Podczas kampanii wyborczej w 2024 roku Aleksander Miszalski zapowiadał, że w Krakowie powstanie pierwszy ogólnodostępny gabinet opieki ginekologicznej dla kobiet. Miał to być projekt pionierski – miejsce, w którym mieszkanki miasta mogłyby uzyskać fachową pomoc medyczną bez obaw o odmowę świadczeń z powodów religijnych. Dziś, szesnaście miesięcy po wyborach, gabinet nadal nie istnieje.
W trakcie kampanii samorządowej przed wyborami na prezydenta Krakowa w 2024 roku Aleksander Miszalski zapowiedział stworzenie w mieście pierwszego ogólnodostępnego gabinetu opieki ginekologicznej dla kobiet. Miało to być miejsce zapewniające mieszkankom dostęp do specjalistycznej pomocy medycznej bez ograniczeń wynikających z tzw. klauzuli sumienia. Miszalski podkreślał wówczas, że każda kobieta powinna mieć możliwość uzyskania rzetelnej porady lekarskiej i wsparcia w podejmowaniu decyzji zdrowotnych – niezależnie od przekonań religijnych czy światopoglądowych lekarza.
Miszalski mówił o potrzebie stworzenia gabinetu, w którym kobiety mogłyby rozmawiać z wykwalifikowanymi specjalistami i uzyskać pomoc „bez stosowania klauzuli sumienia, eliminującej ryzyko odmowy udzielenia pomocy ze względów religijnych lub moralnych”
Po ponad półtora roku od tamtych zapowiedzi temat wrócił w debacie publicznej. Pojawiły się pytania o to, co dzieje się z jednym z najbardziej symbolicznych projektów prezydenta Miszalskiego w obszarze zdrowia kobiet – Czy gabinet, o którym prezydent mówił w kampanii, już działa? Jeśli tak – gdzie się znajduje i jak mogą z niego korzystać krakowianki? – pyta radny Rafał Nowak.

radny Rafał Nowak, źródło: Puls Krakowa
Tymczasem magistrat potwierdza, że projekt jest dopiero na etapie przygotowań. Nie wybrano jeszcze lokalizacji, nie określono też daty otwarcia gabinetu. Jak poinformowała zastępczyni prezydenta Maria Klaman, „aktualnie prowadzone są działania planistyczne i przygotowawcze konieczne do uruchomienia ogólnodostępnego gabinetu opieki ginekologicznej dla kobiet” Według informacji urzędu, jeśli wszystkie procedury przebiegną zgodnie z planem, gabinet ma rozpocząć działalność do końca 2026 roku. Oznacza to, że od momentu złożenia wyborczej obietnicy do uruchomienia placówki mogą minąć niemal trzy lata.
Nie wskazano jeszcze, gdzie dokładnie miałby powstać gabinet, ilu lekarzy zostanie zatrudnionych ani jaki będzie zakres usług. Nie podjęto też decyzji, czy projekt zostanie zrealizowany w ramach istniejących miejskich przychodni, czy jako odrębna jednostka finansowana z budżetu miasta. Wiceprezydent Klaman zaznaczyła, że „szczegółowe decyzje w tym zakresie zostaną podjęte w toku prowadzonego etapu planistycznego”
Nie ustalono również budżetu przedsięwzięcia. Miasto nie podało, czy środki na jego realizację znajdą się w planie finansowym na 2026 rok. Wiadomo natomiast, że władze Krakowa rozważają możliwość rozszerzenia projektu o kolejne lokalizacje, ale dopiero po uruchomieniu pierwszego punktu i analizie potrzeb. „Możliwość rozszerzenia projektu o kolejne lokalizacje będzie analizowana po wdrożeniu pierwszego gabinetu i ocenie potrzeb oraz możliwości organizacyjnych Miasta” – poinformowała Klaman
Wcześniej na naszych łamach pisaliśmy o problemach z realizacją innych wyborczych obietnic prezydenta Krakowa, m.in. dotyczących budowy nowego stadionu Hutnika czy biletu dla studentów. W kampanii wyborczej Aleksander Miszalski zapowiadał, że studenci będą mogli kupić roczny bilet za 365 złotych – symboliczną i przystępną formę wsparcia dla młodych ludzi mieszkających i studiujących w Krakowie. W jego oficjalnym programie wyborczym, wciąż dostępnym w miejskim serwisie internetowym, zapisano:
Bilet roczny dla studentów za 365 złotych. Wiele osób studiujących w Krakowie ponosi znaczne wydatki związane m.in. z edukacją, zakwaterowaniem, wyżywieniem oraz transportem. Umożliwienie studentom dostępu do komunikacji publicznej poprzez tanie bilety zredukuje częściowo obciążenia finansowe związane z dojazdami”.
Po siedemnastu miesiącach od tamtej zapowiedzi obietnica ma szansę się zrealizować – choć w zmienionej formie. W przekazanym Radzie Miasta Krakowa projekcie uchwały prezydent Miszalski zaproponował wprowadzenie biletu Mieszkańca Studenckiego Rocznego, ważnego przez 12 miesięcy w I strefie biletowej. Cena – 470 złotych, czyli o 105 zł więcej niż zapowiadał jako kandydat.
W uzasadnieniu projektu prezydent tłumaczy, że Kraków dopłaca już blisko 65 procent kosztów funkcjonowania komunikacji miejskiej, a przy rosnących kosztach energii, paliwa i wynagrodzeń konieczne jest dostosowanie taryf, by utrzymać jakość usług przewozowych na dotychczasowym poziomie. Nowy bilet ma – jak czytamy – „zredukować koszty przemieszczania się studentów w I strefie biletowej”, a jednocześnie spowodować spadek wpływów do budżetu miasta o około 4,24 mln zł rocznie.
TYLKO U NAS: Wszystkie podwyżki Aleksandra Miszalskiego
Niedawno alarmowaliśmy przy okazji prezentacji projektu budżetu Krakowa na 2026 rok, że zaplanowana kwota na komunikację miejską – nieco ponad miliard złotych – może nie wystarczyć, by utrzymać dotychczasową ofertę przewozową. Wydawało się wówczas, że miasto zamierza utrzymać transport publiczny na granicy finansowych możliwości: bez nowych inwestycji, bez rezerw na wzrost kosztów i bez planu zwiększenia przychodów. Już wtedy eksperci zwracali uwagę, że przy rosnących kosztach energii, pracy kierowców i utrzymania taboru, utrzymanie tego samego poziomu wydatków musi się skończyć albo redukcją kursów, albo podwyżką cen biletów.
Dziś można powiedzieć, że wykrakaliśmy – władze Krakowa szykują największą od lat podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej. Projekt uchwały w tej sprawie, przygotowany przez prezydenta Aleksandra Miszalskiego, trafił już do Rady Miasta. Zmiany mają wejść w życie 2 marca 2026 roku i objąć zarówno bilety jednorazowe, jak i miesięczne. Rok później, w styczniu 2027 roku, planowane jest wprowadzenie zupełnie nowego systemu – tzw. taryfy dynamicznej, w której cena przejazdu zależeć będzie od faktycznie pokonanego dystansu.
W propozycji Miszalskiego najmocniej drożeją bilety krótkookresowe. Bilet 60-minutowy ma kosztować 8 zł zamiast 6 zł, co oznacza wzrost o jedną trzecią. Jeszcze bardziej podrożeje bilet 70-minutowy łączony KMK + KML – z 7 do 10 zł, czyli aż o 43 procent. Bilet 90-minutowy wzrośnie z 8 do 9 zł, a nowo wprowadzone bilety 15- i 30-minutowe będą kosztować odpowiednio 4 i 6 zł. W praktyce krótsze podróże będą tańsze niż dziś, ale dłuższe – znacznie droższe. Nie zmienią się ceny biletów dobowych, 48-godzinnych, 72-godzinnych ani tygodniowych.
Podwyżki obejmą też bilety miesięczne. Mieszkańcy Krakowa zapłacą średnio o jedną piątą więcej. Bilet metropolitalny na I strefę wzrośnie z 159 do 193 zł, a więc o 21 procent. W II i III strefie cena podskoczy z 109 do 132 zł. Najdroższy bilet na wszystkie trzy strefy, który obecnie kosztuje 199 zł, ma kosztować 241 zł. Dla osób korzystających z ulg ceny wzrosną w podobnej proporcji – np. miesięczny ulgowy na I+II+III strefę z 99,50 do 120,50 zł. Osoba, która przez cały rok kupuje miesięczny bilet na I+II strefę, zapłaci w 2026 roku o 420 zł więcej niż obecnie.
Budżet bez hamulców. W 2026 r. roller coaster po krakowsku
Władze miasta przekonują, że zmiany są konieczne. Według Zarządu Transportu Publicznego, w ciągu ostatnich czterech lat koszty realizacji przewozów wzrosły o ponad 70 procent. W przypadku tramwajów cena jednego kilometra zwiększyła się z 16,43 do 29,28 zł, a w przypadku autobusów – z 7,51 do 13,60 zł. Urzędnicy tłumaczą to inflacją, wyższymi kosztami energii elektrycznej i paliwa, rosnącymi wydatkami na części zamienne, serwis i modernizację infrastruktury, a także wzrostem wynagrodzeń kierowców i motorniczych.
Miasto zaznacza, że inwestuje w nowoczesny tabor i poprawę jakości transportu publicznego. Na 625 autobusów MPK już co piąty to pojazd zeroemisyjny, a wkrótce dołączą do nich pierwsze autobusy wodorowe. Z ulic mają też zniknąć ostatnie tramwaje wysokopodłogowe, a cała flota będzie klimatyzowana. Według szacunków urzędu, w przyszłym roku Kraków będzie musiał przeznaczyć na transport publiczny o około 100 milionów złotych więcej niż obecnie. Wprowadzenie nowych cen ma pozwolić zmniejszyć ten wzrost o 61 milionów złotych, przy jednoczesnym zachowaniu preferencyjnych stawek dla mieszkańców.
Dług Krakowa sięga 7,8 mld zł. Miszalski uspokaja, radni biją na alarm
Kolejna duża zmiana czeka pasażerów w 2027 roku. Wtedy planowane jest wprowadzenie tzw. taryfy dynamicznej, która ma zastąpić dotychczasowy system biletów jednorazowych. Opłata minimalna za przejazd do 3,5 kilometra wyniesie 4 zł, a za każdą rozpoczętą jednostkę 500 metrów powyżej tego dystansu – 50 groszy. Maksymalna cena jednej podróży nie przekroczy 9 zł. Ustalony zostanie także dzienny limit opłat: 20 zł dla biletów normalnych i 10 zł dla ulgowych. Po jego przekroczeniu pasażer będzie mógł podróżować dalej bez dodatkowych kosztów.
Nowy system ma być bardziej elastyczny i sprawiedliwy, bo zapłata zależeć będzie od rzeczywistej długości przejazdu. W praktyce jednak dla osób dojeżdżających z odleglejszych dzielnic, takich jak Nowa Huta czy Borek Fałęcki, oznaczać to może konieczność płacenia maksymalnej stawki przy każdym przejeździe. To właśnie prezydent Aleksander Miszalski forsuje pomysł wprowadzenia taryfy dynamicznej i jednocześnie największej od lat podwyżki cen biletów, tłumacząc ją koniecznością utrzymania wysokiej jakości usług i stabilności finansowej miejskiego transportu. Jeśli radni zgodzą się na propozycję Miszalskiego, nowe stawki zaczną obowiązywać 2 marca 2026 roku, a rok później krakowska komunikacja miejska całkowicie zmieni sposób rozliczania pasażerów.
TYLKO U NAS: Kolejne podwyżki. Tym razem chodzi o podatek od środków transportowych
.





















