również krytyka systemu opłat w SCT oraz zapowiadanych podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Tekst publikujemy bez skrótów, jako głos w toczącej się debacie o kształcie polityki transportowej Krakowa.
Szanowny Panie Prezydencie,
Szanowna Redakcjo,
Piszę ten list jako osoba, która na własnej skórze przekonała się, jak w praktyce działa Strefa Czystego Transportu w Krakowie i jak bardzo przyjęte rozwiązania rozmijają się z rzeczywistością życia wielu mieszkańców. Od lat mieszkam w Krakowie. Tu pracuję, tu funkcjonuję na co dzień, tu płacę podatki. Kraków jest moim miejscem życia w sensie faktycznym, nie deklaratywnym. Mimo to, gdy zetknęłam się z procedurami związanymi ze Strefą Czystego Transportu, okazało się, że dla miasta ten fakt nie ma żadnego znaczenia.
Złożyłam wniosek dotyczący SCT, zakładając, że jako osoba realnie mieszkająca w Krakowie zostanę potraktowana jak mieszkanka. Otrzymałam jednak odpowiedź, z której jasno wynikało, że mój wniosek nie może zostać rozpatrzony pozytywnie wyłącznie dlatego, że nie posiadam meldunku na terenie miasta. Nie zapytano mnie, gdzie faktycznie mieszkam. Nie zapytano, gdzie pracuję ani gdzie rozliczam podatki. Całe moje życie w Krakowie zostało sprowadzone do jednej formalnej kwestii – meldunku. To on okazał się ważniejszy niż rzeczywiste związki z miastem. W ten sposób dowiedziałam się, że w systemie Strefy Czystego Transportu nie liczy się faktyczne zamieszkanie ani wkład w budżet miasta, lecz wyłącznie status administracyjny. Osoby takie jak ja, mimo że codziennie funkcjonują w Krakowie, zostają z automatu wykluczone z ulg i rozwiązań przewidzianych dla „mieszkańców”.
Jednocześnie miasto proponuje model, w którym brak spełnienia norm można po prostu opłacić. W praktyce oznacza to, że wjazd do SCT staje się kwestią zasobności portfela, a nie rzeczywistego wpływu na środowisko. Trudno w tym nie dostrzec systemu, który bardziej przypomina mechanizm fiskalny niż spójną politykę ekologiczną. Sytuację dodatkowo pogarszają zapowiedzi znaczących podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. W tym samym czasie, gdy mieszkańcy są zachęcani – a często zmuszani – do rezygnacji z samochodu, miasto planuje uczynić transport publiczny droższym. Dla wielu osób oznacza to podwójne obciążenie: brak możliwości korzystania z ulg w SCT oraz rosnące koszty codziennego przemieszczania się.
W tej konfiguracji trudno mówić o realnym wsparciu zmiany nawyków transportowych. Zamiast zachęt pojawiają się bariery, zamiast systemowych rozwiązań – formalne wykluczenie. Osoby bez meldunku, ale faktycznie żyjące w Krakowie, trafiają w próżnię: nie są uznawane za mieszkańców, a jednocześnie ponoszą pełne koszty polityki miasta.
Cała ta sytuacja rodzi poważne pytania o równe traktowanie obywateli i sens przyjętych rozwiązań. Strefa Czystego Transportu w obecnym kształcie nie dzieli ludzi według realnego wpływu na środowisko, lecz według statusu meldunkowego i możliwości finansowych. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi Prezydent Miasta Krakowa – Aleksander Miszalski – który odpowiada za kierunek polityki transportowej miasta. To decyzje władz Krakowa sprawiają, że SCT zamiast narzędziem realnej zmiany staje się źródłem frustracji i poczucia niesprawiedliwości.
Ten list jest próbą zwrócenia uwagi na fakt, że obecna polityka transportowa nie uwzględnia rzeczywistego życia wielu mieszkańców. Bez zmiany podejścia do kwestii meldunku, podatków i kosztów komunikacji, Strefa Czystego Transportu pozostanie rozwiązaniem, które bardziej dzieli niż chroni.





















