Protest rolników w Krakowie. Krakowianie ze zrozumieniem dla rolników (Galeria)

We wtorek rolnicy z Małopolski zablokowali centrum Krakowa. Ich protest, choć uciążliwy dla kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej, spotkał się z wyraźnym zrozumieniem wielu mieszkańców. – Stoję, ale ich popieram. Lepiej teraz stracić pół godziny, niż potem jeść coś, co nie wiadomo skąd i jak powstało – mówił jeden z kierowców.

Protest rozpoczął się przed południem w rejonie ronda Mogilskiego. To tam dotarli traktorami rolnicy z podkrakowskich gmin i powiatów – m.in. proszowickiego i miechowskiego. Pojazdy zatrzymano wzdłuż ulic, a sami uczestnicy protestu ruszyli pieszo ulicą Lubicz i Basztową w stronę Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.

W mieście natychmiast zaczęły się korki. Zatrzymane tramwaje, opóźnione autobusy, długie zatory od strony Grzegórzek i alei Powstania Warszawskiego – to codzienny rytm Krakowa, tylko w wersji trudniejszej niż zwykle. Policja była przygotowana – ruch kierowany był ręcznie, obecne były patrole piesze i zmotoryzowane.

I choć nie brakowało irytacji, ton rozmów mieszkańców był daleki od oburzenia. – Normalnie bym się zdenerwował, ale tu nie chodzi o jakąś błahostkę. Jak rolnicy protestują, to znaczy, że naprawdę nie mają już wyjścia – przyznaje pan Rafał, kierowca dostawczaka.

Rolnicy protestowali przeciwko umowie handlowej między Unią Europejską a krajami Mercosur – czyli m.in. Brazylią, Argentyną i Urugwajem. Porozumienie zakłada zniesienie ceł na wiele produktów rolnych z Ameryki Południowej: mięso, nabiał, drób, cukier czy etanol. W zamian rynki Mercosur mają zostać otwarte na przemysłowe towary z Europy. Z punktu widzenia rolników to realne zagrożenie. – To będzie żywność tańsza, bez jakiejkolwiek kontroli, bez norm środowiskowych, bez żadnych zasad. My mamy walczyć z tym samym towarem, ale wyprodukowanym bez żadnych ograniczeń – mówił jeden z protestujących.

Podkreślano, że umowa nie zawiera tzw. klauzul lustrzanych – a więc nie wymaga od partnerów stosowania takich samych standardów jak te, które obowiązują w UE. I że w efekcie europejscy rolnicy zostaną wypchnięci z rynku przez żywność niekoniecznie bezpieczną, ale z pewnością tańszą – Niby jest mowa o przemysłowych korzyściach, ale co z rolnictwem? Co z nami? Kto odpowie, jak rynek się zawali? – pytali organizatorzy manifestacji. Dodawali, że nie tylko Unia zawiniła. Ich zdaniem również rząd Polski zawiódł – miał wpływ na negocjacje, ale z niego nie skorzystał.

Manifestacja przebiegała spokojnie. Rolnicy nie wchodzili na torowiska, nie blokowali całkowicie skrzyżowań. W rozmowach z mieszkańcami – często spontanicznych, prowadzonych jeszcze w czasie marszu – tłumaczyli powody protestu. – Nie jesteśmy przeciwko nikomu. Chcemy tylko, żeby nas traktowano poważnie – mówił jeden z nich starszemu mężczyźnie, który zagadnął go przy ul. Basztowej. Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, wykazywali zaskakująco dużo zrozumienia. – Mam już dość tych ciągłych korków w Krakowie, ale tu chodzi o coś więcej. Wiem, że oni nie blokują miasta dla zabawy – mówiła studentka czekająca na tramwaj. – Jak się ludziom odbiera szansę na uczciwą pracę, to muszą wyjść na ulicę. A miasto sobie poradzi – dodaje inna pasażerka.

Krakowski protest był jednym z wielu, które odbyły się tego dnia w całej Polsce. Zdaniem organizatorów to dopiero początek – jeśli porozumienie Mercosur zostanie przyjęte w obecnym kształcie, zapowiadają kolejne akcje. – Jak nas nie słuchają cicho, to będziemy głośno. Ale nie po to, żeby niszczyć, tylko żeby być słyszanymi – mówili.

źródło: Artur Barbarowski 

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry