W poniedziałek przed siedzibą Urzędu Miasta Krakowa pojawili się przedstawiciele gmin i powiatów regionu, domagając się ograniczenia SCT wyłącznie do ścisłego centrum. Ich zdaniem obecny kształt strefy jest zbyt rozległy i w praktyce uderza w mieszkańców spoza Krakowa, którzy każdego dnia muszą dojeżdżać do miasta.
Jednym z samorządowców, którzy zabrali głos, był burmistrz gminy i miasta Proszowice Grzegorz Cichy. Jak podkreślał, jego gmina nie ma kolejowego połączenia z Krakowem, co sprawia, że transport samochodowy jest jedyną realną opcją. – Mieszkańcy muszą dojechać do Krakowa do pracy, szkół czy na uczelnie, a także z towarem. Nie mają alternatywy – mówił. Zwracał uwagę, że według szacunków gminy około jednej trzeciej pojazdów należących do mieszkańców nie spełnia norm SCT. – To oznacza konieczność ponoszenia opłat albo rezygnację z przyjazdu do miasta – dodawał.

Burmistrz gminy i miasta Proszowice Grzegorz Cichy, fot. Artur Barbarowski
Cichy podkreślał, że nie kwestionuje samej idei ochrony powietrza, ale skala wprowadzonych ograniczeń budzi sprzeciw. – Ścisłe centrum – tak. Nikt nie chce spalin i hałasu w sercu miasta. Ale objęcie strefą niemal całego Krakowa to rozwiązanie, które dyskryminuje tych, którzy nie mają dostępu do transportu szynowego – argumentował.
O skutkach SCT dla rolników mówił starosta powiatu proszowickiego Wojciech Rzadkowski. Przypominał, że to właśnie z tego regionu pochodzi znacząca część żywności trafiającej na krakowski rynek. – Rolnicy z naszego powiatu zaopatrują Kraków w dużej mierze w warzywa i produkty rolne. Dziś muszą ponosić dodatkowe koszty, żeby dojechać chociażby na targowisko w Rybitwach – wskazywał. Jego zdaniem SCT została zaprojektowana bez uwzględnienia realiów transportu towarów i zaplecza żywnościowego miasta.

Jeszcze ostrzej wypowiadał się wójt gminy Mszana Dolna Mirosław Cichorz. Według danych samorządu nawet 30–40 procent pojazdów należących do mieszkańców gminy nie będzie mogło wjechać do Krakowa bez dodatkowych opłat. – Kraków jest miastem wojewódzkim. Tu załatwia się sprawy urzędowe, gospodarcze, medyczne czy kulturalne. Te regulacje dotykają więc w praktyce mieszkańców całej Małopolski – mówił. Zapowiadał jednocześnie dalsze działania na rzecz zmniejszenia strefy.
Na konferencji obecni byli również przedstawiciele organizacji społecznych krytycznych wobec SCT. Prezes Fundacji Wolność i Własność Sławomir Skiba zapowiedział, że przygotowywane są kolejne kroki prawne, obejmujące nie tylko skargi do sądów administracyjnych, ale także pozwy cywilne. – W naszej ocenie nowe przepisy naruszają podstawowe prawa obywatelskie, w tym prawo do swobodnego przemieszczania się i korzystania z własności – mówił, zapowiadając długofalową batalię prawną.

Adam Hareńczyk, fot. Artur Barbarowski
Podczas spotkania głos zabrał także mieszkaniec Krakowa Sławomir Marczewski, który opisywał problemy z rejestracją pojazdu w systemie SCT. Jak relacjonował, mimo wieloletniego zameldowania w Krakowie jego wnioski były odrzucane ze względów formalnych, związanych z rozliczeniami podatkowymi. – W praktyce oznacza to, że nie mogę legalnie wyjechać spod własnego bloku samochodem, którym dojeżdżam do pracy za granicą – mówił.
Krytycy SCT podkreślali, że ich sprzeciw ma charakter obywatelski, a nie polityczny. Odnosząc się do zarzutów o udział środowisk partyjnych w protestach, Adam Hareńczyk z inicjatywy Małopolski Bunt przekonywał, że sprzeciw wobec strefy narasta od lat. – Najpierw byli to mieszkańcy i organizacje społeczne. To, że z czasem dołączyli politycy, wynika z wagi problemu, a nie z kalkulacji partyjnych – mówił. Zwracał też uwagę na możliwe skutki gospodarcze SCT, w tym wpływ na ceny usług i ruch turystyczny.





















