Krakowianin wydał już ponad 9 tys. zł na plakaty, dzięki którym próbuje odnaleźć kobietę przypadkowo spotkaną w centrum miasta. Cała akcja ma kosztować około 11 tys. zł. W rozmowie z Pulsem Krakowa opowiada, dlaczego zdecydował się na tak nietypowe poszukiwania i co zrobi, jeśli „dziewczyna z Łobzowskiej” się odezwie.
Redakcja Puls Krakowa: Opowiedzmy tę historię od początku. Gdzie zobaczył Pan kobietę, której teraz Pan poszukuje?
Autor ogłoszenia: Zobaczyłem ją w sklepie przy Kazimierza Wielkiego 1, gdzie często robię zakupy. Akurat stałem przy kasie i byłem obsługiwany, więc nie było możliwości interakcji. Chwilę później spotkałem ją znowu, kiedy siedziała na ławce na Placu Axentowicza. Trzeci raz, kiedy wracałem autem do domu. Szła ulicą Łobzowską, w kierunku centrum. Pomyślałem, że to ostatnia szansa, żeby coś zrobić. Chciałem zaparkować i do niej podejść. Kiedy udało mi się znaleźć miejsce, akurat przeszła przed maską mojego samochodu. Nie znalazłem w sobie odwagi, żeby wysiąść.
W ogłoszeniu pojawia się kwestia uśmiechu. Czy ma Pan wrażenie, że ta kobieta w jakiś sposób Pana zauważyła?
Ona się odwróciła w moją stronę i zaśmiała, ale w miły sposób. Natomiast nie jestem przekonany, że chodziło o mnie. Być może myślała o czymś zupełnie innym. Właściwie nie mam pewności, że mnie zauważyła.
W ogłoszeniu napisał Pan, że zawodowo pomaga ludziom odnajdywać pewność siebie. Dlaczego w tej sytuacji zabrakło jej Panu?
Jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że mam właściwie dwie pewności siebie – jedną zawodową, a drugą osobistą. W tej osobistej najtrudniejszy jest dla mnie pierwszy krok. Przy drugim czy trzecim podobno jestem już nie do poznania. Jestem bardzo śmiały, ale najgorszy jest ten pierwszy. I to on był dla mnie przeszkodą. Niestety.
Ile czasu minęło od spotkania, zanim zdecydował się Pan napisać ogłoszenie i rozkleić na okrąglakach?
Decyzja była nagła, ale przemyślana. Po prostu nie mogłem o tej dziewczynie zapomnieć. Poszukiwania zacząłem od mediów społecznościowych, specjalnie założyłem Facebooka. Jako nowe konto miałem jednak problem z umieszczeniem ogłoszenia. Wtedy pomyślałem o plakatach. Skontaktowałem się z trzema różnymi agencjami marketingowymi, żeby zakleić trzy słupy na trasie, gdzie widziałem kobietę, której szukam. Plakaty pojawiły się na okrąglaku przy Radiu Kraków, przy szpitalu na ul. Łobzowskiej i przy ul. Garbarskiej i będą eksponowane do końca sierpnia. Ogłoszenia pojawią się również we wrześniu w innych lokalizacjach m.in. przy sklepie, w którym zobaczyłem ją po raz pierwszy.
Za plakaty na okrąglakach się płaci. Czy możemy powiedzieć, ile wydał Pan na tę akcję?
Na chwilę obecną ponad 9 tysięcy złotych, natomiast całość wyniesie około 11 tysięcy. Przy czym muszę podkreślić, że nie żałuję tego wydatku, nawet jeśli ta kobieta się do mnie nie odezwie. Bo chcę mieć poczucie, że zrobiłem to, co mogłem zrobić, żeby ją odnaleźć. Wierzę też, że jeśli zobaczy to ogłoszenie, to będzie jej miło, że komuś z jej powodu chociaż na moment zatrzymał się świat. Mam nadzieję, że to odbierze pozytywnie. Bardzo mi na tym zależy.
Nie obawiał się Pan, że taki apel może zostać odebrany jako zbyt bezpośredni albo niezręczny?
Jako osoba, która zawodowo ma bardzo bliski kontakt z ludźmi, wiem, że możemy z różnych powodów negatywnie odbierać różne rzeczy – nawet takie, które są wartościowe, ważne, pomocne i wynikają z pozytywnych intencji. Uważam jednak, że jeżeli zadbamy o maksymalną prywatność drugiej osoby i nie mamy zamiaru kogoś skrzywdzić, to nie należy bać się swoich zachowań. Jeśli będziemy tak podchodzić do świata, że będziemy zabezpieczać się przed jakąkolwiek negatywną opinią czy negatywnym komentarzem, to stworzymy w sobie niepotrzebne lęki.
Szczerze mówiąc, spotkałem się z bardzo miłymi reakcjami Krakowian na mój apel. Że to, co robię jest niecodzienne, romantyczne, piękne. Dziękuje za wszystkie te słowa i wsparcie.
Czy możemy zdradzić, jak wyglądała ta „dziewczyna z Łobzowskiej”?
To była szczupła dziewczyna z długimi, brązowymi, prostymi włosami. Miała krótką sukienkę w paski i kozaki. Pewne szczegóły, o których nie chce mówić, wskazywały, że mieszka w okolicy.
Załóżmy, że poszukiwana kobieta się odezwie. Co napisałby jej Pan w pierwszej wiadomości?
Przede wszystkim podziękowałbym jej za to, że się odezwała. Dla mnie będzie to informacja, że udało mi się ją odnaleźć i że wszystko jest w porządku. Chciałbym w ten sposób również zamknąć swoje poszukiwania i uporządkować uczucia, które pojawiły się w związku z tą sytuacją. Jeśli chciałaby się spotkać, to bardzo chętnie i oczywiście na jej warunkach. Nie będę na nic nalegał. Jeśli z różnych powodów takie spotkanie nie byłoby dla niej możliwe, również to uszanuję.
Na koniec – czy chciałby Pan przekazać tej dziewczynie coś, czego nie zawarł Pan w ogłoszeniu?
Chciałbym, żeby wiedziała, że publikując ogłoszenie, nie miałem zamiaru w żaden sposób wywołać u niej dyskomfortu ani negatywnych emocji. Chciałbym też, żeby była pewna, że niezależnie od tego, jaką podejmie decyzję, w pełni ją zaakceptuję. Byłoby mi miło, gdyby odpisała, bo wiedziałbym, że przeczytała ogłoszenie. Jeśli jednak tego nie zrobi, również chciałbym, żeby wiedziała, że to jest w porządku. Rozumiem, że może mnie nie znać i może mieć obawy. Mogę jedynie zapewnić, że mam jak najlepsze intencje. Przede wszystkim zależy mi jednak na jej komforcie i uczuciach, dlatego dostosuję się do tego, czego będzie chciała.
Poniżej publikujemy pełną treść apelu, który autor poszukiwań zamieścił na słupach ogłoszeniowych:
Zazwyczaj to ja zawodowo pomagam ludziom odnajdywać pewność siebie w trudnych sytuacjach, ale kilka dni temu w mojej własnej sprawie kompletnie mnie sparaliżowało. Szukam dziewczyny, którą widziałem najpierw w sklepie przy Kazimierza Wielkiego 1, potem na ławce na Placu Axentowicza, a na końcu – gdy szła ulicą Łobzowską w stronę Plant. Miałaś na sobie krótką sukienkę, kozaki, w ręku niosłaś małe zakupy, bez żadnej torebki. Gdy mijałaś mój samochód zaparkowany tuż przed skrzyżowaniem Łobzowskiej ze Szlakiem (między miejscem dla aut a miejscem dla rowerów), odwróciłaś głowę i uśmiechnęłaś się – wciąż się zastanawiam, czy to mnie, czy do mnie, czy do siebie 🙂 Nie miałem wtedy śmiałości, żeby wysiąść i podejść. Jeśli to czytasz albo ktoś rozpoznaje w tym opisie swoją znajomą z tych okolic – chcę naprawić ten błąd. Tym razem bez blokady.
Napisz do mnie na adres: dziewczynazlobzowskiej@gmail.com




















