Śląsk znów zamknie stadion dla kibiców Wisły?

Powrót Wisły Kraków i Śląska Wrocław do Ekstraklasy oznacza nie tylko odnowienie sportowej rywalizacji, ale także powrót konfliktu, który w ostatnich miesiącach podzielił piłkarską Polskę. Prezes Śląska Remigiusz Jezierski nadal nie chce jasno powiedzieć, czy kibice Białej Gwiazdy zostaną wpuszczeni na stadion we Wrocławiu.

Spór rozpoczął się jeszcze w I lidze. W marcu Śląsk odmówił wpuszczenia kibiców Wisły na sektor gości podczas meczu we Wrocławiu, tłumacząc decyzję względami bezpieczeństwa. W odpowiedzi Wisła Kraków odmówiła wyjazdu na spotkanie, a mecz zakończył się walkowerem dla gospodarzy. Sprawa szybko trafiła do komisji PZPN i wywołała ogromną dyskusję w środowisku piłkarskim.

Choć od tamtych wydarzeń minęły już tygodnie, temat wciąż wraca. W rozmowie z TVP Sport prezes Śląska Remigiusz Jezierski przyznał, że sprawa nadal jest analizowana przez piłkarskie organy, a klub nie zamierza prowadzić publicznej wojny z Wisłą.

– Mam nadzieję, że mecze w Ekstraklasie odbędą się normalnie, a my jak zawsze będziemy analizować czekające nas spotkania pod kątem bezpieczeństwa, które pozostaje najwyższym priorytetem przy organizacji imprez masowych – powiedział Jezierski.

To jednak dalekie od jednoznacznej deklaracji, że kibice Wisły pojawią się we Wrocławiu. Prezes Śląska podkreślał również, że klub i jego władze są od miesięcy atakowane po wydarzeniach wokół meczu z Wisłą. Według niego część komentarzy pod adresem Śląska była „nieelegancka” i „mało etyczna”.

W Krakowie emocje wokół sprawy nadal są duże. Po awansie Wisły do Ekstraklasy Jarosław Królewski ponownie uderzył w Śląsk w mediach społecznościowych. Prezes Białej Gwiazdy udostępnił wpis jednego z kibiców, który wyliczył, że wrocławski klub potrzebowałby aż czterech walkowerów, by zrównać się punktami z Wisłą w tabeli I ligi. Królewski dorzucił do tego uszczypliwy komentarz dotyczący „tabliczki mnożenia”.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry