„Rolujemy Kraków”. Radni o długu miasta: spirala, z której nie ma wyjścia

źródło: PulsKrakowa.pl

Kraków zaciągnie kolejny dług – tym razem 305 milionów złotych w formie obligacji komunalnych. To już druga emisja w ciągu kilku tygodni przygotowana przez prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Po wrześniowym pakiecie o wartości 546 milionów złotych, październikowa uchwała dopisuje do miejskich zobowiązań kolejne setki milionów. Choć władze tłumaczą decyzję „koniecznością utrzymania płynności finansowej”, radni podczas sesji nie mieli wątpliwości: miasto roluje dług, przesuwając spłatę w przyszłość, a spirala zobowiązań coraz szybciej się nakręca.

Sytuacja finansowa Krakowa od miesięcy budzi niepokój. Na koniec 2024 roku zadłużenie miasta sięgnęło 6,84 miliarda złotych, a prognozy na ten rok mówią o 7,5 miliarda. Koszt obsługi długu przekroczył już 370 milionów złotych rocznie – to pieniądze, które mogłyby trafić na inwestycje, lecz pochłaniają je odsetki. W budżecie na 2025 rok zaplanowano deficyt w wysokości ponad 700 milionów złotych, który prezydent chce sfinansować głównie obligacjami i pożyczkami. W tym samym czasie brakuje pieniędzy na zapowiadane inwestycje, jak Centrum Sportów Zimowych czy nowa siedziba Zarządu Zieleni Miejskiej.

To w takim klimacie rozpoczęła się październikowa sesja Rady Miasta. W porządku obrad znalazły się dwa punkty dotyczące miejskich finansów – obydwa przygotowane przez prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Pierwszy dotyczył przesunięcia terminów wykupu wcześniej wyemitowanych obligacji z lat 2030–2033 na 2035–2038. Drugi – nowej emisji obligacji komunalnych o wartości 305 milionów złotych, z terminem wykupu w latach 2040–2043.

Projekt uchwał przedstawił Tomasz Tylek, zastępca skarbnika miasta i dyrektor Wydziału Budżetu. Jak wyjaśniał, pierwsza zmiana to „konieczne dostosowanie harmonogramu spłat do możliwości finansowych gminy”, druga zaś ma „zapewnić płynność budżetu w 2025 roku i sfinansować bieżący deficyt”. W obu przypadkach chodzi o decyzje, które pozwolą miastu wydłużyć okres zadłużenia i pozyskać kolejne środki z rynku finansowego. – Na takie przesunięcia musi się zgodzić bank – tłumaczył Tylek. – To efekt rozmów z instytucjami finansowymi i analiz Wieloletniej Prognozy Finansowej.

Radny Michał Starobrat dopytywał, dlaczego wybrano właśnie te lata. – Dlaczego nie przesuwamy tego na 2080 rok, skoro i tak dokładamy kolejne zobowiązania? Skąd takie daty, a nie inne? – pytał, zwracając uwagę, że miasto coraz bardziej przesuwa spłatę długów w przyszłość. Tomasz Tylek odpowiadał, że banki nie zgodziłyby się na emisję sięgającą tak dalekiej przyszłości. – To też wynika z analiz WPF i przymiarek do budżetu na 2026 rok – mówił. – Chodzi o to, by rozplanować spłaty równomiernie i nie wypychać wszystkiego w odległą przyszłość. Rok 2080 nie wchodzi w grę – dodał z ironią.

TYLKO U NAS: Trzynasty pełnomocnik Aleksandra Miszalskiego. Kraków mnoży etaty

Dyskusję o zadłużeniu miasta kontynuował Mariusz Kękuś z Prawa i Sprawiedliwości. Pytał o realne skutki finansowe decyzji prezydenta. – Jeżeli po dzisiejszym głosowaniu dług miasta wyniesie około 1 miliarda 400 milionów złotych, a zsumujemy wszystkie tegoroczne emisje i kredyty, to może się okazać, że Kraków w 2025 roku zaciągnie nawet 1 miliard 800 milionów zł długu – mówił. Jak wyliczał, przy oprocentowaniu na poziomie 6 procent rocznie oznacza to około 100 milionów złotych rocznie tylko na obsługę długu. – Te pieniądze trzeba będzie zabrać z innych wydatków albo podnosić opłaty i podatki. To błędne koło, z którego trzeba znaleźć wyjście – apelował.

Starobrat dopowiadał, że każda decyzja o przesunięciu spłaty długu to konkretne koszty dla mieszkańców. – To nie są tylko liczby w Excelu. Jeśli spłatę 620 milionów złotych przesuwamy o pięć lat, to przy oprocentowaniu 5 procent rocznie koszt tego manewru wyniesie około 30 milionów złotych. I to są realne pieniądze, które krakowianie będą musieli oddać – mówił, podkreślając, że taka polityka finansowa oznacza nie tylko „rolowanie długu”, ale i narastanie kosztów jego obsługi.

Włodzimierz Pietrus z PiS próbował z kolei połączyć temat zadłużenia z planami budowy metra. – Czy ta sytuacja finansowa nie zagraża realizacji inwestycji, o których mówił prezydent Mazur? – pytał, sugerując, że dalsze emisje mogą ograniczyć zdolność miasta do zaciągania nowych zobowiązań inwestycyjnych. W odpowiedzi Tomasz Tylek tłumaczył, że banki akceptują takie emisje maksymalnie do 20 lat i że przesunięcia wynikają z wcześniejszych deficytów, zwłaszcza z 2023 roku, kiedy deficyt operacyjny miasta wyniósł 760 milionów złotych. – Wskaźnik zadłużenia jest oparty na średniej z siedmiu lat. Jeżeli w jednym roku deficyt jest duży, wpływa to na kolejne lata – mówił. – Trzeba było dokonać korekt, żeby ten wskaźnik poprawić.

Radni pozostali jednak sceptyczni. – Na ostatniej sesji słyszeliśmy, że miasto nie może zaciągać nowych długów, bo nie pozwalają wskaźniki. Tymczasem trzy tygodnie później mamy nową emisję na 305 milionów złotych – mówił Starobrat. – To pierwszy rok, w którym miasto ukrywa braki, nawet przed radnymi Platformy Obywatelskiej. A gdy mówiliśmy o dziurach w edukacji i komunikacji, słyszeliśmy: „znajdziemy oszczędności”. Tymczasem zamiast oszczędności mamy kolejne obligacje.

Radny podkreślił, że klub Kraków dla Mieszkańców nie zgodzi się na dalsze zadłużanie miasta. – Nie damy się szantażować, że jeśli nie pożyczymy 300 milionów, to nie będzie pensji dla nauczycieli. Miasto miało cały rok na znalezienie oszczędności – mówił. Ostrzegał też, że jeśli prezydent będzie kontynuował tę politykę, „osiągnie poziom zadłużenia Jacka Majchrowskiego w zaledwie cztery lata”. – Prezydent Miszalski zadłuży Kraków tak samo, jak jego poprzednik przez całą kadencję – dodał.

W końcowej części dyskusji radni domagali się od urzędników konkretnych danych. Starobrat przypominał, że miasto nie przedstawiło pełnego zestawienia zobowiązań wraz z oprocentowaniem i strukturą długu. Tylek odpowiadał, że analizy są w przygotowaniu i że szacowany koszt odsetek od nowej emisji to 170 milionów złotych. – Przyjęliśmy konserwatywne założenia: 4,5 procent na przyszły rok i około 2,5 procent po 2030 roku – wyjaśniał.

TYM ŻYJE KRAKÓW: W przyszłym roku wyższe podatki lokalne? Prezydent Krakowa chce zmian od stycznia

Część radnych nie była przekonana. Padały głosy, że to zbyt optymistyczne założenia, a rzeczywiste oprocentowanie może być wyższe. Z sali słychać było komentarze, że Kraków zaczyna „żyć z rolowania długu” i że kolejne przesunięcia spłat to tylko chwilowe łagodzenie skutków błędnych decyzji.

Po ponadgodzinnej dyskusji Rada Miasta Krakowa przyjęła uchwałę w sprawie emisji obligacji. Za głosowali radni Koalicji Obywatelskiej i Lewicy, przeciw byli przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości oraz Krakowa dla Mieszkańców.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry