Podwyżka o 30%. Od września krakowianie zapłacą więcej za śmieci

zdjęcie poglądowe, źródło: MPO w Warszawie

Już za kilka dni mieszkańców Krakowa czeka wyraźny wzrost opłat za odbiór odpadów. Od 1 września stawka za śmieci segregowane wzrośnie z 27 do 35 zł miesięcznie od osoby – to podwyżka o niemal 30 procent. W przypadku odpadów niesegregowanych rachunek wzrośnie jeszcze mocniej – z 54 do 70 zł.

Projekt podwyżki przygotował prezydent Aleksander Miszalski, a na początku lipca uchwałę przegłosowali radni Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy. To właśnie te dwa kluby odpowiadają za wprowadzenie zmian, które już wkrótce odczują wszyscy krakowianie. Przeciwko byli radni PiS i Krakowa dla Mieszkańców.

Przez ostatnie trzy lata Kraków mógł się chwalić, że ma najniższą stawkę za odbiór śmieci w całym regionie. Od lipca 2022 roku opłata 27 zł od osoby nie zmieniała się, mimo że wszystkie gminy obwarzanka krakowskiego dawno podniosły ceny. W Zielonkach, Wielkiej Wsi czy Kocmyrzowie-Luborzycy mieszkańcy płacili już co najmniej 30 zł, a w Skawinie, Michałowicach czy Wieliczce – znacznie więcej, nawet powyżej 37 zł. W kilku gminach stawki sięgnęły ponad 40 zł.

Może Cię zaciekawić: Remont ul. Starowiślnej. Dzielnice I i II chcą ruchu dwukierunkowego, miasto stawia na jeden kierunek

Wrześniowa podwyżka zniweluje tę różnicę. Kraków przestanie być liderem tanich śmieci i wejdzie do „średniej ligi”. Z nową stawką 35 zł znajdzie się w połowie tabeli – drożej niż w kilku gminach podkrakowskich, ale taniej niż w Wieliczce, Skawinie czy Michałowicach. Średnia opłata w regionie wynosi obecnie około 37 zł.

Urzędnicy przekonują, że bez podwyżki system gospodarowania odpadami nie przetrwa. W ciągu ostatnich trzech lat koszty funkcjonowania wzrosły o ponad 50 procent. W 2023 roku wydatki poszły w górę o 22 proc., rok później o kolejne 10 proc., a w 2025 roku mają wzrosnąć o następne 13 proc. W tym samym czasie wpływy z opłat praktycznie się nie zmieniały – rosły tylko nieznacznie dzięki nowym płatnikom.

Efektem jest coraz większy deficyt. W 2025 roku w systemie ma zabraknąć 78 mln zł, a w 2026 roku dziura może sięgnąć aż 112 mln zł. – Dla pokrycia kosztów niezbędne jest zwiększenie dochodów systemu gospodarowania odpadami – argumentuje magistrat. Na liście przyczyn podwyżki znalazły się: inflacja, wyższe ceny usług komunalnych, wzrost płacy minimalnej, większa ilość śmieci oraz ostrzejsze wymagania dotyczące recyklingu. Urząd dodaje też, że nadal nie funkcjonuje system rozszerzonej odpowiedzialności producentów, który miał przenieść część kosztów na firmy. W efekcie całość spada na mieszkańców.

Opozycja była przeciwko i podkreślała, że sposób wprowadzania podwyżki jest nie do zaakceptowania. – Nikt nie neguje, że koszty rosną. Ale można to było zrobić stopniowo, o 1–3 zł rocznie, a nie od razu o 8 zł. To uderza przede wszystkim w najbiedniejszych – mówili radni PiS. Przedstawiciele Krakowa dla Mieszkańców dodawali, że wprowadzanie drastycznych podwyżek w tak krótkim czasie jest nieodpowiedzialne i pogłębi problemy mieszkańców. Ostatecznie poprawki opozycji zostały odrzucone, a uchwała przeszła głosami radnych KO i Nowej Lewicy.

To nie są oszczędności ani reforma, to jest łupienie krakowian – komentowali przeciwnicy decyzji.

W praktyce dla wielu rodzin oznacza to poważne dodatkowe wydatki. Czteroosobowe gospodarstwo domowe, które segreguje odpady, zamiast 108 zł miesięcznie zapłaci 140 zł. W skali roku daje to niemal 400 zł różnicy. Dla osób starszych i mniej zamożnych to realne obciążenie domowego budżetu.

Warto przeczytać: Most Kotlarski zwalnia. Od poniedziałku 40 km/h przez hałas i zużycie konstrukcji

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry