„Rzeczpospolita”: Dlaczego Kraków tak szybko odwrócił się od Aleksandra Miszalskiego?

„Poziom kolesiostwa po zaledwie roku rządów Miszalskiego jest wyższy niż po 22 latach Majchrowskiego” – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Karol Wałachowski, ekonomista specjalizujący się w politykach publicznych i rozwoju miast, adiunkt na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Jego zdaniem narastająca frustracja mieszkańców i tempo zbiórki podpisów pokazują, że referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa może stać się czymś więcej niż lokalną rozgrywką.

Od chwili rozpoczęcia zbiórki podpisów w Krakowie coraz wyraźniej widać zmianę nastrojów, które jeszcze niedawno trudno było przewidzieć w takiej skali. Po zwycięstwie wyborczym Aleksander Miszalski w 2024 roku część wyborców oczekiwała nowej energii i wyraźnego impulsu rozwojowego. Dr Karol Wałachowski zwraca jednak uwagę, że już od pierwszych miesięcy kadencji narastało poczucie „pustki narracyjnej i politycznej”. Jak wskazuje, nowy prezydent „skupił się na swoim otoczeniu oraz na komunikacji, przy czym bardzo szybko się okazało, że nie bardzo ma co komunikować”. W jego ocenie tempo, w jakim pojawiło się zmęczenie nową władzą, jest bezprecedensowe.

Ekspert podkreśla, że po latach rządów Jacka Majchrowskiego mieszkańcy liczyli na wyraźną zmianę, która nie nastąpiła. Deklaracje, szczególnie dotyczące inwestycji strategicznych, jak metro, zaczęły wydawać się oderwane od realiów finansowych. „Zapowiedzi budowy metra, na które Kraków nie ma środków i nie widać dziś żadnych realnych perspektyw finansowania z Warszawy”, stały się – jego zdaniem – symbolem rozdźwięku między komunikacją a rzeczywistością. To właśnie ten rozdźwięk, jak ocenia, przyczynił się do szybkiej utraty zaufania.

Wałachowski zauważa również, że krakowska scena polityczna rządzi się logiką odmienną od ogólnopolskiej. Nie opiera się na silnych strukturach partyjnych, lecz na osobach i ugrupowaniach lokalnych. „Tutaj tym punktem odniesienia nie jest żadna duża partia, lecz raczej postacie ponadpartyjne (…) oraz szereg mniejszych środowisk i inicjatyw lokalnych.” To w tej konstrukcji – rozproszonej, pozbawionej jednego wyraźnego centrum – idea referendum stała się wspólnym mianownikiem, wokół którego zaczęły gromadzić się bardzo różne grupy. Ekspert zwraca uwagę, że „tempo, w jakim to się dokonało”, pokazuje, jak szybko wyczerpała się legitymacja prezydenta.

Najostrzejszą i najbardziej komentowaną diagnozą Wałachowskiego jest ta dotycząca sposobu rządzenia. W rozmowie stwierdza, że Kraków stał się przykładem wyjątkowo jaskrawego partyjniactwa. „Traktowanie polityki jako łupu partyjnego jest w Krakowie wyjątkowo jaskrawe” – mówi, wskazując na przypadki szybkich awansów polityków na stanowiska w miejskich spółkach, wielokrotne rady nadzorcze czy premie dla osób związanych z Koalicją Obywatelską. W jego opinii skala zjawiska przekroczyła to, co obserwowano przez ponad dwie dekady rządów Jacka Majchrowskiego. Ocena Wałachowskiego, że „poziom kolesiostwa (…) jest wyższy niż po 22 latach prezydentury Jacka Majchrowskiego”, stała się jednym z najmocniejszych elementów całej debaty.

W analizie eksperta kluczową rolę odgrywa również finansowa kondycja miasta. Kraków – jak podkreśla – znajduje się w jednej z najgorszych sytuacji w kraju. Dług, który jego zdaniem osiągnie pod koniec roku poziom co najmniej 9 mld zł, rośnie znacznie szybciej niż w innych dużych miastach. Koszt obsługi zadłużenia, sięgający ok. 420 mln zł rocznie, staje się poważnym obciążeniem dla budżetu. Na tym tle – wskazuje – szczególnie niepokojący jest niski poziom inwestycji miejskich, świadczący o braku impulsów rozwojowych i krótkowzrocznej polityce finansowej.

Wałachowski zwraca też uwagę na decyzje najbardziej odczuwalne dla mieszkańców. Podwyżki cen biletów komunikacji publicznej połączone z cięciami w ofercie transportowej stały się jednym z głównych źródeł codziennej frustracji. W jego ocenie prowadzi to do powstania obrazu władzy, która „dba przede wszystkim o swoich, a odbywa się to kosztem mieszkańców i pogorszenia jakości życia”.

Ważnym elementem analizy jest także kwestia relacji z rządem. Prezydent podczas kampanii wyborczej akcentował, że jego zaplecze polityczne pomoże Krakowowi w uzyskaniu wsparcia finansowego. Dr Wałachowski przypomina: „Donald Tusk wprost sugerował, że zwycięstwo Platformy Obywatelskiej i Aleksandra Miszalskiego przełoży się na realne wsparcie ze strony rządu”. Tymczasem, jak wskazuje, na metro nie przekazano „ani jednej złotówki”, a w kluczowych sprawach – jak opłata turystyczna czy regulacje najmu krótkoterminowego – miasto nie wywalczyło żadnych decyzji korzystnych dla swojej sytuacji. Brak efektów podkopuje wiarygodność zarówno prezydenta, jak i jego obietnic z kampanii.

W rozmowie dużą rolę odgrywa temat Strefy Czystego Transportu. Wałachowski przyznaje, że nie spodziewał się tak silnej społecznej reakcji, jednak błędy we wdrażaniu SCT okazały się znaczące. Objęcie ponad 60 proc. powierzchni miasta bez zapewnienia alternatyw komunikacyjnych, brak odpowiedniej infrastruktury park&ride, a także – jak podkreśla – komunikacja prowadzona momentami w sposób konfrontacyjny wobec mieszkańców, doprowadziły do gwałtownego wzrostu sprzeciwu. To właśnie SCT stała się jednym z katalizatorów mobilizacji środowisk, które wcześniej nie były aktywne politycznie.

W ocenie Wałachowskiego to, co obserwujemy dziś, jest efektem nakładania się bardzo różnych emocji i grup interesów. W referendum spotykają się lewicowi aktywiści, prawica, kierowcy, środowiska Konfederacji, osoby związane w przeszłości z Jackiem Majchrowskim, a także ruch Łukasza Gibały. Ich wspólnym mianownikiem jest sprzeciw wobec prezydenta, ale – jak zauważa ekspert – nie mają oni spójnego programu, który mógłby połączyć ich po ewentualnym odwołaniu władz miasta.

Wałachowski precyzyjnie ocenia także szanse referendum. Formalnie potrzeba ok. 58 tys. podpisów, lecz ze względu na strukturę zamieszkania w Krakowie realnie potrzebne jest ok. 100–120 tys. podpisów. „Tempo jest imponujące” – podkreśla, mówiąc, że w pierwszych pięciu dniach zebrano ponad 20 tys. podpisów. W jego ocenie matematyka zaczyna działać na korzyść inicjatorów referendum, a o ostatecznym sukcesie zdecyduje utrzymanie mobilizacji mimo trudnych warunków, w tym zimowej aury.

Ekspert zwraca uwagę, że referendum może stać się również wyrazem szerszego niezadowolenia z rządu. „Dziś Aleksander Miszalski jest silnie kojarzony z KO, która nie dowozi swoich obietnic” – wskazuje, dodając, że Kraków może stać się miejscem symbolicznego głosowania przeciwko władzy centralnej.

W końcowej części rozmowy Wałachowski szerzej opisuje kontekst gospodarczy. Kraków, który przez dekady rozwijał się siłą globalizacji i sektora BPO, stoi wobec nowych wyzwań: pustostanów biurowych, pierwszych fal zwolnień, rosnących kosztów pracy i automatyzacji. „To, co wyraźnie się kończy, to dotychczasowa narracja prorozwojowa” – ocenia. Zwraca uwagę na brak spójnej strategii ze strony władz miasta i wskazuje, że w obliczu zmieniającego się modelu gospodarki brak jednoznacznych kierunków działania staje się szczególnie groźny.

Jego zdaniem to właśnie połączenie problemów finansowych, wizerunkowych, urbanistycznych i politycznych doprowadziło do obecnego kryzysu zaufania. W ocenie Wałachowskiego kluczowy okazał się również „moment utraty powagi urzędu”, który – jak podkreśla – ma ogromne znaczenie symboliczne. „Dla wielu osób zaczęło to godzić w wizerunek miasta i samego prezydenta. On przestał być postrzegany jako poważny polityk.”

Cały wywiad dostępny jest TUTAJ.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry