Radni wyrzucili 600 podpisów mieszkańców do kosza. Komisja ds. Miszalskiego nie powstanie

W środę radni Krakowa odrzucili obywatelski wniosek o powołanie komisji, która miała zbadać powiązania biznesowe prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Zamiast publicznego wyjaśnienia sprawy mieszkańcy zobaczyli, jak związana z prezydentem większość radnych zamyka temat.

W tym tygodniu w sali obrad przy placu Wszystkich Świętych mieszkańcy Krakowa dostali lekcję, która nie ma wiele wspólnego z przejrzystością, za to bardzo dużo z brutalną arytmetyką polityczną. Obywatelski projekt uchwały o powołaniu komisji doraźnej – pierwsza taka inicjatywa tej kadencji – został odrzucony głosami radnych związanych politycznie z Aleksandrem Miszalskim. Komisja miała zbadać umowy, jakie w latach 2012–2022 zawierało Krakowskie Biuro Festiwalowe ze spółką UTC Tour Operator. W firmie tej udziałowcem był Aleksander Miszalski, wówczas radny i przewodniczący Komisji Promocji i Turystyki, dziś prezydent Krakowa. Zamiast odpowiedzi na pytania, które zadali krakowianie, padło polityczne „nie”, które zamknęło sprawę w kilka minut.

Przypomnijmy, ponad sześciuset krakowian podpisało się pod wnioskiem, którego twarzą został Jan Hoffman, przewodniczący Rady Dzielnicy I. Hoffman mówił o „styku polityki i biznesu”, o konieczności rozliczenia sytuacji, w której miejska instytucja podpisuje umowy z firmą wspólnika miejskiego radnego. Podkreślał, że nie chodzi o przepisy karne, ale o elementarne standardy. „Jeżeli pan prezydent nie ma nic do ukrycia, to powinien siedzieć tutaj i powiedzieć: poprzyjcie ten wniosek, bo to szansa na obronę mojego dobrego imienia” – apelował. Wymieniał umowy na sprzedaż biletów na miejskie imprezy, promocję szopek, wynajem przestrzeni w pawilonie Wyspiańskiego, a także decyzje finansowe, dzięki którym spółce rozkładano należności na raty i umorzono 45 574 zł długu. Radni słuchali jego wystąpienia w skupieniu, ale już wówczas można było przewidzieć, że większość nie dopuści do głębszego badania tych spraw.

TYM ŻYJĄ MIESZAKŃCY: Nowe biletomaty. Mieszkańcy narzekają: brak gotówki, częste awarie i wykluczenie pasażerów

Druk wprowadzono do porządku obrad nagle, pół godziny przed rozpoczęciem sesji. „To wygląda, jakbyście chcieli szybko zamknąć temat niewygodny dla prezydenta Miszalskiego” – grzmiał Michał Starobrat z Krakowa dla Mieszkańców. Wskazywał, że nawet dziennikarze nie wiedzieli o planowanej dyskusji, a mieszkańcom odebrano możliwość zaprezentowania projektu. „To jest cenzura” – dodawał. W podobnym tonie wypowiadał się Rafał Magryś, mieszkaniec Starego Miasta: „To jest nieobyczajność w relacjach polityki i biznesu, a nie jasna sprawa. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak wyglądały te umowy”.

Opozycja mówiła jednym głosem. „To patologia, jeśli nawet nie prawna, to na pewno moralna” – oceniał Michał Drewnicki z PiS. „Pod tym projektem podpisało się kilkuset mieszkańców i odbieranie im prawa wypowiedzenia się w temacie, który jest dla was niekorzystny, nie jest potwierdzeniem transparentności” – dodawał Starobrat. Dla obu jasne było, że rada zamiast wyjaśniać wątpliwości, woli je chować pod dywan, by chronić prezydenta.

Głosów broniących Miszalskiego nie brakowało, ale ich ton jeszcze bardziej obnażał mechanizmy politycznej większości. „Komisja rewizyjna miała komplet dokumentów, nikt nie zarzucił ich niepełności. Jeżeli są zarzuty naruszenia prawa, od tego są organy ścigania” – przekonywał Tomasz Daros z klubu popierającego prezydenta. Ale najbardziej symbolicznie zabrzmiała Agnieszka Łętocha, również z klubu wspierającego w radzie Aleksandra Miszalskiego: „Rada Miasta Krakowa jest organem upolitycznionym. Upolityczniona rada nie może wydać osądu ponadpolitycznego. Dlatego będę głosowała przeciwko temu wnioskowi”. W praktyce oznaczało to przyznanie, że rada sama nie ufa sobie na tyle, by badać sprawy rządzących.

Na sesji była obecna również radczyni prawna KBF, Aleksandra Nieczarowska. Jej wystąpienie było próbą uspokojenia atmosfery: sześć umów z UTC w latach 2012–2022, wszystkie zgodne z prawem, dwie zawarte w drodze przetargów. Faktycznie – w 2013 roku spółka Miszalskiego była jedynym oferentem, a w 2018 wygrała, bo zaproponowała wyższe prowizje niż konkurencja. „Wszystkie umowy były zgodne z prawem” – powtarzała Nieczarowska. W odpowiedzi Hoffman wskazywał, że w sytuacji styku polityki i biznesu ostatecznie kwestię tę powinna wyjaśnić komisja złożona z przedstawicieli wszystkich klubów.

Głosowanie nie pozostawiło złudzeń. Dziewiętnastu radnych było za, dwudziestu trzech przeciw. Komisji nie będzie. I choć Aleksander Miszalski nie musiał nawet zabierać głosu w swojej sprawie, to dla opinii publicznej sprawa dopiero się zaczyna. Jan Hoffman ostrzegał: „Pozostawienie sprawy niewyjaśnionej zaszkodzi właśnie jemu”. Bo brak komisji nie zamyka tematu, lecz tylko go rozciąga w czasie. Zamiast dowodów przejrzystości i woli rozliczenia, mieszkańcy zobaczyli prezydenta chronionego przez partyjną większość i radę, która sama przyznaje, że jest zbyt upolityczniona, by cokolwiek wyjaśniać.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry