Problemy z doręczeniem dokumentów Monice Piątkowskiej sprawiły, że sąd odroczył do poniedziałku, 5 października, sprawę dotyczącą jej wypowiedzi o głosowaniach Łukasza Gibały. Podczas posiedzenia poinformowano, że biuro senatorskie kandydatki było zamknięte, a dokumentację przekazano dopiero przed rozprawą.
Postępowanie dotyczy słów Piątkowskiej, która miała twierdzić, między innymi podczas debaty, że Gibała w większości głosowań w Radzie Miasta Krakowa wstrzymywał się od głosu. Kandydat kwestionuje tę informację i domaga się sprostowania. Według zestawienia przygotowanego przez jego sztab takie przypadki stanowiły kilka procent wszystkich głosowań.
Wniosek w trybie wyborczym złożył pełnomocnik wyborczy Krakowa dla Mieszkańców Łukasz Szczepan. Do Sądu Okręgowego w Krakowie wpłynął w czwartek po południu. Próba doręczenia go Piątkowskiej jeszcze tego samego dnia zakończyła się niepowodzeniem. Jak wyjaśnił rzecznik sądu do spraw cywilnych, sędzia Zbigniew Zgud, w piątek ponowiono próbę, lecz ponownie była nieskuteczna. Do formalnego doręczenia doszło dopiero podczas posiedzenia. W sądzie wskazano na zamknięte biuro senatorskie oraz utrudniony kontakt telefoniczny. Obszerna dokumentacja została przekazana tuż przed rozprawą.
Piątkowska musiała otrzymać czas na zapoznanie się z materiałami i przygotowanie odpowiedzi. Z tego powodu sąd wyznaczył kolejny termin na 5 października. Nie rozstrzygnął więc w piątek, czy jej wypowiedź była prawdziwa.
Spór o głosowania w radzie miasta
Gibała argumentuje, że słowa kontrkandydatki przedstawiają go jako radnego unikającego podejmowania decyzji – Pozew dotyczy tego, że pani senator Piątkowska niejednokrotnie, więcej niż jeden raz, między innymi na debacie, powiedziała, że ona sobie przeglądała moje głosowania i że w większości przypadków się wstrzymywałem, co świadczy o takim braku mojej decyzyjności albo też braku wiedzy – wyjaśniał.
Według kandydata sztab przeanalizował wszystkie lata sprawowania przez niego mandatu. Wyniki tego zestawienia mają przeczyć wypowiedzi Piątkowskiej – Wyszło nam, że takich głosowań, gdzie się wstrzymywałem, jest kilka procent – powiedział. Gibała uważa, że zakwestionowana informacja uderza w jego kompetencje, decyzyjność i wiedzę przed drugą turą wyborów prezydenta Krakowa.
W piątek zapadło natomiast postanowienie dotyczące wypowiedzi Gibały o sześciu radnych KO. Na antenie RMF FM 28 września powiedział, że zgłosili się do niego radni otwarci na rozmowy i współpracę po jego ewentualnym zwycięstwie. Sprawę skierował do sądu pełnomocnik komitetu Moniki Piątkowskiej. Sąd zobowiązał Gibałę do sprostowania informacji, jakoby sześciu radnych zgłosiło się do niego i deklarowało współpracę. Nakazał publikację na jego profilu na Facebooku oraz emisję sprostowania czytanego przez lektora w RMF.
Przed posiedzeniem kandydat zapowiedział, że nie ujawni nazwisk rozmówców, ponieważ nie chce nadużyć ich zaufania – Nie zdradzę ich nazwisk, bo wiem, w jak trudnej sytuacji bym ich postawił – mówił.





















