Prezydent znalazł czas dla Pulsu Krakowa. Między Brukselą, metrem a referendum

źródło: Puls Krakowa

Wczoraj w Krakowie ogłoszono rozpoczęcie zbiórki podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta. Tego samego dnia prezydent Aleksander Miszalski informował opinię publiczną o rozmowach dotyczących ustawy metropolitalnej, planach pozyskania setek milionów złotych na transport oraz o wyjeździe do Bruksela, gdzie – jak zapowiadał – miał zabiegać o miliardy na budowę krakowskiego metra. Tematy poważne, kosztowne i istotne dla przyszłości miasta.

Na tym tle zaskakujące było, że w tym samym wpisie – liczącym kilka akapitów – prezydent poświęcił około jednej trzeciej jego treści niewielkiej, lokalnej redakcji: Pulsowi Krakowa. Zostaliśmy wymienieni jednym ciągiem z ministrą rządu, metrem, Komitetem Regionów i strategicznymi inwestycjami. Taka hierarchia tematów może budzić zdziwienie – i to nie tylko w naszej redakcji. Prezydent Krakowa zasugerował, że krytyczne publikacje są elementem zaplanowanej akcji politycznej. Mówił o „czarnym PR” i insynuował, że za negatywnym przekazem stoją znaczne środki finansowe, jednocześnie nie wskazując żadnych konkretnych nieprawdziwych informacji ani błędów merytorycznych w opisywanych materiałach.

Zainteresowanie, jakie w swoim wpisie poświęcił nam prezydent Aleksander Miszalski, nie pojawiło się w próżni. W ostatnich tygodniach Puls Krakowa opublikował szereg materiałów, które były dla władz miasta niewygodne, bo nie powielały komunikatów, lecz sprawdzały je w dokumentach i danych. Pisaliśmy m.in. o nagrodach przyznanych dyrektorom departamentów magistratu („Hojny jak prezydent Miszalski. Po wiceprezydentach nagrody dostali dyrektorzy departamentów”), o błędzie w oficjalnym liście prezydenta do premiera i braku sprostowania („Prezydent Miszalski przyznaje się do błędu w liście do premiera Tuska. Ale sprostowania nie wyśle”), a także o strukturze zespołu ds. metra, w którym wyodrębniono aż osiem osób zajmujących się wyłącznie promocją projektu („Metro w Krakowie: osiem osób od promocji. Prezydent Miszalski powołał nowe ciało”). Każdy z tych tekstów opierał się na faktach i oficjalnych źródłach – i każdy z nich wywoływał reakcje.

Równolegle Puls Krakowa relacjonował narastające napięcie wokół inicjatywy referendalnej. Informowaliśmy o rejestracji komitetu i formalnych krokach prowadzących do referendum, publikowaliśmy wyniki sondażu pokazującego realne nastroje społeczne („Ujawniamy sondaż: referendum w Krakowie możliwe. 64 proc. Krakowian deklaruje udział, większość za odwołaniem prezydenta miasta”), a także opisywaliśmy argumenty inicjatorów zbiórki podpisów („To nie jest akcja partyjna”. Mieszkańcy ruszają z referendum o odwołanie prezydenta Krakowa).

 To właśnie te publikacje – a nie jakiekolwiek „czarne PR-y” – tłumaczą, dlaczego w dniu ogłoszenia referendum i w przeddzień wyjazdu do Brukseli prezydent milionowego miasta znalazł czas, by jedną trzecią swojego wpisu poświęcić niewielkiej, lokalnej redakcji. W narracji prezydenta pojawiły się sugestie „czarnego PR”, insynuacje dotyczące finansowania publikacji oraz próby przypisania mediom politycznych motywów. Bez wskazania konkretnych nieprawdziwych informacji, bez polemiki z faktami, bez odniesienia się do treści naszych artykułów.

Traktujemy to jako potwierdzenie, że nasza praca jest zauważalna. Skoro niewielki portal lokalny zostaje postawiony w jednym rzędzie z ministrą, metrem i Brukselą, to znaczy, że zadawane przez nas pytania muszą być dla władzy niewygodne. Dla redakcji jest to raczej sygnał skuteczności niż powód do niepokoju.

Mieszkańcy Krakowa mogą jednak oczekiwać od prezydenta czegoś innego niż darmowej reklamy prywatnemu portalowi w oficjalnych wystąpieniach. Trudno przypuszczać, by wyborcy liczyli na to, że w dniu kluczowych politycznych wydarzeń prezydent będzie publicznie polemizował z lokalnymi mediami zamiast skupić się na merytorycznej odpowiedzi na zarzuty czy pytania.

Jeżeli jednak prezydent planuje kontynuować promocję Pulsu Krakowa – na przykład tańcząc na dachu magistratu albo kopiąc piłkę w gabinecie – z przyjemnością to opiszemy. Bez złośliwości, bez emocji. Tak jak zawsze: informacyjnie, na podstawie tego, co widzimy i co się faktycznie wydarzyło. W ramach rewanżu za darmową reklamę. Bo właśnie na tym polega rola mediów lokalnych. Nie na wspieraniu władzy, nie na jej zwalczaniu, ale na patrzeniu jej na ręce. Nawet – a może szczególnie – wtedy, gdy władza bardzo chciałaby, by nikt nie patrzył.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry