„Potrzebujemy realnych konsultacji społecznych”. Organizator targów o zmianach na Małym Rynku (ROZMOWA PULSU)

Miasto planuje zmienić zasady organizacji targów i kiermaszów na Małym Rynku. Według IMAGO Centrum Sztuki Ludowej – organizatora m.in. Międzynarodowych Targów Sztuki Ludowej, Jarmarku Świętojańskiego i kiermaszy na Małym Rynku – proponowane rozwiązania mogą doprowadzić do znacznego ograniczenia liczby stoisk i zmienić charakter tych wydarzeń. W rozmowie z Pulsem Krakowa przedstawiciele IMAGO wyjaśniają, dlaczego sprzeciwiają się planowanym zmianom oraz czego oczekują od władz miasta.

Od kiedy IMAGO Centrum Sztuki Ludowej organizuje targi i czym dokładnie są te wydarzenia?

Pod nazwą IMAGO Centrum Sztuki Ludowej działamy od 2017 roku, ale nasza historia sięga początku lat 70. XX wieku. To właśnie wtedy Cepelia, czyli środowisko, z którego się wywodzimy, organizowała na Rynku Głównym Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej, potocznie zwane „Cepeliadą”. Po postawieniu Fundacji Cepelia w stan likwidacji przejęliśmy organizację tego typu wydarzeń, kontynuując tradycję i jednocześnie rozwijając ich formułę.

Do organizowanych przez nas wydarzeń należą dziś m.in. Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej, Kiermasz Pogranicza Kultur, Kiermasz Świętego Józefa, Jarmark Świętojański oraz Kiermasz Bożonarodzeniowy na Małym Rynku. Ten ostatni, realizowany przez nas od ubiegłego roku, okazał się dużym sukcesem i atrakcyjną alternatywą dla wydarzenia odbywającego się na Rynku Głównym. W tym roku zrealizowaliśmy również Kiermasz Wielkanocny na Małym Rynku, który spotkał się z bardzo dobrym odbiorem odwiedzających.

Jak wyglądały Wasze dotychczasowe umowy z urzędem miasta i dlaczego opowiadacie się przeciwko proponowanym zmianom?

Nasza dotychczasowa współpraca z miastem opierała się na obowiązujących procedurach, uzgodnieniach i zgodach dotyczących czasowego zajęcia przestrzeni publicznej. Każde wydarzenie wymagało przygotowania dokumentacji, planu zagospodarowania terenu, uzgodnień technicznych i bezpieczeństwa, a także ponoszenia stosownych opłat na rzecz miasta. To nigdy nie były działania przypadkowe ani nieformalne, dlatego tym bardziej niezrozumiałe jest dla nas, że propozycje tak daleko idących zmian zostały przedstawione bez rzetelnego procesu konsultacyjnego.

Nie sprzeciwiamy się rozmowie o estetyce, bezpieczeństwie czy organizacji wydarzeń na Małym Rynku. Sprzeciwiamy się jednak trybowi, w jakim miasto prowadzi tę sprawę. Mówimy o przestrzeni znajdującej się w obrębie historycznego centrum Krakowa, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To nie jest miejsce należące do jednej grupy interesu, tylko wspólna przestrzeń mieszkańców, przedsiębiorców, twórców, wystawców i odwiedzających miasto. Tymczasem wygląda na to, że urząd potraktował głos jednej, najgłośniejszej grupy przedsiębiorców z bezpośredniego otoczenia Małego Rynku jako punkt wyjścia do projektowania zmian, choć nie przedstawiono nam żadnych danych potwierdzających, że wydarzenia rzeczywiście negatywnie wpływają na ich działalność.

W tak istotnej sprawie powinny zostać przeprowadzone realne, szerokie konsultacje. Spotkanie z 29 kwietnia, w którym uczestniczyliśmy jako organizatorzy, nie może być traktowane jako pełne konsultacje społeczne. Nie było tam wystawców, rękodzielników i rzemieślników, których proponowane zmiany dotyczą bezpośrednio, choć to właśnie oni najlepiej znają tę przestrzeń od strony praktycznej. Wiedzą, jak funkcjonuje handel, gdzie tworzą się naturalne ciągi komunikacyjne, jak powinna wyglądać ekspozycja i jakie rozwiązania są bezpieczne oraz możliwe do wdrożenia. Miasto nie rozmawiało z nimi przed przedstawieniem propozycji zmian i mimo naszych postulatów do dziś nie zorganizowało spotkania z ich udziałem.

Jak Waszym zdaniem powinna ona wyglądać?

Miasto przesłało nam dwa warianty, które w naszej ocenie są kuriozalne i słabo przygotowane merytorycznie. Nie uwzględniają rzeczywistych wymiarów stoisk, ich typologii, ciągów komunikacyjnych, estetyki ekspozycji ani praktycznego funkcjonowania wydarzeń na Małym Rynku. Odnosimy wrażenie, że urząd od początku stanął w roli adwokata bardzo wąskiej grupy interesariuszy, czyli kilku najgłośniejszych osób z bezpośredniego otoczenia Małego Rynku. Nie przedstawiono nam przy tym żadnych danych potwierdzających, że nasze wydarzenia negatywnie wpływają na działalność restauracji.

Naszym zdaniem obecny układ jest zrównoważony i sprawdza się w praktyce. Gastronomia stanowi u nas tylko około 25% stoisk, więc trudno mówić o realnej konkurencji dla restauracji. Charakter tych wydarzeń opiera się przede wszystkim na rękodziele, rzemiośle, twórczości ludowej i programie kulturalnym.

Jakie warianty proponuje obecnie miasto?

Jeden wariant zakłada dwadzieścia kilka stoisk, drugi trzydzieści kilka. Dotychczas ustawialiśmy 56 stoisk, więc pierwsza propozycja oznacza redukcję o około połowę. Mówimy o jakościowych wydarzeniach z silną częścią handlową, kulturalną i edukacyjną, pełną infrastrukturą oraz dekoracjami. Zmiany miałyby wejść od września, choć koncepcja nie została przygotowana merytorycznie.

Rzeczniczka prasowa miasta Anna Latocha w wiadomości do naszej redakcji poinformowała, że do 18 czerwca do urzędu nie wpłynęły żadne uwagi dotyczące przedstawionych propozycji”.

To twierdzenie jest dla nas niezrozumiałe, ponieważ właśnie 18 czerwca wysłaliśmy do urzędu 17-stronicowe pismo, w którym rzeczowo odnieśliśmy się do obu przedstawionych wariantów i szczegółowo wskazaliśmy, jak naszym zdaniem organ powinien prowadzić tę sprawę. Pani rzecznik mówi też, że wzorcowym wydarzeniem, do którego miasto miałoby dążyć, jest Festiwal Pierogów, na którym około 90 procent stanowią stoiska gastronomiczne. To dzieje się w momencie, kiedy restauratorzy skarżą się, że tego typu stoiska odbierają im klientów. To jest absolutna sprzeczność w argumentacji urzędu.

Jakie skutki proponowane przez miasto zmiany mogłyby mieć dla rękodzielników, rzemieślników i małych pracowni?

Jeżeli przy ograniczonej liczbie stoisk będziemy mieli dalej organizować wydarzenia samofinansujące się i prowadzić bogaty program kulturalno-edukacyjny, to siłą rzeczy zmieni się struktura targów. Więcej miejsca zajmie gastronomia, bo to ona generuje największy obrót i przyciąga najwięcej osób w krótkim czasie. W efekcie wypchnięte zostaną kultura, sztuka, rękodzieło, rzemiosło i małe pracownie. To nie tędy droga. Mówimy o wydarzeniach kulturalno-handlowych, a nie wyłącznie gastronomicznych. Miasto wielokrotnie apelowało, żeby jedzenia było mniej albo żeby było bardziej dostępne cenowo, stąd m.in. zniżki dla mieszkańców. Miało być więcej przestrzeni dla artystów i twórców. Jeżeli jednak zabraknie odpowiedniej przestrzeni wystawienniczej, to tych ludzi po prostu na Małym Rynku nie będzie.

Według miasta koncepcja odsunięcia stoisk od schodów wynika również ze względów bezpieczeństwa. Jak Wasza Organizacja się na to zapatruje?

Za każdym razem przechodzimy kontrole Straży Pożarnej, odpowiednich komórek Urzędu Miasta Krakowa i przygotowujemy dokumentację ochrony przeciwpożarowej. Targi są sprawdzane pod kątem ciągów komunikacyjnych, drożności i bezpieczeństwa. Skoro wcześniej te kwestie nie były podnoszone, a procedury działały i nikomu nic się nie stało, to trudno zrozumieć, dlaczego nagle pojawia się zarzut, że wydarzenia są niebezpieczne.

Jak ważne są Wasze targi dla budżetu i wizerunku miasta? Jakie generują wpływy?

Nasze jakościowe wydarzenia kulturalno-handlowe budują wizerunek Krakowa jako miasta targowego. Ta tradycja sięga co najmniej 1310 roku, bo już wtedy funkcjonowały tu jarmarki. Poprzez targi, twórców i rzemieślników możemy opowiadać o historii miasta i prezentować jego dziedzictwo niematerialne. Od listopada 2025 roku do początku kwietnia 2026 roku zapłaciliśmy miastu ponad 361 tysięcy złotych za samo zajęcie płyty Małego Rynku. Po doliczeniu kosztów odpadów i energii mówimy o kwocie przekraczającej 400 tysięcy złotych dla budżetu miasta. Płacimy też w Krakowie podatki i wspieramy instytucje kultury, m.in. jako partner Muzeum Krakowa przy pochodzie Lajkonika i Konkursie Szopek Krakowskich.

Czy możliwe jest wypracowanie kompromisu pomiędzy wystawcami, mieszkańcami i magistratem? Czego IMAGO oczekuje obecnie od władz Krakowa?

Kompromis jest jak najbardziej możliwy do wypracowania. Nadal jesteśmy gotowi uczestniczyć w tym procesie, przedstawić nasze doświadczenia, dokumenty, rzuty oraz rozwiązania organizacyjne i techniczne. Jesteśmy też gotowi rozmawiać z restauratorami, ale potrzebujemy faktów i konkretów, chociażby dokumentów potwierdzających spadki obrotów. A nawet jeśli takie spadki występują, powinniśmy rywalizować na zdrowych, wolnorynkowych zasadach. Oczekujemy przede wszystkim realnych konsultacji społecznych, powrotu do rozmów i wstrzymania całego procesu do czasu wysłuchania głosu wystawców oraz wszystkich podmiotów, których ta sprawa dotyczy. Mam nadzieję, że taki dialog nastąpi.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry