To miała być wizytówka programu „Da się”. Kładka na Żabińcu nadal bez projektanta

Mieszkańcy Żabińca od blisko dwóch dekad czekają na bezpieczne połączenie z al. 29 Listopada. Wiosną tego roku wydawało się, że długo zapowiadana inwestycja wreszcie ruszy. Projekt był jedną z wizytówek programu „Da się” Aleksandra Miszalskiego, a ogłoszenie przetargu na przygotowanie dokumentacji kładki i tunelu pod torami miało być początkiem jego realizacji. Dziś wiadomo już, że do podpisania umowy nie doszło, a inwestycja nadal nie ma nawet projektanta.

Osiedle Żabiniec od lat pozostaje odcięte od al. 29 Listopada przez rozbudowany układ torów kolejowych. Mieszkańcy, którzy chcą dostać się na drugą stronę, muszą korzystać z odległych przejść lub nadrabiać drogę ulicą Żmujdzką. Część osób wybiera nielegalne i niebezpieczne przechodzenie przez tory, mimo że takie zachowanie stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia.

Dlatego pomysł budowy nowego połączenia pieszo-rowerowego wraca w miejskich planach od niemal dwóch dekad. W 2020 roku powstały pierwsze wizualizacje oraz wstępne opracowania pokazujące, jak mogłaby wyglądać przeprawa. Przez kolejne lata projekt nie wyszedł jednak poza etap koncepcji.

Nowy impuls pojawił się dopiero w tym roku. W marcu Zarząd Inwestycji Miejskich ogłosił przetarg na opracowanie wielowariantowej koncepcji oraz programu funkcjonalno-użytkowego dla połączenia Żabińca z al. 29 Listopada. Projekt znalazł się także wśród inwestycji promowanych w ramach programu „Da się”, który miał pokazywać, że wieloletnie przedsięwzięcia mogą wreszcie przejść do realizacji.

Zakres planowanej inwestycji jest znacznie większy niż sama kładka. Miasto chce stworzyć nowe połączenie dla pieszych i rowerzystów obejmujące zarówno przeprawę nad torami kolejowymi, jak i tunel pod jedną z linii kolejowych. Do tego dochodzą nowe dojścia, ciągi rowerowe, przebudowa fragmentów układu drogowego oraz zagospodarowanie terenów znajdujących się w sąsiedztwie inwestycji.

Przetarg nie cieszył się jednak dużym zainteresowaniem. Do postępowania zgłosiła się tylko jedna firma – warszawska spółka Semago. Jej oferta opiewała na ponad 726 tys. zł. Miasto zdecydowało się wybrać wykonawcę, mimo że cena była nieco wyższa od pierwotnie zabezpieczonej kwoty.

Wydawało się, że podpisanie umowy jest już formalnością. Tak się jednak nie stało. Po wyborze oferty rozpoczęto procedurę zawarcia kontraktu. Zarząd Inwestycji Miejskich wyznaczył termin podpisania umowy na 7 maja. Kilka dni później wykonawca poinformował jednak, że odstępuje od jej zawarcia. Ponieważ w postępowaniu wpłynęła tylko jedna oferta, urzędnicy nie mieli możliwości wyboru innej firmy i byli zmuszeni unieważnić całe postępowanie.

Od tamtej decyzji minął już niemal miesiąc. Miasto nadal nie ogłosiło kolejnego przetargu i nie przedstawiło harmonogramu dalszych działań. Oznacza to, że nie rozpoczęły się nawet prace nad dokumentacją, która miała być podstawą do dalszego projektowania i późniejszej budowy. To szczególnie istotne, ponieważ przygotowanie koncepcji było dopiero pierwszym etapem całego procesu. Po jej opracowaniu konieczne będzie jeszcze wykonanie dokumentacji projektowej, uzyskanie wymaganych decyzji administracyjnych, przeprowadzenie kolejnych postępowań przetargowych i wyłonienie wykonawcy robót budowlanych.

Pieniędzy na samą realizację inwestycji nie brakuje. W Wieloletniej Prognozie Finansowej Krakowa na lata 2026–2030 zabezpieczono na ten cel 27,5 mln zł. Problem polega na tym, że bez przygotowania dokumentacji i wyboru projektanta środki te pozostają jedynie zapisem w miejskich dokumentach. Dodatkowym wyzwaniem są wymagania związane z planami rozwoju infrastruktury kolejowej. Nowe połączenie musi uwzględniać przyszłą rozbudowę układu torowego w tej części Krakowa, w tym budowę dodatkowych torów i łącznic kolejowych. To sprawia, że przygotowanie projektu jest bardziej skomplikowane niż w przypadku zwykłej kładki dla pieszych.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry