Do skrzynek pocztowych mieszkańców Krakowa trafiają ulotki dotyczące Strefy Czystego Transportu. Materiały są kolportowane bezpośrednio, bez wskazania nadawcy, ale opatrzone herbem miasta i podpisem „Prezydent Miasta Krakowa”. To kolejny element trwającej kampanii informacyjnej prowadzonej już po wejściu SCT w życie.
Ulotki zawierają mapę strefy, zasady zwolnień, listę wymaganych dokumentów oraz informacje o opłatach za wjazd pojazdów niespełniających wymogów. Materiał został przygotowany w formie pełnokolorowej, składanej broszury. Akcja prowadzona jest w wielu częściach miasta równolegle, co potwierdzają sygnały od mieszkańców.
To kolejny etap promocji SCT. Z miejskiego budżetu płyną kolejne pieniądze na kampanię informacyjną. Tym razem to ponad 120 tysięcy złotych za słupy ogłoszeniowe, spoty radiowe i publikacje sponsorowane. 30 słupów reklamowych, spoty w lokalnym radiu, reklamy w portalach informacyjnych i posty w mediach społecznościowych. Od początku stycznia trwa druga odsłona kampanii promującej Strefę Czystego Transportu w Krakowie. Tylko w ostatnich tygodniach miasto podpisało nowe umowy o łącznej wartości ponad 120 tys. zł. Wcześniej – w 2024 roku – na podobne działania wydano 800 tys. zł. Sprawdziliśmy, kto i za ile promuje miejską strefę.
Najbardziej widocznym elementem styczniowej kampanii są plakaty rozwieszone na 30 słupach ogłoszeniowych. Pojawiły się w przestrzeni miejskiej 5 stycznia i pozostaną tam do 18 stycznia. Wartość umowy wyniosła 25 tys. zł. Równolegle – także od 5 stycznia – ruszyła emisja materiałów promocyjnych na antenie Radia Kraków. Koszt działań to 25 tys. zł. Do kampanii włączyły się również portale internetowe: od 7 stycznia treści pojawiają się na łamach Dziennika Polskiego, Gazety Krakowskiej i serwisów sieci Nasze Miasto. Wydatki na ten cel sięgnęły kwoty 22 140 zł. Najdroższe działania zaplanowano od 26 stycznia. Na działania informacyjne prowadzone przez portal LoveKraków miasto przeznaczyło 43 050 zł. Wszystkie umowy podpisano jeszcze w grudniu ubiegłego roku – na kilka dni przed formalnym wejściem w życie SCT.
Kwestia wydatków na promocję SCT wraca w szczególnym momencie. Kraków znajduje się w trudnej sytuacji finansowej – zadłużenie miasta dochodzi do blisko 9 miliardów złotych, a w ostatnich miesiącach zapadły decyzje o ograniczeniach w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej. Miasto informowało o zawieszaniu i skracaniu linii tramwajowych, ograniczaniu częstotliwości kursów oraz konieczności szukania oszczędności w bieżącym funkcjonowaniu transportu publicznego.
W tym kontekście prezydent Aleksander Miszalski zdecydował się na kolejną, fizyczną formę dotarcia do mieszkańców – masowy kolportaż ulotek. To działanie wykraczające poza standardową komunikację internetową czy punktową informację w urzędach. Oznacza druk, pakowanie i dystrybucję materiałów do tysięcy gospodarstw domowych.




W poprzednich komunikatach i wystąpieniach przedstawiciele miasta podkreślali, że wprowadzenie Strefy Czystego Transportu ma w dłuższej perspektywie przynieść oszczędności – zarówno w systemie ochrony zdrowia, jak i w funkcjonowaniu transportu miejskiego. SCT była prezentowana jako rozwiązanie racjonalne kosztowo, wpisujące się w politykę porządkowania wydatków.
Tymczasem skala i forma prowadzonych działań promocyjnych rodzą pytania o ich realny koszt i proporcje. Wysyłka listów do mieszkańców nie jest działaniem neutralnym budżetowo, a przy braku publicznej informacji o wydatkach trudno ocenić, czy wpisuje się w deklarowaną politykę oszczędności.
W związku z tym Puls Krakowa skierował do Urzędu Miasta Krakowa oraz biura prasowego prezydenta pytania dotyczące kosztów tej akcji. Pytamy m.in. o łączny koszt druku i dystrybucji ulotek, źródło finansowania, liczbę gospodarstw domowych objętych akcją oraz to, jak te wydatki mają się do wcześniejszych deklaracji o ograniczaniu kosztów funkcjonowania miasta.
W sytuacji, gdy mieszkańcy słyszą o konieczności cięć w komunikacji tramwajowej, przesuwaniu inwestycji i szukaniu oszczędności, naturalne jest pytanie o zasadność kolejnych wydatków promocyjnych. Zwłaszcza wtedy, gdy dotyczą one projektu, który – według zapowiedzi miasta – miał właśnie te koszty w przyszłości ograniczać.
Do tematu wrócimy po uzyskaniu odpowiedzi.





















