Remis w Łodzi. Wisła Kraków kończy rok jako niekwestionowany lider

ŁKS Łódź i Wisła Kraków podzieliły się punktami w ostatnim meczu rundy jesiennej Betclic 1 Ligi. Gospodarze szybko objęli prowadzenie po rzucie karnym, lecz krakowianie zdołali wyrównać w drugiej połowie.

Spotkanie w Łodzi rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w czwartej minucie Koki Hinokio został sfaulowany w polu karnym przez Darijo Grujcicia, a sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Artur Craciun i pewnym strzałem pokonał Patryka Letkiewicza. ŁKS prowadził 1:0 i mógł grać spokojniej, tym bardziej że Wisła wyglądała na zaskoczoną intensywnością łodzian.

„Biała Gwiazda” – lider pierwszoligowej tabeli i główny kandydat do awansu – nie potrafiła odnaleźć rytmu. Mecz był szarpany, bez płynnych akcji, a obie drużyny długo nie potrafiły stworzyć klarownej sytuacji. W pierwszej połowie kibice obejrzeli zaledwie pięć strzałów, z czego tylko dwa celne. ŁKS skutecznie neutralizował ofensywę Wisły, a nieliczne akcje pod bramką Letkiewicza kończyły się niecelnymi uderzeniami Rudola i Hinokio.

Najgroźniejszy moment dla gospodarzy przyszedł tuż przed przerwą. Po błędzie Bartłomieja Kupczaka piłkę przejął Marko Bozić, a Mateusz Mokrzycki musiał ratować sytuację faulem taktycznym. Bozić sam podszedł do rzutu wolnego, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. To była jedyna sytuacja, w której Wisła mogła realnie wyrównać przed zejściem do szatni.

Przebudzenie lidera

Po przerwie trener Mariusz Jop dokonał jednej kluczowej zmiany – zamiast Grujcicia na boisku pojawił się Igor Łasicki. Ta decyzja okazała się trafiona. Wisła zaczęła grać szybciej i odważniej, szukając swoich szans skrzydłami. W 52. minucie Angel Rodado oddał pierwszy groźny strzał, lecz uderzenie zdołał obronić Łukasz Jakubowski.

Krakowianie konsekwentnie naciskali, a ich przewaga rosła z każdą minutą. Po serii dośrodkowań i prób z dystansu defensywa ŁKS-u zaczęła się kruszyć. W 64. minucie Wisła dopięła swego – po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła pod nogi Łasickiego, który głową skierował ją do bramki. Rudol próbował jeszcze wybijać, ale futbolówka przekroczyła linię – i było 1:1.

Remis nie zadowalał lidera. Wisła grała ofensywnie, momentami bardzo ryzykownie. Po jednej z kontr ŁKS mógł ponownie wyjść na prowadzenie – Piotr Głowacki idealnie dośrodkował do Hinokio, lecz Japończyk zmarnował okazję. W odpowiedzi Rodado spróbował indywidualnej akcji, przebijając się przez trzech obrońców, ale jego strzał został zablokowany.

W końcówce gospodarze również mieli swoją szansę. W 89. minucie z rzutu wolnego próbował Sebastian Ernst, jednak piłka poszybowała wysoko nad poprzeczką. Chwilę później ten sam zawodnik źle wykonał rzut rożny – i to właściwie zamknęło emocje w tym meczu.

Wisła wciąż pewnym krokiem do Ekstraklasy

Dla Wisły Kraków był to mecz, który mógł zakończyć rundę z przytupem, ale remis nie zmienia jej sytuacji w tabeli. „Biała Gwiazda” wciąż ma dziesięć punktów przewagi nad drugą Pogonią Grodzisk Mazowiecki i z ogromnym spokojem spogląda w kierunku wiosny. Po 19 kolejkach krakowianie pozostają niekwestionowanym liderem, z bilansem 42 punktów i najlepszym atakiem w lidze.

Z kolei dla ŁKS-u to wynik, który może oznaczać początek odbudowy. Zespół prowadzony przez Grzegorza Szokę, który miesiąc temu zastąpił Szymona Grabowskiego, wreszcie pokazał zorganizowaną grę i charakter. Po jesieni łodzianie zajmują 11. miejsce, tracąc cztery punkty do strefy barażowej.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry