„Problemy z prędkością występują w całym Krakowie”. Co dalej po tragedii na Solnej? (ROZMOWA PULSU)

Tragedia na ulicy Solnej ponownie otworzyła dyskusję o bezpieczeństwie na Zabłociu i o tym, czy wcześniej można było zrobić więcej, aby ograniczyć prędkość kierowców. Rada Dzielnicy XIII już w 2024 roku wnioskowała o montaż szykan na ciągu ulic Solna–Zabłocie, jednak rozwiązanie nie zostało wprowadzone. Grzegorz Kompa, radny Dzielnicy XIII Podgórze i przewodniczący Komisji Praworządności i Bezpieczeństwa, opowiada w rozmowie z nami o wcześniejszych interwencjach, reakcjach miasta i policji oraz o tym, czy jego zdaniem proponowane wówczas zmiany mogły zapobiec tragicznemu wypadkowi.

Kiedy Rada Dzielnicy po raz pierwszy dowiedziała się o problemie z bezpieczeństwem na Solnej i w tej części Zabłocia?

Grzegorz Kompa, przewodniczący Komisji Praworządności i Bezpieczeństwa Rady Dzielnicy XIII Podgórze: Problem pojawił się kilka lat temu. Zwracali na niego uwagę zarówno mieszkańcy Podgórza, jak i radni pracujący w poprzedniej Komisji Bezpieczeństwa Rady Dzielnicy XIII Miasta Krakowa. Dotyczył przede wszystkim nadmiernej prędkości na ciągu ulic Zabłocie–Solna, kolizji na skrzyżowaniu ulic Solnej i Nadwiślańskiej, a także nadmiernej prędkości na ulicy Piwnej i hałasu generowanego przez tuningowane pojazdy na ulicy Nadwiślańskiej.

Mowa była również o innych ulicach, takich jak Kuklińskiego czy Klimeckiego, a także o zjeździe i wjeździe na Most Kotlarski.

Czy reagowaliście w jakiś sposób na te sygnały?

Jak najbardziej. Uważam, że nasza komisja w Dzielnicy XIII jest wzorem dla innych dzielnic Krakowa. Można to zresztą sprawdzić, przeglądając protokoły, które są dostępne na BIP-ie, liczbę podjętych uchwał, wypracowanych rozwiązań oraz odbytych spotkań. Na wszystkie zgłaszane problemy reagowaliśmy od razu.

Skoro o uchwałach mowa, w uchwale z maja 2024 r. chcieliście zastosowania szykan na odcinku między ul. Solną a Przemysłową w celu uspokojenia ruchu. Dlaczego do tego nie doszło?

Urząd nie podzielił naszego spojrzenia na sprawę, w tym konieczności montażu szykan. Podobnie było z łukiem na ulicy Klimeckiego, gdzie brakowało oddzielenia torowiska od jezdni. Cały czas dochodziło tam do kolizji, zdarzył się też wypadek śmiertelny. W 2019 r. informowaliśmy miasto o potrzebie powstania barier bezpieczeństwa ruchu drogowego w tym miejscu. Wówczas Wydział Miejskiego Inżyniera Ruchu stwierdził, że nic się tam nie dzieje i po co inwestować. Szliśmy jednak jako dzielnica w zaparte, znaleźliśmy fundusze i finalnie dzięki naszemu uporowi te bariery powstały.

Kolejny tego typu przykład to wspomniany Most Kotlarski, gdzie również dochodziło do zdarzeń drogowych, w tym dwóch wypadków śmiertelnych. Niestety projektodawca nie przewidział tam barier i dzisiaj zgodnie z obowiązującymi przepisami nie można ich zamontować. Powstały tam natomiast dodatkowe oznakowania fluorescencyjne, które ostrzegają kierowców przed ostrym łukiem. Jeśli chodzi o ciąg od Solnej do Zabłocia, wnioskowaliśmy o trzy szykany. Uważaliśmy to za konieczne rozwiązanie.

Co według Pana jest przyczyną rozwijania nadmiernej prędkości na ulicy Solnej? Czy znamy źródło problemu?

To jest pokłosie tego, co się dzieje w obszarze ulicy Nadwiślańskiej, która tętni życiem odkąd pojawiła się kładka Bernatka. Równocześnie wprowadzono wówczas na Kazimierzu strefę ograniczonego ruchu i tym samym ci, którzy podjeżdżają do lokali samochodami, przenieśli się na Podgórze. Wśród nich jest wiele osób młodych, jeżdżących samochodami sportowymi. Notorycznie rozwijali nadmierną prędkość w okolicy, zwłaszcza na ulicy Piwnej. Udało nam się tam wywalczyć progi zwalniające i już jest lepiej.

Zawnioskowaliśmy o progi także na ulicy Nadwiślańskiej, prowadziliśmy na ten temat wiele rozmów z policją. Zawsze to robimy – rozmawiamy z przedstawicielem Wydziału Ruchu Drogowego, Komisariatem V Policji, Strażą Miejską, Zarządem Dróg Miasta Krakowa czy Miejskim Inżynierem Ruchu. Dopiero po konsultacjach i rozpoznaniu możliwości prawnych czy technicznych podejmujemy konkretne kroki, decyzje czy uchwały.

Na początku naszej rozmowy padły słowa o braku konkretnej reakcji ze strony urzędu. A jak wygląda Wasza współpraca ze służbami?

Podczas „Godziny Ciszy”, która odbyła się po wypadku na ulicy Solnej, aktywiści zarzucali policji bierność i nieróbstwo. Widziałem na zdjęciach, że na asfalcie ktoś wypisał dane pana Tomasza Jęczura, naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji. To bardzo krzywdzące wobec jego osoby. Pan Jęczur jest wybitnym specjalistą i profesjonalistą, który zawsze z dużym zaangażowaniem współpracował z samorządem. Zawsze reagował na informacje o zagrożeniach i błyskawicznie wysyłał w takie miejsca patrole – zarówno na Solną, jak i na Nadwiślańską. Niejednokrotnie odbywały się również wspólne patrole radnych z Komisji Bezpieczeństwa, Policji, Straży Miejskiej, a nawet z burmistrzem nocnym, właśnie w tym obszarze. Wszystko jest udokumentowane. Stwierdzenie, że policja nic nie robiła i zaniedbywała ten obszar to, krótko mówiąc, kłamstwo.

Opowiedział Pan o współpracy ze służbami, ale gdzie w tym wszystkim jest rola samej Rady Dzielnicy? Co w praktyce możecie zrobić, a czego nie możecie zrobić w kwestii poprawy bezpieczeństwa?

Jeśli chodzi o radnych, zarówno dzielnicowych, jak i miejskich, trzeba pamiętać, że na gruncie ustawy o samorządzie gminnym możemy jedynie wnioskować, prosić i sugerować. Wielu ludziom wydaje się, że osoba posiadająca mandat jest osobą omnipotentną, która rządzi i może dyktować wszystkim, co mają robić. Nic bardziej mylnego. Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Po wypadku wszyscy mówią, jak ważne jest bezpieczeństwo. Tymczasem zarówno na poziomie budżetu Krakowa, jak i rad dzielnic, na ten cel przeznacza się około 5 proc. środków. To mniej niż na pikniki, imprezy kulturalne czy parki kieszonkowe. A zapewnienie odpowiedniej ochrony mieszkańcom przecież kosztuje. Nie będzie więcej patroli, nowych radiowozów czy wyposażenia służb, jeśli nie będzie na to funduszy. Cały czas bezpieczeństwo jest traktowane jak brzydkie kaczątko.

I teraz zasadnicze pytanie: gdyby podjęto te działania i powstały szykany, czy doszłoby do wypadku?

Może zabrzmię brutalnie, ale moim zdaniem doszłoby do tego samego zdarzenia. Zgodnie z przepisami dotyczącymi stosowania elementów bezpieczeństwa ruchu drogowego takich szykan nie można ustawić na łuku drogi, a jedynie na odcinku prostym. Kierujący utracił panowanie nad pojazdem już na łuku, a następnie, wychodząc z niego, wjechał na chodnik i potrącił znajdujące się tam osoby. Nie jestem biegłym, żeby jednoznacznie ocenić przebieg zdarzenia, ale prawdopodobnie prędkość nie była dostosowana do sytuacji i warunków na drodze.

Wyobraźmy sobie, że przed łukiem znajdowałaby się szykana z pylonem i wysepką. Czy taki plastikowy pylon zatrzymałby pojazd? Moim zdaniem nie. Kierujący, który już na łuku utracił panowanie nad samochodem, prawdopodobnie wjechałby w szykanę, a następnie kontynuowałby jazdę w kierunku chodnika. Nie można też obarczać policji winą za to, że w momencie zdarzenia nie było tam patrolu. Nie możemy przecież oczekiwać, że na każdej ulicy i co kilkadziesiąt metrów będzie przez całą dobę stał radiowóz. Problemy z przekraczaniem prędkości występują w całym Krakowie, a obiektywnie większość kierowców nie stosuje się do ograniczeń prędkości.

Czy po tragedii Rada Dzielnicy będzie podejmować kolejne działania i domagać się konkretnych zmian w tym miejscu?

Nie mogę wypowiadać się w imieniu całej Rady Dzielnicy, ponieważ od tego jest przewodniczący. Niewątpliwie jednak temat zostanie poruszony na Komisji Bezpieczeństwa. Będziemy kontynuować przyjęty już model kontroli tego obszaru i wnioskować o przyspieszenie wprowadzenia szykan przez Zarząd Dróg Miasta Krakowa. Więcej nie jesteśmy w stanie zrobić, bo pewnych zdarzeń po prostu nie da się uniknąć.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry