Mieszkańcy Krakowa krytykują prezydenta Aleksandra Miszalskiego za reakcję na ulewę, która 8 września sparaliżowała północ miasta. Największe oburzenie wywołało jego przyznanie, że podległe jednostki otrzymały polecenia dopiero „z samego rana” po nawałnicy.
Przypomnijmy: potężna burza przetoczyła się przez Kraków w poniedziałkowe popołudnie. Na stacji meteorologicznej Kraków-Wola Justowska w ciągu około godziny spadło aż 54 mm deszczu – to niemal miesięczna norma opadów. Krytyczne dzielnice, zwłaszcza Bronowice, zamieniły się w lokalne potoki — woda zalała ulice, parkingi podziemne w galerii handlowej oraz przejścia podziemne na stacji Kraków-Bronowice.
Strażacy w województwie małopolskim odnotowali aż 275 interwencji do wieczora, z czego 216 – tylko w Krakowie. Do akcji wzywano ich głównie z powodu zalanych ulic, domów i piwnic, ale także z powodu zatkanych studzienek kanalizacyjnych, które uniemożliwiały odpływ wody i jeszcze bardziej pogłębiały chaos, zarówno w ruchu ulicznym, jak i komunikacji miejskiej. Więcej o sytuacji w mieście pisaliśmy w naszym artkule: Ulica Opolska dosłownie pływa. Zalane drogi, unieruchomione tramwaje i opóźnione pociągi. Burza nad Krakowem
Do tej sytuacji prezydent odniósł się dopiero następnego dnia rano. „Pogoda nie oszczędza nikogo i często potrafi być bardzo nieprzewidywalna. Wczorajsza ulewa w znacznym stopniu dotknęła północnej części Krakowa. (…) Ekstremalne warunki pogodowe stają się niestety naszą codziennością i takie obrazy mogą towarzyszyć nam coraz częściej” – napisał w mediach społecznościowych, dodając, że odpowiedzią miasta ma być retencjonowanie, rozwój zielonej infrastruktury i odbetonowanie ulic.
Słowa te wywołały lawinę komentarzy. „Takie oświadczenie powinno pojawić się wczoraj wieczorem, a nie po przyjściu do pracy o ósmej. Całe Bronowice zalało, ludzie walczyli o swój dobytek przez noc” – napisała jedna z komentujących. „Mnóstwo studzienek nie przyjęło wody, bo były pozatykane i nieoczyszczone – zamiast pisać w poście o tym, że padał deszcz, warto dać informację, z kim się skontaktować, by np. studzienki przeczyścić, podać numery i jednostki za co są odpowiedzialne” – dodała Katarzyna Marszalik.
Prezydent bronił się, że informacja była dostępna. „Pani Katarzyno, informacja o warunkach pogodowych była wczoraj podawana m.in. przez Kraków PL. Oczywiście w przyszłości postaram się, by takie komunikaty były jeszcze lepiej widoczne, ale również m.in. w celu informowania o złych warunkach zostały wprowadzone alerty RCB, które wczoraj również się pojawiły” – odpisał Miszalski.
To jednak nie uciszyło krytyki, bo mieszkańcy podkreślali, że SMS-y ostrzegawcze dotarły, gdy burza już minęła. „Alert RCB pojawił się po godzinie czy dwóch od zakończenia burzy” – wskazywano. „Smiechu warte alerty RCB. Ulewa przeszła nad Mydlnikami, a SMS przyszedł dokładnie wtedy, kiedy się skończyła” – ironizowała Ula Maciuk. „Alert rozesłany został godzinę po burzy” – podsumowała Katarzyna Kulesza, pokazując treść wiadomości otrzymanej o 19:31.
Prezydent powtarzał, że to nie miasto odpowiada za system. „Informacje o zbyt późno przesłanych alertach RCB zostały zebrane i przekazane do Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, który skontaktuje się w tej sprawie z wojewodą, którego służby odpowiadają za RCB” – tłumaczył kilkukrotnie. Mieszkańcy odpowiadali: „Pewnie, wiadomo, że Pan nie odpowiada za alerty, ale my przecież nie o tym. Jednostki miejskie podpadają jednak pod prezydenta. (…) Wciąż sporo mieszkańców nie wie, gdzie dzwonić w takich sytuacjach, z kim się kontaktować na bieżąco. (…) To ma wartość, nawet po szkodzie, a nie tłumaczenie, że alerty podpadają pod wojewodę”.
Kluczowe były jednak słowa samego Miszalskiego: „Miejskie jednostki, które zajmują się poruszonymi przez Panią sprawami (ZDMK, ZIW i WMK), otrzymały ode mnie z samego rana polecenie o przekazanie wyjaśnień w tym zakresie. Będziemy podejmować działania, by do takich sytuacji nie dochodziło lub przynajmniej by były one jedynie jednostkowymi problemami z możliwością szybkiego rozwiązania”. To zdanie stało się osią całej krytyki, bo oznaczało przyznanie, że dopiero rano, dzień po ulewie, podległe mu jednostki dostały sygnał, by zajęły się sprawą.
Krytyka dotyczyła także wieloletnich zaniedbań. „Studzienki, kratki nie są czyszczone i tak jest od lat, ale Pan woli nie słuchać mieszkańców” – napisał jeden z komentujących. „Proszę o zadziałanie, żeby jednak służby miejskie udrożniały studzienki ściekowe” – apelował inny. Pojawiły się też głosy odnoszące się do szerszego kontekstu: „Ogrodniczka zajmuje się odbetonowaniem, a Pana urzędnicy wydają kolejne zgody deweloperom na zabetonowanie każdego kawałeczka zieleni. Brawo wy”.
Prezydent odpowiadał: „Nie mogę się z Panią zgodzić, po pierwsze dlatego, że miasto musi i działa w granicach prawa, a co za tym idzie wydaje zgody na zabudowę zgodnie z przyjętymi miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego. (…) Dodatkowo UMK pracuje nad Planem Ogólnym, który pozwoli nam na jeszcze lepsze ułożenie ładu przestrzennego w Krakowie, co również wpłynie na walkę z betonozą”.
W dyskusji pojawiły się również wątpliwości dotyczące przyszłych inwestycji. „Ciekawe, jak będzie wyglądać tunel tramwaju na Mistrzejowice – teraz jest już problem z zalewanymi piwnicami koło budowy, a jak to wszystko zabetonują, to będziemy mieć tramwaj wodny i blok z grzybem po dach” – ironizowała jedna z mieszkanek. „Z jaką precyzją planuje się te inwestycje, że wystarczy ulewa i wszystko zalewa? Czy tak trudno zaplanować i wdrożyć system odwodnienia?” – dopytywał Marcin Jastrzębski.
W swoich komentarzach prezydent starał się przekonywać, że miasto konsekwentnie działa na rzecz odbetonowania przestrzeni. „Odbetonowaniem Krakowa zajmuje się m.in. Ogrodniczka Miejska, to proces, który nie wydarzy się z dnia na dzień. Zaplanowany jest szereg działań związanych m.in. z tzw. zieloną akupunkturą” – tłumaczył Miszalski.
Tymczasem radny Michał Ciechowski przypomniał, że jeden z kluczowych projektów – „Zielone ulice” – został w praktyce odsunięty na lata. „W tym roku nie zostanie zrealizowany projekt ‚Zielone ulice’. Miały się zmienić oblicza ulic: Wrocławskiej, Garncarskiej, Zamoyskiego czy Asnyka. Wniosek pozwalający ubiegać się o środki finansowe będzie złożony dopiero w lutym 2026 roku” – napisał radny. Prezydent nie odniósł się do uwagi radnego Ciechowskiego.
Warto przypomnieć, że w kwietniu tego roku prezydent Miszalski zapowiadał, że w ramach programu „Zielone Ulice” jeszcze w tym roku pojawi się nowa zieleń na wybranych krakowskich ulicach. Z najnowszych ustaleń wynika jednak, że w 2025 roku nie zostanie zrealizowana żadna inwestycja, a działania ograniczą się do konsultacji i przygotowania dokumentacji: Zielone Ulice w Krakowie na razie tylko na papierze. Konsultacje dopiero jesienią, zmiany po 2026 roku





















