Ledwo zgasły znicze na cmentarzach, a w krakowskich sklepach i marketach zaczęło się… Boże Narodzenie. Na półkach pojawiły się już bombki, mikołaje z czekolady i papier do pakowania prezentów. Gdzieniegdzie w głośnikach słychać pierwsze świąteczne melodie, a tam gdzie kilka dni temu leżały znicze stoją już zestawy prezentowe i kalendarze adwentowe.
To coroczne zjawisko: Zaduszki się skończyły, no to czas na świąteczne dzwoneczki i promocje na ozdoby.
Niektórym mieszkańcom to nie przeszkadza. – Niech już będzie wesoło, lepsze to niż jesienna chandra – śmieje się pani Teresa z Dębnik, wychodząc z supermarketu z pierwszym opakowaniem świątecznych ozdób. Inni kręcą głową. – Jeszcze nie ochłonęliśmy po 1 listopada, a tu już mikołaje. Za chwilę w sierpniu będą sprzedawać opłatki – ironizuje pan Marek z Krowodrzy. Sprzedawcy tłumaczą, że to „rynek wymusza wcześniejszy start”. – Klienci zaczynają rozglądać się za prezentami coraz szybciej, więc musimy być gotowi – mówi kierowniczka jednego z dużych sklepów.
Na Rynku Głównym świątecznych światełek jeszcze nie ma, ale jarmark bożonarodzeniowy wystartuje w ostatni weekend listopada. Mniej więcej wówczas w mieście zaczną pojawiać się iluminacje świąteczne.
Jedno jest pewne, jeśli w samochodowym radiu puścimy dzisiaj White Christmas, Jingle Bells albo Last Christmas, to nie będzie to brzmiało dziwacznie. Czy się nam to podoba, czy nie, święta, zwłaszcza w swoim komercyjnym obliczu, zaczynają się w listopadzie.
Czytaj także: Rewolucja w grudniu. W centrum Krakowa będą dwa świąteczne kiermasze




























