Stała choinka na Rynku Głównym? Pomysł, który mógłby zostać na lata [Okiem Krakusa]

źródło: Puls Krakowa

Rytuał powtarza się co roku. Wjeżdża ciężarówka, dźwig podnosi świerka (albo jodłę, bo po zmroku wszystkie wyglądają podobnie), a Kraków na chwilę zamienia się w scenę zbiorowego uniesienia. Ludzie zatrzymują się, robią zdjęcia, publikują w mediach społecznościowych. Choinka stanęła — jest święto.

Po kilku tygodniach, już po cichu, w środku stycznia, przyjeżdża inna ciężarówka. Bez tłumu, bez kamer, bez magii. Choinka odjeżdża tak samo, jak przyjechała. I choć przez miesiąc była symbolem, nikt jej nie żegna. Bo wyjazd choinki z Rynku już nie jest tak spektakularny.

Tymczasem w 2026 roku Rynek Główny ma się wreszcie zazielenić. Miasto zapowiada posadzenie około dwudziestu drzew — prawdziwych, rosnących w ziemi, nie w donicach. Projekt „Posadźmy drzewa na Rynku Głównym!”, wybrany w Budżecie Obywatelskim, po latach uzgodnień z konserwatorem ma w końcu szansę na realizację.

I tu właśnie pojawia się pomysł. Skoro ma być dwadzieścia drzew, to dlaczego nie posadzić dwudziestego pierwszego – specjalnego? Niech to będzie choinka na stałe. Jedno drzewo – świerk albo jodła – które rośnie razem z miastem. Nie przywiezione z gór, nie wstawione na miesiąc, tylko posadzone raz, na zawsze. Takie drzewko nie stanie się atrakcją od razu. Na początku będzie niepozorne, może nawet śmiesznie małe. Ale z czasem urośnie – i to właśnie w tym czekaniu tkwiłby sens. Bo przecież święta, jeśli mają jakąkolwiek magię, to taką, która wymaga cierpliwości.

Tak, wiadomo: konserwator zabytków, podziemia, infrastruktura. Ale w tym mieście, które potrafi budować rzeczy na stulecia, jakoś dziwnie trudno o decyzję, która miałaby przetrwać choćby jedno pokolenie. Posadzenie jednego świerka w centrum byłoby nie tylko decyzją ogrodniczą, ale też symboliczną – pokazującą, że wśród festiwali, iluminacji i sezonowych dekoracji może znaleźć się miejsce na coś prawdziwie stałego. Coś, co rośnie, zamiast być przywożone.

Taka choinka byłaby manifestem prostoty w mieście widowisk. Znakiem, że można inaczej: zamiast spektakularnych gestów – gest rozsądku; zamiast wymiany – troska; zamiast sezonowego cudu – zwykła ciągłość.

Być może pomysł brzmi naiwnie. Ale może właśnie w tej naiwności tkwi jego sens. Kraków lubi mówić o ekologii, zrównoważonym rozwoju, zielonych inwestycjach – więc jedno drzewko, które naprawdę rośnie, byłoby najlepszym dowodem, że to coś więcej niż hasła.

Nie chodzi o to, by zrezygnować z tradycji, ale by ją przemyśleć. Nie trzeba corocznego spektaklu z dźwigiem i transportem z lasu. Wystarczy jedno drzewo, które zostaje. I może wtedy, gdy w grudniu zapalą się lampki na prawdziwej, krakowskiej choince, nie będziemy się zachwycać, że przyjechała – tylko że wciąż tu jest.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry