Prezydent Miszalski tłumaczy się z chaosu komunikacyjnego

źródło: PulsKrakowa.pl

Południe Krakowa drugi dzień z rzędu pozbawione jest tramwajów. Od czwartku rano nie ma napięcia w sieci trakcyjnej między przystankami Lipińskiego a Czerwone Maki P+R. W piątek sytuacja się powtórzyła – znów stanęły wszystkie tramwaje jadące w kierunku Ruczaju, a Czerwone Maki po raz kolejny zostały odcięte od miasta. Dopiero po dwóch dniach komunikacyjnego chaosu głos zabrał prezydent Aleksander Miszalski, który w mediach społecznościowych opublikował przeprosiny i tłumaczenia.

„Wiem, że utrudnienia są dla wielu z Was problemem” – napisał prezydent w piątek około godziny dziesiątej. W tym samym wpisie poinformował, że Zarząd Dróg Miasta Krakowa „walczy z awarią sieci trakcyjnej”, a autobusy zastępcze kursują awaryjnie również po moście Grunwaldzkim, mimo trwającego tam remontu. Jak dodał, rozwiązanie to było możliwe dzięki „wsparciu wykonawcy”. Miszalski zapewnił, że miasto „nieustannie pracuje”, by przywrócić ruch tramwajowy przez Czerwone Maki, i podziękował pasażerom za wyrozumiałość.

Trudno jednak o nią, gdy od dwóch dni południe Krakowa funkcjonuje w komunikacyjnym zamrożeniu. Już w czwartek rano, około godziny 6:30, tramwaje stanęły między Kapelanką a Czerwonymi Makami. MPK informowało o „braku napięcia w sieci trakcyjnej”, ale przez większość dnia nie było wiadomo, jak długo potrwa naprawa. Pasażerowie czekali na przystankach, licząc, że za chwilę coś ruszy. Nie ruszyło.

W piątek rano scenariusz się powtórzył. Tramwaje linii 52, 18 i 77 nie dojechały na Czerwone Maki – zostały skierowane na objazdy. MPK uruchomiło komunikację zastępczą. Autobusy kursują z Czerwonych Maków zarówno w stronę Łagiewnik, jak i przez Kapelankę, Monte Cassino i Rondo Grunwaldzkie do ronda Matecznego. „Na liniach zastępczych kursuje obecnie 11 autobusów, a ich liczba będzie zwiększana w miarę potrzeb” – przekazało MPK w porannym komunikacie.

Kierowcy i pasażerowie relacjonują jednak, że komunikacja zastępcza nie rozwiązuje problemu. Na Kapelance i w rejonie Monte Cassino tworzą się korki, autobusy stoją w tych samych zatorach, które miały omijać tramwaje. W czwartek i piątek rano panował chaos – ludzie przesiadali się w pośpiechu do zastępczych autobusów, które natychmiast się zapełniały, a przystanki na Ruczaju przypominały raczej dworzec podczas świątecznej gorączki.

Najwięcej emocji wzbudziła jednak komunikacja ze strony miasta. Pierwszy oficjalny komunikat Urzędu Miasta Krakowa w czwartek pojawił się dopiero po kilku godzinach od wystąpienia awarii. W piątek do południa tramwaje wciąż nie kursowały, a pasażerowie mieli wrażenie, że nikt nie kontroluje sytuacji.

Dopiero po fali komentarzy i narzekań w sieci głos zabrał prezydent Miszalski. W swoim wpisie nie odniósł się jednak do tego, dlaczego miasto przez dwa dni nie potrafiło skutecznie poinformować mieszkańców o problemie ani kiedy można spodziewać się powrotu tramwajów. Zamiast tego wyliczył działania służb, podkreślając zaangażowanie Zarządu Dróg Miasta Krakowa, Zarządu Transportu Publicznego i MPK. Dodał, że „awaryjne rozwiązania” mają na celu „zminimalizowanie utrudnień”.

Ruczaj to dziś jedna z najgęściej zaludnionych części Krakowa. Codziennie tysiące osób dojeżdża stamtąd tramwajem do pracy, szkół i na uczelnie. Gdy tramwajów brakuje, całe południe miasta staje. Tym razem paraliż trwa już drugi dzień, a perspektyw na szybkie rozwiązanie wciąż nie widać.

Prezydent przeprasza, MPK kieruje objazdy, a pasażerowie – jak zwykle – szukają własnych sposobów, by dotrzeć do centrum.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry