Rekordowy dług Krakowa. Aleksander Miszalski zostawił miasto z zobowiązaniami bliskimi 8 mld zł

źródło: Puls Krakowa

Zadłużenie Krakowa osiągnęło rekordowy poziom 7,9 mld zł. Tylko w 2025 roku wzrosło o ponad miliard złotych, a w ciągu dwóch ostatnich lat zwiększyło się o niemal 1,85 mld zł. Najnowszy Raport o stanie Gminy Miejskiej Kraków pokazuje również niemal miliardowy deficyt budżetowy, deficyt operacyjny i problemy ze spełnieniem podstawowych wskaźników finansowych. Tak wygląda stan miejskich finansów po okresie rządów Aleksandra Miszalskiego.

Ostatni raport o stanie gminy przygotowany przez administrację Jacka Majchrowskiego pokazywał, że na koniec 2023 roku zadłużenie Krakowa wynosiło 6,05 mld zł. We wstępie do dokumentu wieloletni prezydent Krakowa przekonywał, że pozostawia swojemu następcy miasto w dobrej kondycji – Jestem przekonany, że zostawiam nowemu włodarzowi Kraków w dobrym stanie. To obecnie druga metropolia w kraju pod względem liczby mieszkańców, silny ośrodek gospodarczy, naukowy i akademicki – napisał Jacek Majchrowski.

Kilka zdań dalej zwracał również uwagę na znaczenie nadwyżki operacyjnej dla rozwoju miasta – Życzę mojemu następcy, by w przyszłości dane mu było gospodarować większą niż moja pulą środków finansowych, dzięki którym będzie mógł zapewnić odpowiednie standardy usług oraz dysponować możliwie wysoką nadwyżką operacyjną na finansowanie inwestycji wspierających cele rozwojowe – pisał były prezydent.

Dwa kolejne raporty pokazują jednak zupełnie inne liczby. Raport za 2024 rok wykazał 6,84 mld zł długu, a raport za 2025 rok już 7,9 mld zł. Oznacza to wzrost o około 1,85 mld zł w ciągu dwóch lat. Jednocześnie najnowszy raport nie mówi już o nadwyżce operacyjnej, lecz o deficycie operacyjnym przekraczającym 124 mln zł.

Dwa lata, trzy raporty, blisko 2 mld zł więcej długu

Zmianę najlepiej pokazują dane zawarte w kolejnych raportach o stanie gminy. Na koniec 2023 roku skumulowane zadłużenie Krakowa wynosiło dokładnie 6 051 981 797 zł. Była to kwota będąca efektem wielu lat realizacji dużych inwestycji miejskich, finansowanych zarówno ze środków własnych, jak i z kredytów, pożyczek oraz obligacji. Rok później zadłużenie wzrosło do 6,84 mld zł. Kolejny raport, obejmujący rok 2025, pokazał już 7,9 mld zł długu. Oznacza to wzrost o około 788 mln zł w pierwszym roku i kolejne 1,06 mld zł w drugim. Łącznie zadłużenie miasta zwiększyło się o niemal 1,85 mld zł.

Jeszcze bardziej widoczne staje się to po zestawieniu procentowym. W ciągu dwóch lat zobowiązania Krakowa wzrosły o ponad 30 proc. W praktyce oznacza to, że na każde 100 zł długu wykazywanego pod koniec 2023 roku, dwa lata później przypadało już ponad 130 zł.

Największy wzrost nastąpił w 2025 roku. To właśnie wtedy zadłużenie miasta przekroczyło granicę 7 mld zł i zbliżyło się do poziomu 8 mld zł. W żadnym wcześniejszym raporcie o stanie gminy nie wykazano tak wysokiego poziomu zobowiązań. Rosły również koszty związane z obsługą długu. W raporcie za 2023 rok wskazano, że obsługa długu publicznego kosztowała miasto 327,1 mln zł. Dwa lata później koszt ten przekroczył 415 mln zł. Oznacza to wzrost o blisko 90 mln zł rocznie. Są to środki, które nie trafiają na nowe inwestycje czy bieżące usługi dla mieszkańców, lecz przeznaczane są na spłatę i obsługę wcześniej zaciągniętych zobowiązań.

Analiza raportów pokazuje, że problemy finansowe Krakowa nie zaczęły się w 2024 czy 2025 roku. Już raport za 2023 rok wskazywał, że dochody miasta wyniosły 7,33 mld zł, podczas gdy wydatki osiągnęły poziom 8,98 mld zł. W efekcie budżet zakończył się znacznym deficytem – Tym samym powstał deficyt budżetowy w wysokości 1 652 133 635 zł – zapisano w raporcie. Dokument szczegółowo wyjaśnia również, w jaki sposób został on sfinansowany. Miasto korzystało między innymi ze sprzedaży papierów wartościowych, kredytów, pożyczek oraz wolnych środków zgromadzonych na rachunkach budżetowych.

W tym samym roku Kraków wyemitował obligacje o wartości 770 mln zł, zaciągnął kredyty o wartości 585 mln zł oraz pożyczki przekraczające 225 mln zł. Były to działania mające zapewnić finansowanie zarówno inwestycji, jak i bieżących potrzeb budżetowych. Oznacza to, że Aleksander Miszalski nie przejmował miasta wolnego od problemów finansowych. Dane zawarte w kolejnych raportach pokazują jednak, że mimo wzrostu dochodów i zmian w systemie finansowania samorządów zadłużenie nadal rosło, osiągając najwyższy poziom w historii Krakowa.

Co zmieniło się między raportami?

Szczególnie interesujące jest porównanie zapisów dotyczących ustawowych wskaźników finansowych. W raporcie za 2023 rok zapisano – Przy uwzględnieniu obowiązujących, znowelizowanych przepisów prawa, we wszystkich latach prognozy, spełniane są warunki wynikające z art. 242 oraz z art. 243 ustawy o finansach publicznych. Są to jedne z najważniejszych wskaźników wykorzystywanych do oceny kondycji finansowej samorządów. Pierwszy dotyczy relacji pomiędzy bieżącymi dochodami i wydatkami. Drugi określa zdolność samorządu do obsługi zadłużenia i zaciągania kolejnych zobowiązań.

Raport za 2025 rok zawiera już inną informację. Dokument wskazuje, że relacje wynikające z art. 242 i 243 ustawy o finansach publicznych nie zostały spełnione. Miasto może obecnie korzystać z obowiązujących przepisów przejściowych przewidzianych dla samorządów, jednak sam zapis pokazuje zmianę w stosunku do sytuacji opisywanej dwa lata wcześniej. Zmieniła się również sytuacja dotycząca bieżącego funkcjonowania miasta. Raport za 2025 rok wykazał deficyt operacyjny wynoszący 124,6 mln zł. Oznacza to, że bieżące wydatki były wyższe od bieżących dochodów. W praktyce samorząd nie generował nadwyżki, która mogłaby zostać przeznaczona na finansowanie części inwestycji ze środków własnych. To właśnie dlatego cytowane dziś słowa Jacka Majchrowskiego dotyczące nadwyżki operacyjnej zwracają uwagę. W ostatnim raporcie przygotowanym przez jego administrację była ona przedstawiana jako jeden z fundamentów dalszego rozwoju miasta. Dwa lata później raport pokazuje już sytuację odwrotną.

Zmienił się także wynik operacyjny miasta

Jednym z najważniejszych wskaźników wykorzystywanych do oceny finansów samorządu jest wynik operacyjny. To różnica pomiędzy bieżącymi dochodami i bieżącymi wydatkami miasta. W uproszczeniu pokazuje, czy samorząd jest w stanie finansować codzienne funkcjonowanie z pieniędzy wpływających do budżetu.

W raporcie za 2023 rok władze miasta podkreślały znaczenie utrzymywania nadwyżki operacyjnej. Nieprzypadkowo właśnie do tego wskaźnika odniósł się Jacek Majchrowski, życząc swojemu następcy możliwości dysponowania „możliwie wysoką nadwyżką operacyjną” na finansowanie rozwoju miasta. Tymczasem raport za 2025 rok pokazuje już deficyt operacyjny wynoszący 124,6 mln zł. Oznacza to, że bieżące wydatki okazały się wyższe od bieżących dochodów. W praktyce miasto nie wypracowało środków, które mogłyby zostać przeznaczone na finansowanie części inwestycji bez sięgania po dodatkowe źródła finansowania.

Dochody rosły, ale rosły również zobowiązania

Obraz finansów Krakowa nie jest jednak jednoznaczny. W analizowanym okresie rosły również dochody miasta. Władze Krakowa wskazują między innymi na zmiany w systemie finansowania samorządów oraz wyższe wpływy podatkowe. Miasto utrzymało także rating A-, czyli najwyższą ocenę możliwą dla polskiego samorządu. Jednocześnie kolejne raporty pokazują dalszy wzrost zadłużenia. Na koniec 2023 roku wynosiło ono 6,05 mld zł. Rok później wzrosło do 6,84 mld zł, a na koniec 2025 roku osiągnęło poziom 7,9 mld zł. W tym samym czasie zwiększały się również koszty obsługi długu, które wzrosły z 327,1 mln zł do ponad 415 mln zł rocznie.

Co przejmuje nowa administracja?

Raport za 2025 rok pokazuje, że Kraków wchodzi w kolejny rok z zadłużeniem bliskim 8 mld zł, deficytem budżetowym wynoszącym 947,3 mln zł, deficytem operacyjnym przekraczającym 124 mln zł oraz niespełnionymi relacjami wynikającymi z art. 242 i 243 ustawy o finansach publicznych. Jeśli obecne tempo się utrzyma, w najbliższych latach może dojść do 9,5 miliarda złotych. To moment, w którym dług zrówna się z rocznym budżetem miasta. A wtedy – jak mówią ekonomiści – system sam się zablokuje.

Według ustawy o finansach publicznych dług samorządu nie może przekroczyć jego rocznych dochodów. Jeśli zadłużenie zrówna się z budżetem – czyli przekroczy 9,5 miliarda złotych – Regionalna Izba Obrachunkowa zablokuje budżet miasta. Kraków nie będzie mógł zaciągać nowych kredytów, nie uzyska zgody na emisję obligacji, a każda inwestycja wymagająca wkładu własnego stanie. Miasto będzie musiało przygotować program naprawczy – plan drastycznych oszczędności, który zamrozi rozwój na lata.

W takiej sytuacji Regionalna Izba Obrachunkowa nie tylko „zwróci uwagę” miastu, ale w praktyce przejmie nadzór nad jego finansami. To właśnie RIO sprawdza, czy budżet i wieloletnia prognoza finansowa spełniają wymogi ustawy o finansach publicznych. Jeśli relacja długu i kosztów jego obsługi do dochodów bieżących przekroczy dopuszczalny limit, Izba może odmówić zatwierdzenia budżetu i zobowiązać prezydenta do jego natychmiastowej korekty. Wtedy nie ma już miejsca na uznaniowość czy polityczne tłumaczenia – budżet po prostu nie wejdzie w życie. Miasto nie będzie mogło podpisać nowych umów kredytowych, nie wyemituje obligacji, a banki komercyjne i instytucje finansowe automatycznie wstrzymają wszelkie negocjacje, bo bez pozytywnej opinii RIO samorząd staje się niewiarygodnym dłużnikiem.

To nie jest abstrakcyjna sankcja. Regionalna Izba Obrachunkowa działa jak finansowy strażnik konstytucyjny: nie pozwala samorządom żyć ponad stan. Jeśli Kraków przekroczy próg 100 procent relacji długu do dochodów, Izba wprowadzi rygor nadzorczy, który może oznaczać konieczność przyjęcia tzw. programu naprawczego. To dokument narzucony z góry – nie konsultowany z radnymi, nie poddawany głosowaniu – który wymusza określone działania: cięcia wydatków bieżących, wstrzymanie inwestycji, redukcję zatrudnienia, podwyżki lokalnych opłat. W praktyce RIO nie „doradza”, tylko dyktuje, jak miasto ma się ratować. Jeśli prezydent nie dostosuje się do zaleceń, Izba może sama ustalić plan finansowy miasta, a nawet skierować sprawę do wojewody.

W skrajnym scenariuszu, jeśli sytuacja się nie poprawi, wojewoda ma prawo wprowadzić zarząd komisaryczny – czyli de facto odebrać miastu kontrolę nad jego pieniędzmi. Taki komisarz, wyznaczony przez administrację rządową, ma pełnię władzy budżetowej: decyduje, co finansować, a co wstrzymać, bez pytania o zgodę rady miasta. Dla Krakowa oznaczałoby to utracenie finansowej autonomii, ograniczenie decyzji inwestycyjnych do minimum i przymusowe „zaciskanie pasa” – nie na rok czy dwa, lecz na całe lata. W tym czasie każda złotówka, każdy przetarg, każdy remont musiałby przejść przez biurokratyczne sito Izby i wojewody.

Krótko mówiąc: jeśli Kraków przekroczy próg 9,5 miliarda długu, nie zbankrutuje, ale zostanie objęty finansowym nadzorem. Miasto nie przestanie istnieć, ale przestanie decydować o sobie. Regionalna Izba Obrachunkowa stanie się wtedy nie tyle kontrolerem, co zarządcą bo decyzje o pieniądzach zapadną gdzie indziej – na biurku w RIO, a nie w magistracie przy pl. Wszystkich Świętych. W praktyce oznaczałoby to cięcia w kulturze, administracji, transporcie, pomocy społecznej, a nawet w utrzymaniu szkół. Tymczasem tylko w oświacie miasto dopłaca rocznie ponad miliard złotych więcej, niż dostaje z budżetu państwa. Miszalski przyznał: – „To największe obciążenie dla samorządu, luka oświatowa wynosi 1,5 miliarda złotych”.

Granica 9,5 miliarda złotych długu, uznawana dziś za niebezpieczną, za dwa–trzy lata może być już tylko teoretyczna. Jeśli dochody budżetu przekroczą 10 miliardów, sam próg 100 procent długu automatycznie przesunie się w górę. Ale to nie znaczy, że sytuacja się poprawi – bo prawdziwy problem leży w proporcji między pieniędzmi zarabianymi a wydawanymi. Kraków będzie mieć większy budżet, lecz wciąż zdominowany przez wydatki stałe i spłatę zobowiązań. Innymi słowy: większe liczby na papierze, ale mniej wolnych środków w kasie.

Warto też pamiętać, że prognozy wzrostu dochodów nie są gwarancją. Kraków zakłada, że wpływy z podatków i subwencji będą rosły, ale to założenie łatwo może się rozsypać. Wystarczy spowolnienie gospodarcze, wzrost bezrobocia albo kolejna reforma podatkowa wprowadzona przez rząd, by dochody samorządów nagle spadły. Już w czasie Polskiego Ładu miasto straciło kilkaset milionów złotych wpływów z PIT, których nie udało się w pełni odzyskać. Do tego dochodzi inflacja – im wyższe ceny usług, energii i wynagrodzeń, tym większe wydatki bieżące. W efekcie nawet jeśli dochody nominalnie wzrosną do 10 miliardów złotych, realnie Kraków może mieć mniej pieniędzy do dyspozycji niż dziś. Takie załamanie równowagi byłoby szczególnie groźne w momencie, gdy rosną koszty obsługi długu i przygotowania wielkich inwestycji, jak metro.

Na tym tle pojawia się jeszcze jeden temat – metro. Według dokumentów planistycznych koszt jego budowy ma wynieść co najmniej 15 miliardów złotych, choć w kuluarach urzędnicy mówią nawet o 30 miliardach. Wkład własny miasta to od 10 do 15 procent. To oznacza, że Kraków musiałby wyłożyć od 1,5 do nawet 4,5 miliarda złotych. I tych pieniędzy miasto nie ma. Nie ma też możliwości, by wyłożyć je z bieżących dochodów, bo każda nadwyżka jest już zarezerwowana na spłatę zadłużenia. Oznacza to jedno: jeśli metro powstanie, jego wkład własny również stanie się nowym długiem. A wtedy całkowite zadłużenie Krakowa może przekroczyć 10 miliardów złotych.

TYLKO U NAS: Metro w Krakowie może kosztować dwa razy więcej. Prezydent pokazuje wizualizacje, radni liczą miliardy

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry