Ogólnopolska gazeta „Rzeczpospolita” analizuje narastający kryzys polityczny w Krakowie i powołuje się na ujawnione przez Puls Krakowa sondaż, który pokazuje, że ewentualne referendum realnie zagraża dalszemu urzędowaniu prezydenta miasta.
Zgłoszenie inicjatywy referendalnej w poniedziałek o godzinie 9:00 zamknęło okres spekulacji i otworzyło etap, w którym kolejne wydarzenia będą przebiegać według ścisłych procedur. Inicjatorzy mają teraz 60 dni na zebranie wymaganej liczby podpisów. Dopiero po tym okresie będzie możliwe podjęcie decyzji o wyznaczeniu daty referendum. Jak zauważa „Rzeczpospolita”, zgłoszenie nie jest zaskoczeniem: „W Krakowie dojrzewała potrzeba przesilenia politycznego, a Strefa Czystego Transportu stała się tylko katalizatorem napięć, które narastały od miesięcy”. Gazeta zwraca uwagę, że referendum w Krakowie nie jest pojedynczym epizodem, lecz częścią szerszego procesu politycznego, który obejmuje zarówno ocenę bieżących decyzji władz miasta, jak i szersze poczucie społecznej frustracji.
Centralnym punktem analizy dziennika są dane z badania przeprowadzonego przez pracownię Opinia24. Wyniki sondażu jako pierwszy ujawnił Puls Krakowa. To właśnie te dane, jak podkreśla redakcja „Rzeczpospolitej”, w znacznym stopniu nadają kierunek obecnej debacie. Sondaż pokazuje, że idea przeprowadzenia referendum cieszy się w Krakowie wyraźnym poparciem. W badaniu prawie połowa ankietowanych opowiedziała się za tym, aby mieszkańcy mogli wypowiedzieć się w głosowaniu. Przeciwników było zauważalnie mniej, a grupa niezdecydowanych – umiarkowana.
Jeszcze istotniejsze są deklaracje frekwencyjne. Badanie wskazuje, że gotowość do udziału w referendum wyraża liczba mieszkańców znacznie przewyższająca tę, która brała udział w ostatnich wyborach prezydenckich. Z danych wynika, że mobilizacja społeczna przekracza standardowy poziom dla lokalnych głosowań, co dziennik określa jako „czynnik, który może przesądzić o losach całej procedury”. „Rzeczpospolita” pisze: „Z danych cytowanych przez Puls Krakowa wyłania się obraz wysokiego napięcia społecznego. Znaczna część mieszkańców nie tylko popiera samą ideę referendum, ale także deklaruje udział w głosowaniu, co czyni ten scenariusz realnym, a nie symbolicznym”.
Najbardziej ciekawy jest jednak rozkład odpowiedzi wśród osób deklarujących udział w referendum. W tej grupie dominuje oczekiwanie zmiany na stanowisku prezydenta. Według badania większość z nich opowiadałaby się za odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. W ocenie gazety oznacza to, że w razie osiągnięcia wymaganej frekwencji wynik referendum mógłby być dla władz miasta niekorzystny.

Analiza „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę również na wymogi prawne. Aby referendum było ważne, musi wziąć w nim udział co najmniej 158,5 tys. mieszkańców — tyle wynosi trzy piąte liczby wyborców, którzy zagłosowali w II turze wyborów prezydenckich w 2024 roku. Dziennik zauważa jednak, że przy tak wysokich deklaracjach frekwencyjnych próg ten nie pełni roli naturalnej bariery ochronnej dla władz miasta. „Jeśli mobilizacja deklarowana w sondażu przełoży się na zachowanie wyborców, wówczas próg ważności referendum może zostać osiągnięty” — pisze gazeta.

W swojej analizie „Rzeczpospolita” podkreśla, że Strefa Czystego Transportu była impulsem, który uruchomił lawinę emocji, ale nie jedyną przyczyną narastającego niezadowolenia. Decyzja o jej wprowadzeniu, obejmująca w Krakowie znacznie większy obszar niż w Warszawie, wywołała protesty i liczne wątpliwości interpretacyjne. Gazeta zaznacza jednak, że na ocenę działań władz wpływają również inne czynniki: sposób komunikowania kluczowych decyzji, tempo realizacji projektów miejskich, polityka kadrowa oraz rosnące zadłużenie miasta. To właśnie ich kumulacja — jak pisze dziennik — „stworzyła polityczne tło, w którym referendum przestało być abstrakcją”.
„Rzeczpospolita” wskazuje, że powodzenie referendum będzie zależało od współpracy środowisk, które na co dzień działają od siebie niezależnie. Zalicza się do nich elektorat Łukasza Gibały, zwolennicy Konfederacji, część wyborców PiS oraz mieszkańcy niezaangażowani wcześniej w spory polityczne. Dziennik zwraca uwagę, że taki układ jest trudny do przewidzenia, bo nie opiera się na jednym liderze ani spójnej agendzie. Jednocześnie to właśnie ta wielowarstwowość może — zdaniem analityków — sprzyjać wysokiej frekwencji, jeśli emocje społeczne utrzymają się na obecnym poziomie.





















