Wybory w Krakowie dopiero w grudniu lub styczniu? Protest Edwarda Nowaka może znacząco wydłużyć wyborczy kalendarz

Edward Nowak na sali Sądu Okręgowego w Krakowie podczas posiedzenia w sprawie protestu przeciwko ważności referendum.

Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił protest Edwarda Nowaka przeciwko ważności referendum. To ważna decyzja, ale nie musi kończyć całej sprawy. Edward Nowak przegrał w pierwszej instancji, ale sama procedura może jeszcze wpłynąć na obecnie najważniejszą stawkę tej sprawy: termin wyborów.

Jeżeli Edward Nowak wykorzysta wszystkie dostępne środki procesowe, a dodatkowo pojawią się pisma z brakami formalnymi, wybory prezydenta Krakowa mogą odsunąć się znacznie dalej, niż dziś zakłada większość opinii publicznej. W wariancie umiarkowanym mówimy o późnej jesieni. W wariancie maksymalnym – nawet o grudniu albo styczniu. To nie jest akademicka łamigłówka, tylko realny scenariusz, którego ziszczenie się zależy w dużej mierze od dalszych decyzji procesowych Edwarda Nowaka. W tle są nie tylko wybory, lecz także plan ogólny Krakowa i budżet miasta na 2027 rok. Im dłużej potrwa stan przejściowy, tym większa część najważniejszych decyzji przygotowywana będzie nie przez nowego prezydenta z mandatem mieszkańców, lecz przez komisarza powołanego przez premiera. Dlatego znaczenie protestu Edwarda Nowaka wykracza poza salę sądową. To nie jest już tylko pytanie, czy sąd podzieli jego zarzuty. To pytanie, czy w obecnym stanie prawnym samo wykorzystanie dostępnej procedury może doprowadzić do przesunięcia wyborów o kilka miesięcy i przedłużenia komisarycznego zarządu nad miastem.

Protest oddalony, procedura może trwać

Na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda prosto: sąd oddalił protest, więc można przygotowywać wybory. Tyle że procedura nie działa tak szybko. Od rozstrzygnięcia sądu pierwszej instancji przysługuje jeszcze droga zaskarżenia. Żeby ją uruchomić, Edward Nowak musiałby najpierw wystąpić o uzasadnienie, a następnie – po jego doręczeniu – wnieść zażalenie. Pierwsza data graniczna jest znana. Skoro Sąd Okręgowy wydał orzeczenie 17 czerwca, termin na złożenie wniosku o uzasadnienie upływa 24 czerwca.  Gdyby Edward Nowak nie złożył takiego wniosku, sprawa mogłaby zostać szybko zamknięta. Jeżeli jednak wniosek zostanie złożony, otwiera się kolejny etap. A jeżeli zostanie złożony z brakami formalnymi, kalendarz zaczyna się wydłużać.

CZYTAJ TAKŻE: Protest Edwarda Nowaka. Kim jest człowiek, który kwestionuje krakowskie referendum?

Jak działa scenariusz z brakami formalnymi?

W krakowskich rozmowach politycznych coraz częściej pojawia się scenariusz maksymalnej gry proceduralnej: wadliwy wniosek o uzasadnienie, wezwanie do uzupełnienia, nieodbieranie doręczenia do ostatniego możliwego dnia, uzupełnienie braków w końcówce terminu, a potem powtórzenie podobnego schematu przy zażaleniu. Nie można przesądzać, że tak się stanie. Nie ma dziś dowodu, że Edward Nowak wybierze właśnie taką drogę. Warto jednak pokazać, że taki wariant jest możliwy — i że jego skutki byłyby bardzo konkretne. Przykładowy kalendarz wygląda następująco.

17 czerwca sąd oddala protest. 24 czerwca Edward Nowak składa wniosek o uzasadnienie, ale – w wariancie maksymalnie niekorzystnym dla szybkich wyborów – robi to z brakami formalnymi. Sąd po tygodniu, czyli około 1 lipca, wzywa do uzupełnienia braków. Jeżeli wezwanie trafia do pełnomocnika przez portal informacyjny albo pocztą i nie zostaje odebrane od razu, można doliczyć około dwóch tygodni na fikcję doręczenia lub awizację. Wtedy za skutecznie doręczone uznaje się je około 15 lipca. Od tego momentu biegnie tygodniowy termin na uzupełnienie braków. Ostatnim dniem byłby 22 lipca.

Dopiero od usunięcia braków sąd sporządza uzasadnienie. Jeżeli potrwa to tydzień, wychodzimy na 29 lipca. Następnie uzasadnienie trzeba doręczyć stronie. Jeżeli pełnomocnik znów nie odbiera go od razu, realny skutek doręczenia może wypaść około 12 sierpnia.

Od tej daty biegnie termin na zażalenie. Ostatni dzień przypadłby około 19 sierpnia. I tu możliwa jest druga runda tego samego scenariusza: zażalenie wniesione z brakami formalnymi, po tygodniu wezwanie do uzupełnienia, dwa tygodnie na doręczenie lub awizację, tydzień na uzupełnienie. W takim układzie braki mogą zostać usunięte dopiero około 16 września. Dopiero wtedy sprawa realnie nadaje się do przekazania i rozpoznania przez sąd drugiej instancji. Jeżeli doliczyć czas techniczny i 30 dni na rozpoznanie zażalenia, finał postępowania może wypaść dopiero w drugiej połowie października.

To oznacza, że protest Edwarda Nowaka, choć oddalony 17 czerwca, może – przy pełnym wykorzystaniu terminów i braków formalnych – trzymać Kraków w proceduralnym zawieszeniu nawet do października.

Spór o 90 dni

Tu pojawia się najważniejszy problem prawny: od kiedy liczyć 90-dniowy termin na przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa? Są dwie możliwe interpretacje. Pierwsza jest korzystniejsza dla scenariusza długiego przesunięcia. Skoro ustawa mówi, że w razie protestu nie zarządza się wyborów przedterminowych do czasu rozstrzygnięcia sprawy, to można argumentować, że realna możliwość zarządzenia wyborów otwiera się dopiero po ostatecznym zakończeniu sprawy protestowej. Wtedy po rozstrzygnięciu sądu drugiej instancji premier miałby pełny 90-dniowy horyzont czasowy na zarządzenie i przeprowadzenie wyborów. Jeżeli ostateczne rozstrzygnięcie zapadłoby w drugiej połowie października, taka wykładnia mogłaby przesuwać głosowanie nawet na styczeń 2027 roku.

Druga interpretacja jest bardziej optymistyczna (ale też mocniej oparta na wykładni językowej). Zakłada, że 90 dni należy liczyć od pierwotnej przyczyny przeprowadzenia wyborów, czyli od skutku referendum, a protest jedynie czasowo blokuje możliwość wydania rozporządzenia o wyborach. W takim ujęciu premier po zakończeniu sprawy protestowej nie dostaje „nowych” 90 dni, lecz powinien działać możliwie szybko i wyznaczyć wybory w najbliższym realnym terminie. Ale nawet ta korzystniejsza dla szybkich wyborów interpretacja nie oznacza, że głosowanie można przeprowadzić natychmiast. Wybory wymagają odpowiedniego kalendarza: potrzebny jest czas na rejestrację komitetów, zgłaszanie kandydatów, powołanie komisji, druk kart, organizację obwodów, kampanię i wykonanie innych czynności wyborczych. W trybie przedterminowym terminy mogą być krótsze niż zwykle, ale nie znikają całkowicie. W praktyce nawet przy maksymalnie dobrej woli premiera potrzeba około dwóch miesięcy od dnia, w którym wybory można legalnie zarządzić. Jeżeli więc sprawa protestu zakończyłaby się dopiero w drugiej połowie października, wybory – nawet przy szybkim działaniu – mogłyby wypaść dopiero w grudniu. Przy mniej korzystnej interpretacji mogłyby przesunąć się jeszcze dalej: na styczeń.

Nawet przegrany protest może znacząco odsunąć termin wyborów

Najważniejszy efekt działań Edwarda Nowaka nie musi polegać na tym, że protest zostanie uwzględniony. Sąd pierwszej instancji już go oddalił, jest prawdopodobne, że sąd II instancji postąpi tak samo. Najważniejszy efekt polega na czasie. Przy jednym cyklu braków formalnych można zyskać około miesiąca. Przy dwóch cyklach – na wniosku o uzasadnienie i na zażaleniu – około dwóch miesięcy. Nie dlatego, że sąd „nic nie robi”. Dlatego, że procedura w określonych sytuacjach wymusza wezwanie do uzupełnienia braków oraz że trzeba uwzględnić czas na doręczenia i terminy wynikające z ustaw. To właśnie czyni ten scenariusz możliwym. Nawet protest oddalony merytorycznie może w praktyce wydłużyć kalendarz, jeżeli zostaną wykorzystane dostępne środki zaskarżenia i terminy procesowe. A czas po referendum ma znaczenie podstawowe. Daje możliwość ostudzenia emocji, przestawienia opowieści o wyniku głosowania, przygotowania zaplecza politycznego i wejścia w kampanię już nie w atmosferze świeżego przesilenia, lecz w dużo spokojniejszym, bardziej kontrolowanym układzie. W tym sensie protest Edwarda Nowaka, nawet jeśli ostatecznie zakończy się porażką, może – niezależnie od intencji jego autora – spełnić istotną funkcję polityczną. Może wybić Kraków z rytmu szybkiej decyzji mieszkańców i wprowadzić go w rytm długiej procedury.

Plan ogólny i budżet 2027

W tej sprawie nie chodzi jednak tylko o kampanię wyborczą. Kraków jest w momencie, w którym na stole są dokumenty o fundamentalnym znaczeniu dla przyszłości miasta: plan ogólny oraz budżet na 2027 rok. Projekt budżetu jednostki samorządu terytorialnego co do zasady przygotowuje organ wykonawczy i przedkłada go radzie oraz regionalnej izbie obrachunkowej do 15 listopada roku poprzedzającego rok budżetowy. Jeżeli więc wybory prezydenckie przesuną się na grudzień albo styczeń, projekt budżetu Krakowa na 2027 rok przygotowywać będzie komisarz. To samo dotyczy kierunkowych prac nad planem ogólnym i polityką przestrzenną miasta. Nawet jeżeli formalne decyzje będzie podejmowała rada, ciężar przygotowania materiałów, projektów, uzgodnień i politycznej architektury procesu spoczywa na miejskim centrum wykonawczym. A tym centrum, do czasu wyboru nowego prezydenta, nie jest prezydent z bezpośredniego wyboru Krakowian. Jest nim komisarz wskazany przez premiera.

To zasadnicza różnica. Komisarz działa legalnie, ale nie ma bezpośredniego mandatu mieszkańców Krakowa. Jeżeli więc najważniejsze projekty uchwał będą przygotowywane w czasie komisarycznego zarządu, nie będzie to techniczny szczegół. Referendum było decyzją mieszkańców. Realny dziś scenariusz wydłużenia procedury może sprawić, że najważniejszym polem sporu stanie się nie urna wyborcza, lecz kalendarz. Brak jest podstaw, by przesądzać, że Edward Nowak zamierza korzystać z opisanych możliwości w celu wydłużenia kalendarza wyborczego. W niniejszym artykule opisano jednak prawnie możliwy wariant, którego ziszczenie zależy od dalszych czynności procesowych oraz (w mniejszym zakresie) od tempa działania sądów. Niezależnie od tego, czy Edward Nowak zdecyduje się wykorzystać pełną ścieżkę proceduralną, sam fakt, że protest jednej osoby może na miesiące wstrzymać proces uruchomiony wolą ponad 170 tys. mieszkańców, pokazuje poważną lukę w przepisach. Ustawodawca zostawił furtkę, przez którą lokalna demokracja może utknąć w proceduralnym zawieszeniu na wiele miesięcy.

Warto przeczytać: Poseł KO nie wyklucza powrotu Aleksandra Miszalskiego na stanowisko prezydenta Krakowa

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry