Rada Miasta Krakowa zdecydowała, że Bartłomiej Kocurek zachowa mandat. Ale decyzja samorządu nie kończy dyskusji o tym, gdzie faktycznie mieszka radny Koalicji Obywatelskiej i kto powinien takie kwestie rozstrzygać. Środowe głosowanie było kolejnym rozdziałem sprawy, która coraz wyraźniej pokazuje luki w obowiązujących przepisach.
Podczas środowej sesji (29 października) radni przegłosowali uchwałę odrzucającą wniosek o wygaszenie mandatu Bartłomieja Kocurka. Za pozostawieniem go w składzie Rady Miasta głosowało 23 radnych, przeciw było ośmiu, a pięciu wstrzymało się od głosu.
Decyzja oznacza, że Kocurek pozostaje w Radzie Miasta, choć dyskusja o jego miejscu zamieszkania trwa – i teraz przenosi się z magistratu do Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, który prowadzi równoległe postępowanie w tej sprawie.
Wątpliwości co do miejsca zamieszkania radnego pojawiły się już w lipcu, kiedy redaktor portalu Nasze Miejsce Wojciech Jakubowski skierował do Rady Miasta wniosek o wygaszenie mandatu. Wskazywał, że Bartłomiej Kocurek od dłuższego czasu nie mieszka w Krakowie, lecz w Baranówce pod Kocmyrzowem, około 15 kilometrów od granic miasta. Wniosek poparto raportem prywatnego detektywa, do którego dołączono zdjęcia i nagrania dokumentujące czynności obserwacyjne biura detektywistycznego.
Radny od początku odpierał zarzuty. – W dniu wyborów mieszkałem w Krakowie, mieszkałem tu także później i mieszkam do dziś. W północnej części miasta – tłumaczył Kocurek. Dodawał też, że w Baranówce prowadzi budowę domu, ale jego życie zawodowe, rodzinne i podatkowe od lat związane jest z Krakowem.
Podczas środowej sesji pełnomocnik wnioskodawcy, mecenas Jan Hoffman, poinformował, że w toku postępowania redaktor Jakubowski przekazał Radzie Miasta również dalszy materiał dowodowy – drugi raport detektywistyczny oraz nagranie z próby doręczenia przesyłki kurierem do mieszkania należącego do radnego, które obecnie jest wynajmowane. Jak relacjonował pełnomocnik, na nagraniu lokator miał stwierdzić, że „pan Bartłomiej nie mieszka tu od trzech lat”, po czym skontaktował się z radnym, który odmówił przyjęcia przesyłki. Z kolei drugi raport, jak wskazywał pełnomocnik, obejmował rozpytanie sąsiadów rodziców Bartłomieja Kocurka i miał prowadzić do wniosku, że radny nie mieszka również pod tym adresem.
W trakcie dyskusji radni zgodzili się w jednym: nie mają narzędzi, by jednoznacznie przesądzać o miejscu zamieszkania kogokolwiek. – Nie jesteśmy organem ścigania. Nie możemy przeprowadzać konfrontacji, nie mamy instrumentów, by ustalić fakty. To nie do nas należy ocena, czy doszło do złamania przepisów kodeksu wyborczego – podkreślała Alicja Szczepańska (KO). Aleksandra Owca z klubu Kraków dla Mieszkańców dodawała: – To jaskrawy przykład, że aktualny stan prawny jest ślepym zaułkiem. Nie można oczekiwać od obywateli, że będą śledzić innych i rozstrzygać w ten sposób swoje wątpliwości.
Podejmując uchwałę na środowej sesji, Rada Miasta uznała, że wniosek o wygaszenie mandatu „nie zasługuje na uwzględnienie”, bo nie ma wystarczających podstaw prawnych do uznania, że doszło do naruszenia prawa. W uzasadnieniu zapisano, że radny „posiada prawo wybieralności, ponieważ stale zamieszkuje na obszarze miasta”, a jego pobyty poza Krakowem „miały charakter okresowy”.
Sprawa nie kończy się w Radzie Miasta. Teraz to wojewoda może zdecydować o dalszym losie mandatu. Jeśli uzna, że radny utracił tzw. prawo wybieralności, może wydać tzw. zarządzenie zastępcze i samodzielnie wygasić mandat. Choć wynik głosowania był dla Bartłomieja Kocurka korzystny, wątpliwości nie zniknęły. Po sesji w kuluarach słychać było opinie, że temat zapewne wróci – jeśli nie w decyzji wojewody, to przy kolejnych wyborach, gdy kwestia miejsca zamieszkania znów może stać się przedmiotem debaty.
Sprawę radnego Kocurka szczegółowo opisywaliśmy w artykule: Krakowski radny straci mandat? Jest decyzja Komisji Rady Miasta Krakowa.























