Nie takiego występu spodziewali się kibice lidera I ligi. W zimowej scenerii i na oblodzonym boisku w Siedlcach Wisła Kraków tylko zremisowała z miejscową Pogonią 0:0. Dla gospodarzy to historyczny wynik – po raz pierwszy w dziejach urwali punkt Białej Gwieździe. Dla drużyny z Krakowa – powód do niepokoju, bo w grze lidera zabrakło wszystkiego, co w ostatnich tygodniach dawało mu przewagę nad rywalami.
Śnieg, zima i trudne warunki były tego dnia tematem numer jeden. Gdy w Białymstoku spotkanie Ekstraklasy zostało odwołane, w Siedlcach udało się doprowadzić murawę do stanu używalności. Organizatorzy uprzątnęli zalegający śnieg, a liderzy z Krakowa mogli rozegrać mecz, na który jechali przez pół Polski. Na tym jednak dobre wiadomości dla Wisły się skończyły.
Pierwsza połowa w wykonaniu przyjezdnych była daleka od ideału. Zespół Mariusza Jopa nie potrafił złapać rytmu, a niskie tempo gry i niedokładność w rozegraniu tylko ośmieliły gospodarzy. To Pogoń częściej stwarzała groźne sytuacje, grając odważnie i bez kompleksów. Do przerwy sędzia pokazał cztery żółte kartki – wszystkie dla piłkarzy z Siedlec, ale mimo twardej gry to właśnie oni wyglądali lepiej.
Najwięcej pracy miał Patryk Letkiewicz, bramkarz Wisły, który w kilku sytuacjach ratował zespół przed stratą gola. To właśnie on był najlepszym zawodnikiem lidera – a to zawsze zła wiadomość dla drużyny, która walczy o awans. W końcówce pierwszej połowy Letkiewicz nie porozumiał się z młodym obrońcą Jakubem Krzyżanowskim, ale 19-latek naprawił jego błąd w ostatniej chwili.
PO DRUGIEJ STRONIE BŁOŃ: Cracovia w dołku. Kolejny zimny prysznic przy Kałuży
Po zmianie stron obraz gry niewiele się zmienił. Wisła próbowała przejąć inicjatywę, jednak brakowało dokładności i pomysłu na sforsowanie dobrze zorganizowanej obrony Pogoni. Największe ożywienie wniosło wejście Kacpra Dudy, który próbował indywidualnych akcji i dobrze bił stałe fragmenty gry. Zabrakło jednak skuteczności – jego podania i dośrodkowania kończyły się zwykle na defensorach z Siedlec.
W 80. minucie ponownie błysnął Letkiewicz, broniąc groźny strzał po kontrze gospodarzy. Chwilę później jego vis-à-vis, Jakub Lemanowicz, popisał się równie dobrą interwencją po strzale Wiślaków. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się bez historii, na boisku pojawił się niespodziewany bohater – Jarosław Niezgoda. Czterokrotny mistrz Polski wrócił do gry po blisko sześciu latach poza krajem. Ostatni oficjalny mecz rozegrał jeszcze w sierpniu 2023 roku w barwach amerykańskiego Portland Timbers. W Siedlcach pojawił się w końcówce, ale niewiele mógł zmienić.
Najbliżej zwycięstwa Wisła była w 81. minucie, gdy po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła w słupek. – Czy lider z Krakowa zdoła przechylić szalę zwycięstwa w końcówce? – zastanawiali się komentatorzy. Nie zdołał. Duda w doliczonym czasie gry oddał jeszcze groźny strzał, ale Pogoń zdołała się obronić i sensacja stała się faktem.
Po meczu w Siedlcach nikt w Wiśle nie mówił o panice, ale nastroje dalekie były od euforii. Krakowianie nie wykorzystali okazji, by zatrzeć złe wrażenie po wcześniejszej, pierwszej w tym sezonie porażce u siebie z Polonią Warszawa (1:2). Remis 0:0 oznacza, że Biała Gwiazda pozostała na czele tabeli z dorobkiem 39 punktów, ale w ostatnich tygodniach gra lidera coraz częściej budzi wątpliwości. Z kolei Pogoń Siedlce może mówić o sukcesie. Drużyna, która jeszcze niedawno balansowała na granicy strefy spadkowej, awansowała na 11. miejsce w tabeli. Dla zespołu z Mazowsza to pierwszy w historii remis z Wisłą Kraków – wynik, który z pewnością zapisze się w klubowych kronikach.























