Skok zmienił mu życie. Dziś walczy o medale i ostrzega innych przed jednym błędem (ROZMOWA PULSU)

– Niepełnosprawność zmieniła moje życie, ale nie odebrała mi marzeń – mówi w rozmowie z Pulsem Krakowa Łukasz Kosiara, były żołnierz i reprezentant Polski w parałucznictwie. Po skoku do wody został sparaliżowany. Dziś zdobywa medale i angażuje się w edukację młodych ludzi.

Jeszcze kilka lat temu był zawodowym żołnierzem i spadochroniarzem. Aktywny, wysportowany, przyzwyczajony do wyzwań i planowania przyszłości. Wszystko zmieniło się w jednej chwili podczas skoku do wody na niestrzeżonym kąpielisku – Zrobiłem dwa kroki za mało, co wystarczyło, żeby dobić do dna. Po dobiciu do dna kręgosłup tylko chrupnął, a ja całkowicie sparaliżowany nie mogłem nic zrobić. To było coś strasznego – wspomina Łukasz Kosiara.

W rozmowie z Pulsem Krakowa przyznaje, że najtrudniejsze po wypadku było zaakceptowanie nowej rzeczywistości. Z człowieka całkowicie samodzielnego stał się osobą zależną od innych – Człowiek sprawny staje się osobą z niepełnosprawnością. Żołnierz, który planuje swoją przyszłość, chwilę później musi uczyć się wszystkiego od nowa. Największa walka odbyła się nie na rehabilitacji, a w głowie – mówi.

Dziś swoją historię wykorzystuje, by ostrzegać innych. Spotyka się z młodzieżą i opowiada o konsekwencjach skoków do wody. Jak podkreśla, często właśnie prawdziwe historie najmocniej trafiają do młodych ludzi – Ja sam kiedyś słyszałem ostrzeżenia i człowiek nie do końca zdaje sobie sprawę, że to może wydarzyć się właśnie jemu. Kiedy młodzi ludzie widzą mnie i słyszą moją historię, zaczyna to działać na wyobraźnię. Ja nie chcę nikogo straszyć. Chcę tylko pokazać, że jedna sekunda może zmienić całe życie – tłumaczy.

Po wypadku ogromną rolę odegrał sport. To właśnie dzięki niemu odzyskał motywację i poczucie celu. Postawił na parałucznictwo, które – jak sam mówi – wymaga przede wszystkim pracy nad własną głową. – Sport sprawił, że znów zacząłem patrzeć do przodu. Łucznictwo bardzo mnie wciągnęło, bo to dyscyplina wymagająca ogromnej cierpliwości i pracy nad sobą. Tutaj najważniejsza jest głowa. To trochę podobne do tego, co dzieje się po wypadku, bo tam również wszystko zaczyna się właśnie w głowie – opowiada.

Kilka tygodni temu Łukasz Kosiara zdobył brązowy medal mistrzostw Europy. Jak podkreśla, to dla niego coś znacznie więcej niż sportowy sukces – Ten medal przypomina mi, jak długą drogę przeszedłem po wypadku. To dowód, że można wrócić do rywalizacji na wysokim poziomie i reprezentować Polskę. Jest w nim kawałek pracy wielu ludzi – trenerów, bliskich i osób, które mnie wspierały – mówi.

Sport paralimpijski wciąż jednak zmaga się z problemami finansowymi. Kosiara przyznaje, że mimo sukcesów nadal trudno o stabilne wsparcie. – Medale pomagają w rozmowach i zwiększają zainteresowanie, ale realia są trudne. Koszty sprzętu, rehabilitacji czy wyjazdów są ogromne. W moim przypadku zabrakło środków na wyjazd na mistrzostwa świata do Korei – tłumaczy. Pomoc przyszła ze strony Fundacji Zróbmy Sobie Kraków, która wsparła sportowca w organizacji wyjazdów i przygotowań do kolejnych startów – Dzięki fundacji mogę skupić się na sporcie i nie muszę zastanawiać się, skąd wziąć środki na wyjazd czy przygotowania. To daje ogromny komfort psychiczny. Takie wsparcie naprawdę pozwala iść do przodu – podkreśla.

Przed nim kolejne cele – Puchar Świata, kwalifikacje paralimpijskie i marzenie o występie na igrzyskach w Los Angeles w 2028 roku – Niepełnosprawność zmieniła moje życie, ale nie odebrała mi marzeń. Chcę dalej walczyć o swoje cele i pokazywać innym, że nawet po bardzo trudnych doświadczeniach można wrócić do aktywnego życia – mówi Łukasz Kosiara.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry