„Sięgnąłem w życiu dna”. Dziś Krystian Sawicki ewangelizuje na ulicach Krakowa (ROZMOWA PULSU)

Krystiana Sawickiego i jego żonę Danielle można spotkać na ulicach Krakowa, gdzie śpiewają, rozmawiają z przechodniami i modlą się z osobami, które wyrażą taką chęć. Prowadzą również cotygodniowe spotkania przy ul. Brackiej. W rozmowie z Pulsem Krakowa opowiadają o swojej działalności, reakcjach mieszkańców, wierze w uzdrowienia oraz osobistej historii Krystiana – od zakładu poprawczego i uzależnień po nawrócenie i powrót do działalności ewangelizacyjnej.

Redakcja Puls Krakowa: Powodem naszej rozmowy jest ewangelizacja, którą prowadzi Pan z żoną Danielle na ulicach Krakowa. Zacznijmy więc od początku: jakiego jesteście wyznania i z jakim kościołem lub wspólnotą jesteście związani?

Krystian Sawicki: Jesteśmy chrześcijanami ewangelicznymi, a nasza wiara ma również charakter charyzmatyczny. W jej centrum jest oczywiście Jezus Chrystus i osobista relacja z Nim. Wierzymy, że Biblia jest Słowem Bożym i że każdy człowiek może osobiście doświadczyć Bożej miłości, przebaczenia i nowego życia. Duży nacisk kładziemy także na działanie Ducha Świętego, modlitwę oraz dzielenie się Ewangelią.

Przez wiele lat byliśmy związani z kościołem w Holandii, gdzie wzrastaliśmy i służyliśmy. Ja również uczęszczałem tam do szkoły biblijnej. Po przeprowadzce do Krakowa rozpoczęliśmy tutaj działalność misyjną, którą prowadzimy przez założoną z żoną Fundację Flames of Glory Ministries. Obecnie nie należymy do konkretnej wspólnoty, ale współpracujemy z innymi kościołami i wierzącymi. Nie zależy nam na budowaniu własnej marki czy konkurowaniu z kimkolwiek, ale na prowadzeniu ludzi do Jezusa.

Jak wygląda wasza ewangelizacja i na czym polega?

Przede wszystkim wychodzimy do ludzi. Można nas spotkać na ulicach Krakowa, szczególnie w centrum. Śpiewamy, uwielbiamy Jezusa i rozmawiamy z przechodniami. Dzielimy się Ewangelią, naszymi historiami i modlimy się za osoby, które tego chcą. Co istotne, nikogo do niczego nie zmuszamy.

Chcemy po prostu dać człowiekowi możliwość usłyszenia, że Bóg go kocha i że w Jezusie może znaleźć przebaczenie, nadzieję i nowe życie. Dla nas ewangelizacja nie jest przekonywaniem ludzi do religii czy kościoła, ale dzieleniem się tym, czego sami doświadczyliśmy.

Krystian Sawicki z żoną Danielle podczas ewangelizacji na ulicach Krakowa (fot. archiwum prywatne)

Z jakimi reakcjami się spotykacie?

Po występie ludzie często do nas podchodzą, dziękują za śpiew, ale także za to, że mamy odwagę wielbić Boga w centrum Krakowa. Niektórzy zatrzymują się tylko na chwilę, inni słuchają dłużej, a jeszcze inni chcą z nami porozmawiać lub poprosić o modlitwę. Zdarzają się też momenty wzruszenia. Spotykamy osoby, które opowiadają nam o swoich problemach, uzależnieniach, sytuacji rodzinnej czy samotności. Są też tacy, którzy się z nami nie zgadzają, ale mają do tego prawo. Nie jesteśmy na ulicy po to, żeby się z ludźmi kłócić, ale żeby służyć im z miłością i mówić prawdę. Dla nas nie są najważniejsze tłumy. Czasami jedna szczera rozmowa z człowiekiem jest ważniejsza niż duża liczba słuchaczy.

Jeszcze raz podkreślę, że jeśli chodzi o współpracę z innymi wierzącymi, jesteśmy na nią jak najbardziej otwarci. Chciałbym wspomnieć, że ostatnio połączyliśmy siły z grupą pasjonatów ewangelizacji i przez czterdzieści dni wspólnie wychodziliśmy na ulice, głosząc Ewangelię. W rezultacie około 1200 osób modliło się z nami osobiście, twarzą w twarz, a jeszcze więcej osób miało możliwość usłyszeć Dobrą Nowinę.

Czy jest jakaś rozmowa z osobą przypadkowo spotkaną na ulicy, która szczególnie zapadła wam w pamięć?

Takich sytuacji było wiele. Niedawno spotkaliśmy mężczyznę wychodzącego z kościoła. Zapytałem go, czy kiedykolwiek usłyszał, że Bóg go kocha i ma dla niego wspaniały plan. Rozpłakał się i odpowiedział, że jego syn zachorował na raka i nie ma nikogo, kto mógłby mu pomóc. Wspólnie pomodliliśmy się wtedy o jego uzdrowienie. Ostatnio spotkaliśmy też na Rynku Głównym grupę Holendrów, z których jeden poruszał się o kulach. Zapytałem, czy mogę się za niego pomodlić, bo Jezus chce go uzdrowić. Zgodził się, więc położyłem rękę na jego nodze, w miejscu, gdzie czuł ból. Mężczyzna nie tylko odrzucił kule, ale zaczął biec. Moja żona nagrała całą sytuację. Doświadczyliśmy setek tego typu historii. Widzimy ludzi, którzy po modlitwie mówią, że ustąpił ich ból. Takie doświadczenia często otwierają ich na rozmowę o Ewangelii.

Zejdźmy już z ulicy i porozmawiajmy o organizowanych przez was spotkaniach przebudzeniowych. Czym one są i czego może spodziewać się osoba, która przyjdzie pierwszy raz?

Spotkania przebudzeniowe są naturalnym przedłużeniem naszej działalności na ulicy. Organizujemy je w naszym domu przy ul. Brackiej, w każdy wtorek o godzinie 19. Jest kawa, herbata, ciastko, miła atmosfera i przede wszystkim relacje. Nie próbujemy budować żadnej struktury kościelnej, chcemy, żeby każdy dobrze się czuł. Zaczynamy od pieśni i uwielbienia, które trwa około 40–50 minut. Później modlimy się za osoby, które tego potrzebują, i przechodzimy do uczniostwa.

Korzystamy ze świetnych materiałów stworzonych na podstawie Pisma Świętego. Kurs „Podstawowe Elementy Wiary” składa się z 64 lekcji wprowadzających w podstawy wiary chrześcijańskiej, ale również osoby bardziej „zaawansowane” znajdą w nich wiele wartościowych treści dla  siebie. Na spotkaniach rozmawiamy o Biblii, ale też zachęcamy, żeby nie być tylko słuchaczem, ale poprzez swoją wiarę pomagać również innym ludziom.

Krystian Sawicki podczas ewangelizacji na ulicach Krakowa (fot. archiwum prywatne)

Czy za udział w waszych spotkaniach albo rozmowę z wami trzeba zapłacić?

Nasze działania są absolutnie bezpłatne. Głosimy Ewangelię i modlimy się za ludzi bez pobierania od nich żadnych opłat. Nigdy nie powiedzieliśmy komuś: „Daj pieniądze, a otrzymasz coś od Boga”. Biblia mówi: „Wzięliście za darmo, dawajcie za darmo”. Oczywiście sama ewangelizacja wiąże się z kosztami, ale finansują nas partnerzy z Holandii. Mamy zarestrowaną fundację. Wierzymy, że Bóg zaopatruje nas w to, czego potrzebujemy.

Na Pana stronie internetowej można przeczytać historię Pana nawrócenia. W jakich okolicznościach do niego doszło?

Po prostu sięgnąłem w moim życiu dna. Jako trzynastolatek trafiłem do zakładu poprawczego, gdzie byłem najmłodszy. Tęskniłem za domem, za normalnym życiem. Moja mama dała mi wtedy książkę „Nicky Cruz Opowiada” o gangsterze, którego życie zmieniło się po spotkaniu z pastorem. Ta historia bardzo mnie poruszyła. Zacząłem myśleć o tym, że również mnie może ktoś kochać i że może być to Bóg. Niedługo później wyszedłem na wolność i pojechałem na obóz chrześcijański. Tam po raz pierwszy zobaczyłem młodzież, która otwarcie modliła się i mówiła o swojej relacji z Bogiem. Zacząłem się tym interesować.

Podczas jednego z ognisk, w 2002 roku w Czechach, wszyscy zostali zaproszeni do modlitwy i oddania swojego życia Jezusowi. Początkowo nie byłem w stanie wstać z krzesła. W końcu jednak podszedłem i powiedziałem: „Jezu, przyjdź do mojego życia. Zmień moje życie”. Płakałem przez około 30 minut. Byłem wtedy poranionym, odrzuconym przez ojca nastolatkiem. Po tym wydarzeniu wiele rzeczy zaczęło się zmieniać. Przestałem bluźnić, odsunąłem się od dawnych kolegów i zacząłem czytać Biblię. Doświadczyłem ogromnej przemiany. Myślę, że właśnie dlatego dziś wychodzę na ulice. Kiedyś sam byłem człowiekiem, do którego ktoś musiał dotrzeć z Ewangelią.

Krystian Sawicki podczas ewangelizacji na ulicach Krakowa (fot. archiwum prywatne)

Później odszedł Pan jednak od Boga. Co się stało?

Po dziesięciu latach mojego chrześcijaństwa pojawił się kryzys. Moja mama bardzo zachorowała, mnie również dotknęły problemy zdrowotne. Miałem poczucie, że Bóg się na nas gniewa. Wróciłem wtedy do starego życia. Był alkohol, hazard. Na szczęście Bóg mnie znowu „odrestaurował”. Moja historia przypomina więc historię syna marnotrawnego. Dlatego kiedy widzę na ulicy człowieka zagubionego czy uzależnionego, nie patrzę na niego z góry. Widzę trochę siebie sprzed lat.

Co powiedziałby Pan osobie, która przechodzi dziś trudny moment i nie wie, w którą stronę pójść?

Przede wszystkim nie bądź sam w tym problemie. Zaproś do niego innych ludzi. Nie próbuj być jednoosobowym bohaterem. Ja osobiście wierzę, że warto zwrócić się do Boga i poprosić Go o pomoc. Nie znam innej terapii. W moim życiu czasami wystarczyła prosta modlitwa: „Boże, pomóż mi. Daj mi siłę. Zmień moje otoczenie”. Wtedy pojawiali się na mojej drodze ludzie, którzy chcieli mi pomóc.

Nie poddawaj się i nie izoluj się. To, przez co przechodzisz dzisiaj, nie musi określać całej twojej przyszłości. Sam miałem w życiu momenty, kiedy wydawało mi się, że wszystko jest stracone – odrzucenie, zakład poprawczy, uzależnienia, rozbite życie i relacje. A jednak moje życie się zmieniło. Dlatego szukaj pomocy, rozmawiaj z ludźmi, którzy naprawdę chcą twojego dobra i nie bój się zacząć od nowa. Czasami wystarczy jeden właściwy człowiek, jedna decyzja, jeden krok, żeby rozpocząć zupełnie nowy rozdział. Dopóki żyjesz, jest nadzieja.

Historię Krystiana Sawickiego można szerzej poznać na jego stronie internetowej: krystiansawicki.com/pl. Znajdują się tam również dane kontaktowe. „Podstawowe Elementy Wiary”, o których mowa w wywiadzie, to bezpłatny kurs uczniostwa dostępny na stronie polskabedziezbawiona.pl. Na stronie dostępna jest także bezpłatna internetowa Szkoła Ewangelizacji.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry