Wystarczył jeden błąd bramkarza i jeden strzał Rodado – Wisła Kraków wygrała w Głogowie 1:0, umacniając się na pozycji lidera i coraz wyraźniej zmierzając w stronę Ekstraklasy.
W chłodny, listopadowy wieczór w Głogowie Wisła Kraków zrobiła dokładnie to, czego oczekiwali od niej kibice – wygrała dojrzale, pewnie i bez zbędnych emocji. Zespół Mariusza Jopa od początku narzucił swoje tempo, spokojnie przesuwając grę i szukając przestrzeni między liniami rywala. W 15. minucie bliski gola był Maciej Kuziemka, ale kapitalną interwencją popisał się bramkarz Chrobrego Dawid Arndt. Chwilę później ten sam zawodnik nie miał już tyle szczęścia. Po jego nieudanej obronie piłka spadła pod nogi Ángela Rodado, który z bliska trafił do siatki.
To był moment, który ustawił całe spotkanie. Hiszpan, najskuteczniejszy napastnik ligi, zdobył już piętnastego gola w tym sezonie i raz jeszcze udowodnił, że bez niego Wisła nie byłaby w tym miejscu. Do końca meczu krakowianie kontrolowali wydarzenia na boisku. Chrobry próbował atakować, ale bez większego przekonania i pomysłu. Wisła grała cierpliwie, z wyczuciem – tak, jak robi to zespół pewny swojej wartości.
Po końcowym gwizdku piłkarze „Białej Gwiazdy” mogli świętować kolejne zwycięstwo i jeszcze większą przewagę w tabeli. Mają już 38 punktów, jedenaście więcej niż drugi Śląsk Wrocław, a ich bilans bramkowy – 43:12 – wygląda jak z innej ligi. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mówi się, że Wisła nie tylko wraca do Ekstraklasy, ale wraca z przytupem.
Sam Rodado po meczu nie krył radości i w rozmowie z TVP Sport mówił o swoim przywiązaniu do Polski. – Czuję się tu jak w domu. Gdyby pojawiła się możliwość gry dla reprezentacji Polski, na pewno bym to rozważył – przyznał.
Wisła zagrała jak drużyna, która wie, po co wychodzi na boisko. Bez pośpiechu, bez nerwów, z pełnym przekonaniem, że jeden celny strzał wystarczy





















