Tragedia na ul. Solnej nie zakończyła problemu niebezpiecznej jazdy w tej części Podgórza. Konrad Kordas od 2021 roku dokumentuje sytuację w rejonie Nadwiślańskiej, Piwnej i placu Bohaterów Getta. Przez lata zgłaszał sprawę policji, przekazywał nagrania i domagał się skuteczniejszych kontroli. Teraz zarzuca służbom brak zdecydowanej reakcji i zapowiada publikację zgromadzonych materiałów. W rozmowie z nami opowiada o bezkarności kierowców, nieskutecznych interwencjach oraz rozwiązaniach, które jego zdaniem mogłyby zapobiec kolejnej tragedii.
Od 2021 roku zwraca Pan uwagę na to, co dzieje się w Podgórzu, zwłaszcza w okolicy Nadwiślańskiej i Solnej. Jak wyglądało to wtedy i co zmieniło się przez ostatnie lata?
Konrad Kordas: Ta okolica przez ostatnie lata znacząco się zmieniła. Powstała Kładka Bernatka, później nowe kamienice przy Nadwiślańskiej i wiele restauracji. To sprawiło, że ten rejon stał się coraz bardziej popularny. Wraz z tym zaczęły pojawiać się samochody, których kierowcy przyjeżdżali się pokazać i zwrócić na siebie uwagę.
Mieszkańcy słyszeli przede wszystkim ryk silników i strzelające tłumiki, ale za tym hałasem stoją konkretne zachowania – przekraczanie prędkości, stwarzanie zagrożenia, zadymianie ulic czy palenie gumy. Takie sytuacje wielokrotnie zdarzały się między Piwną a Nadwiślańską, a kierowcy chwalili się nagraniami na grupach motoryzacyjnych. Problem nasilał się – od 2021 roku zwiększyła się liczba samochodów i przejazdów przez Kazimierz i Stare Miasto. Nie-dorajdy organizowały tam również zjazdy motoryzacyjne. Mieszkańcy zgłaszali te sytuacje, jednak z czasem było ich coraz więcej. Nawet po tragedii wciąż słychać samochody jeżdżące po okolicy, więc nic się niezmieniło.
Wypadek wydarzył się około godz. 17.45, kiedy było jeszcze jasno. A te niebezpieczne sytuacje, o których Pan mówi – kiedy najczęściej miały miejsce? Czy również w ciągu dnia, czy głównie po zmroku?
To nie dotyczy tylko wieczorów. Bardzo często, zwłaszcza w weekendy, było tam duże zagęszczenie samochodów. Mam mnóstwo nagrań, na których w ciągu dnia widać młodych chłopaków w drogich autach. Jeden z takich filmów jest dołączony do petycji. Wieczory natomiast były momentem, kiedy po naszych działaniach, w latach 2023–2024, zaczęły pojawiać się częstsze kontrole policji w tym rejonie. Były one jednak ograniczone ze względów finansowych i prowadzone głównie przez drogówkę.
Czy zgłaszał Pan te sytuacje policji?
Zaczęło się od telefonów na 112. Zgłaszałem kierowców na gorącym uczynku, kiedy robili te swoje „kółeczka”. Widziałem jednak, że w zasadzie nie było reakcji. Radiowozy, które przyjeżdżały, często nie miały szans ich złapać, jeśli akcja nie była odpowiednio skoordynowana między jednostkami. Taka współpraca, w ramach której policjanci informowaliby się, gdzie kierowca się przemieścił, praktycznie nie funkcjonowała. Muszę jednak zaznaczyć, że rozmawiałem też z panem Jęczurą, naczelnikiem Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji, który nas wspierał i potwierdzał, że zna ten problem. To samo mówił podczas spotkania Rady Miasta w 2024 roku. Są więc policjanci, którym zależy na rozwiązaniu sytuacji.
Najgorsza z mojej perspektywy była jednak bezradność Komisariatu V i brak działań z jego strony. Nawet na same zgłoszenia, które poczyniłem, nie było odpowiedniej reakcji. Wiadomo, jestem zwykłym człowiekiem, nie mam nieskończonej ilości czasu, żeby poświęcać go na tą sprawę, a i tak zajęła to godzin z mojego życia – chodzenia, pisania i zajmowania się tym wszystkim.
Czyli ma Pan zastrzeżenia do działalności policji w Komisariacie V?
Zdecydowanie tak. Mam wrażenie, że działania tego komisariatu odbywały się bez zrozumienia sytuacji. Zdarzało się, że osoby zgłaszane przez mieszkańców, na przykład za brak przedniej tablicy rejestracyjnej czy zmodyfikowany tłumik, zamiast mandatu dostawały pouczenie. Ta sprawa po prostu nie była traktowana poważnie.
Odbywały się też spotkania z komendantem, między innymi po moich zażaleniach na umorzenia spraw, mimo że policja miała nagrania i informacje pozwalające zidentyfikować kierowców. Obiecywano wtedy, że będzie lepiej. Rozmawialiśmy również o patrolach na placu Bohaterów Getta, gdzie często dochodziło do kontroli pieszych. Rozumiem, że takie działania również służą bezpieczeństwu, ale w kontekście tego, co działo się w całym tym rejonie, mieszkańcy odbierali kierowanie w to miejsce patroli jako pójście na łatwiznę. Zamiast reagować na niebezpieczną jazdę, policja skupiała się na wykroczeniach popełnianych przez przechodniów.
Jaka była Pana pierwsza reakcja na informację o tragedii na Solnej? Czy pomyślał Pan wtedy: „właśnie tego się obawiałem”?
Oczywiście, że człowiek jest zaskoczony, bo nigdy nie chciałbym powiedzieć: „a nie mówiłem”. To jest ostatnia rzecz, którą chce usłyszeć osoba, która przez lata starała się o poprawę bezpieczeństwa. Informację przekazała mi żona w sobotę wieczorem, około 19. Później trochę się rozpadłem. Tak jak napisałem w swoim poście – który był bardzo szczery, bo po prostu pękło mi serce – bardzo starałem się, żeby nikt nie zginął w tamtym miejscu. Nie zliczę, ile razy tamtędy chodziłem, również w okolicy mostu i tego zakrętu. Widziałem, jak wiele osób przyspieszało tam ze względu na specyficzną akustykę, która wzmacniała dźwięk silników i tłumików. Kierowcy wyjeżdżali z Nadwiślańskiej albo zjeżdżali z głównej ulicy i właśnie tam mocniej wciskali gaz.
Po tragedii pojawiły się głosy, że trzeba na Solnej zastosować rozwiązania takie jak progi zwalniające, szykany czy fotoradar. Czy Pana zdaniem mogłyby wpłynąć na bezpieczeństwo w tym miejscu?
Moim zdaniem przede wszystkim chodzi o egzekwowanie prawa i o to, żeby ci ludzie czuli po prostu oddech wymiaru sprawiedliwości na swoim karku. Ta bezkarność powoduje, że pozwalają sobie na coraz więcej. Przechwalają się w Internecie, na Instagramie i innych portalach. Można znaleźć setki filmów, na których otwarcie pokazują swoje przejazdy po Krakowie. Wiele takich nagrań mam też w swojej bibliotece dowodów.
Natomiast w sytuacji, gdy nie mamy możliwości skutecznego egzekwowania prawa, musimy zadbać o infrastrukturę. Sam jestem kierowcą i wiem, że dobrze byłoby jeździć bez szykan i progów, po prostu zgodnie z przepisami, zachowując bezpieczeństwo, ostrożność, zdrowy rozsądek i przede wszystkim szacunek do wszystkich użytkowników drogi. Nie wszyscy jednak mają takie podejście. Uważam więc, że progi i szykany są potrzebne.
Ma Pan wiele nagrań dokumentujących to, co działo się w tej okolicy. Co zamierza Pan z nimi zrobić?
Obiecałem, że będę publikował zebrane nagrania i stopniowo będą się pojawiać w mediach społecznościowych. Nie będę ich szczególnie obrabiał, bo po prostu nie chcę poświęcać na to kolejnych godzin swojego życia. Straciłem już kilka lat na różne działania związane z tym problemem. Zamierzam je udostępniać, bo chcę przypominać o tej sprawie i o tym, że ten teren był przez wiele lat zaniedbany. Chcę pokazać, jaka była tam sytuacja i że odpowiednie służby o niej wiedziały.




















