Półtora roku po wyborach. Obiecany przez prezydenta Miszalskiego bon dla młodych na kulturę wciąż nie istnieje

W kampanii wyborczej Aleksander Miszalski zapowiadał wprowadzenie bonu na kulturę i sport: 600 zł rocznie na kulturę i 600 zł na sport dla każdej osoby do 19. roku życia. Program miał objąć wszystkich młodych mieszkańców Krakowa i – zgodnie z zapowiedziami – zapewnić im realne wsparcie finansowe, a jednocześnie wygenerować dodatkowe środki dla miejskich instytucji kultury oraz klubów sportowych. Półtora roku po wyborach bon nie funkcjonuje i nie został ujęty w żadnych dokumentach budżetowych miasta.

Dziś, półtora roku po tamtych zapowiedziach, bon nie istnieje – ani w rzeczywistości, ani w dokumentach. Nie ma projektu, nie ma harmonogramu, nie ma nawet szacunkowego kosztorysu. Nie wiadomo, ilu młodych krakowian miałoby z niego skorzystać i skąd miałyby pochodzić pieniądze. Wszystko, co do tej pory zostało zrobione, to – jak twierdzi magistrat – „zaawansowane prace przygotowawcze”.

Radny Rafał Nowak zwraca uwagę, że mimo upływu kilkunastu miesięcy nie pojawiły się żadne konkretne informacje. Brakuje danych o liczbie uprawnionych mieszkańców, nie ma kalkulacji kosztów ani wskazania źródeł finansowania. Pyta: „Z których części budżetu miasta zamierza Pan pokryć koszt tego programu? Proszę wskazać konkretne paragrafy i rozdziały”. Podnosi też problem potencjalnych cięć: „Czy już wiadomo, które obszary życia Krakowa ucierpią z powodu konieczności znalezienia środków na tę obietnicę wyborczą?”.

Wiceprezydent Stanisław Mazur odpowiada, że bon to „strategiczne zadanie programowe, którego realizacja została zaplanowana na całą kadencję”. Twierdzi, że „trwają zaawansowane prace przygotowawcze”, a wcześniej przeprowadzono „badania benchmarkingowe” w innych miastach. „Zebrany materiał jest obecnie analizowany w celu zaprojektowania optymalnie najlepszego rozwiązania dla Krakowa”.

Miszalski tłumaczy 158 tysięcy zł nagród dla wiceprezydentów. „Średnia pensja w Krakowie to 13 tysięcy” – Puls Krakowa

Nie pada żadna konkretna data ani kwota. Mazur informuje, że decyzja o terminie i sposobie wdrożenia bonu zostanie podjęta dopiero „po weryfikacji wszystkich możliwości formalno-prawnych oraz po przeprowadzeniu ostatecznej symulacji kosztów wybranego rozwiązania”. Zamiast zapowiadanego bonu, urząd planuje wprowadzenie „Paktu Kultury dla Mieszkańców”, który ma być „swego rodzaju pilotażem bonu na kulturę”.

Podobnie wygląda realizacja innej zapowiedzi z kampanii prezydenta Miszalskiego – gabinetu ginekologicznego bez klauzuli sumienia. Projekt miał gwarantować mieszkankom Krakowa dostęp do opieki lekarskiej niezależnie od przekonań religijnych personelu. Po półtora roku nadal nie wybrano lokalizacji, nie określono zakresu usług ani terminu otwarcia. Miasto informuje jedynie, że trwają „działania planistyczne i przygotowawcze”, a gabinet – jeśli powstanie – najwcześniej w 2026 roku: TYLO U NAS: Prezydent obiecał gabinet ginekologiczny bez klauzuli sumienia. Po półtora roku – wciąż tylko plany

Jeszcze inaczej potoczyła się sprawa obiecanego biletu rocznego dla studentów. Miszalski deklarował w kampanii, że będzie on kosztować 365 zł – symboliczna złotówka za dzień. Po siedemnastu miesiącach od zapowiedzi, w grudniu 2025 r., Rada Miasta przyjęła uchwałę wprowadzającą taki bilet, ale w zupełnie innej cenie: 470 zł. Ostateczna wersja odbiega więc nie tylko od obietnicy, ale też od prostoty przekazu, na której opierała się kampania.

W uzasadnieniu uchwały prezydent tłumaczył, że przy rosnących kosztach energii, paliwa i wynagrodzeń, Kraków nie jest w stanie zaoferować tańszego wariantu. Nowy bilet ma „zredukować koszty przemieszczania się studentów w I strefie biletowej”, a jednocześnie obniży wpływy do budżetu miasta o ponad 4 miliony złotych rocznie. Tyle że obiecanej złotówki za dzień nie udało się utrzymać: TYLKO U NAS: Prezydent obiecywał bilet roczny dla studentów za 365 zł. Teraz ma kosztować 470

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry