Słowa zamiast działań. Prezydent Krakowa zapisuje się na kurs urzędniczej poezji

fot. Pixabay/Puls Krakowa (grafika - Pixabay, zdjęcie Aleksandra Miszalskiego: Puls Krakowa)

Aleksander Miszalski ogłosił swój udział w programie Bloomberg LSE European City Leadership Initiative – projekcie, który w materiałach promocyjnych brzmi jak recepta na wszystkie miejskie bolączki, a w praktyce przypomina dobrze znaną urzędniczą nowomowę: dużo słów o „transformacji”, „przywództwie” i „innowacjach”, mało konkretów o tym, co faktycznie zmieni się w Krakowie.

Program – jak zapewniają organizatorzy – ma „wyposażyć miasta w umiejętności potrzebne do wprowadzania nowych rozwiązań i osiągania realnych rezultatów”. W krakowskiej rzeczywistości oznacza to kolejne szkolenie, tym razem dla prezydenta, które ma nauczyć, jak lepiej zarządzać.

– Zależy mi, by Kraków był miejscem, w którym rodzą się nowoczesne rozwiązania – mówi Aleksander Miszalski. – Współpraca i wymiana wiedzy z liderami z całej Europy pomogą nam wprowadzać zmiany, które realnie poprawią jakość życia w naszym mieście.

Sformułowania brzmią jak fragment przemówienia napisanego przez generator PR-owych sloganów. „Nowoczesne rozwiązania”, „wymiana wiedzy”, „realna poprawa jakości życia” – to wszystko frazy, które można wkleić do dowolnego programu w dowolnym mieście. Nie mają nic wspólnego z tym, że w Krakowie przedłuża sie oddanie do ruchu mostu Grunwaldzkiego, tramwaj na Kliny wciąż jest w dokumentach, a na horyzoncie pojawia sie problem z obsługą gigantycznego zadłużenie miasta.

Organizatorzy – Bloomberg Philanthropies, London School of Economics i Hertie School – zapewniają, że uczestnicy zdobędą „pionierską wiedzę” o tym, jak współpracować między działami, zwiększać wydajność i opracowywać rozwiązania „przynoszące namacalne rezultaty dla obywateli”. W skrócie: chodzi o to, żeby urzędnicy lepiej współpracowali, a miasto działało sprawniej. Brzmi rozsądnie – tyle że trudno nie zauważyć, iż to właśnie te problemy od lat paraliżują krakowski magistrat. Zamiast zmierzyć się z realnymi wyzwaniami – transportem, planowaniem przestrzennym, komunikacją z mieszkańcami – prezydent zapisuje się na program, który ma go nauczyć, jak być lepszym prezydentem.

Nowomowa zamiast decyzji

Z komunikatu wynika, że inicjatywa ma pomóc w „modernizacji usług”, „usprawnianiu działań” i „poprawie jakości życia”. Nie ma słowa o tym, co konkretnie zostanie zrobione w Krakowie. Ani jednego przykładu, który można by odnieść do codzienności mieszkańców. W rzeczywistości program trwa dziewięć miesięcy i polega na spotkaniach, warsztatach oraz wymianie doświadczeń między uczestnikami. Dużo o „strategii”, „potencjale” i „partnerstwie”, mało o tramwaju, przedszkolu czy remoncie ulicy.

Prezydent chwali się w mediach społecznościowych: „Polityka krajowa i globalna w coraz większym stopniu zależy od postępów na szczeblu lokalnym. Samorządy odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości Europy.” To zdanie równie dobrze mogłoby otwierać esej akademicki o zarządzaniu metropoliami. Nie wnosi nic do dyskusji o Krakowie. Nie tłumaczy, co dalej z miejskim budżetem, ani jak miasto poradzi sobie z rosnącymi kosztami inwestycji.

TYM ŻYJE KRAKÓW: Radni komentują pomysł prezydenta Miszalskiego na kolejną emisję obligacji. Sceptycyzm także w Koalicji Obywatelskiej

Zajęty czymś innym

Program przywództwa miejskiego to przedsięwzięcie, które świetnie wygląda w biogramie polityka. Daje tytuł, certyfikat i kilka zdjęć z Londynu. W codziennym zarządzaniu Krakowem nie zmienia jednak nic. Gdy mieszkańcy pytają, dlaczego nie działa aplikacja do parkowania, dlaczego w centrum wciąż brakuje zieleni, a komunikacja może zdrożeć – trudno im będzie zrozumieć, że prezydent właśnie „poszerza kompetencje przywódcze w międzynarodowym gronie ekspertów”. W praktyce oznacza to, że przez najbliższe miesiące głowa miasta będzie zajęta czymś zupełnie innym niż bieżące problemy krakowian. Tym, co w języku urzędniczym nazywa się „doskonaleniem zarządzania”.

Bloomberg LSE European City Leadership Initiative to kolejny przykład tego, jak łatwo zamienić rzeczywiste problemy w zestaw ładnie brzmiących pojęć. Zamiast mówić o korkach, mówimy o „mobilności”. Zamiast o zanieczyszczeniu powietrza – o „zielonej transformacji”. Zamiast o remoncie ulicy – o „innowacyjnych usługach publicznych”.

Nowomowa, w której wszystko jest „strategiczne”, „pionierskie” i „zrównoważone”, służy głównie temu, by niczego nie obiecać wprost.

A mieszkańcy, jak zawsze, zostają z tym, co najtrudniejsze – z rzeczywistością.

Czytaj także: Metro w Krakowie: wielka wizja bez pieniędzy. Czy miasto naprawdę je zbuduje?

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry