„To nie jest akcja partyjna”. Mieszkańcy ruszają z referendum o odwołanie prezydenta Krakowa

W Krakowie rozpoczęła się procedura, która może zakończyć się przedterminowym odwołaniem prezydenta miasta. Do krakowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego trafiło formalne zawiadomienie o zamiarze przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania Aleksander Miszalski. Inicjatywa – jak podkreślają jej organizatorzy – ma charakter obywatelski i jest odpowiedzią na narastające rozczarowanie sposobem sprawowania władzy w mieście. Komitet referendalny tworzy grupa 21 mieszkańców Krakowa. Na jego czele stanął Jan Hoffman, który podczas konferencji prasowej jasno zarysował cel inicjatywy: doprowadzenie do rozliczenia prezydenta i przywrócenia – jak mówił – elementarnej powagi w zarządzaniu miastem.

Organizatorzy od początku akcentują, że referendum nie jest wstępem do walki o władzę ani próbą lansowania nowego kandydata. W ich narracji to narzędzie kontroli społecznej, po które mieszkańcy sięgają wtedy, gdy zawodzi standardowy mechanizm polityczny.

Jak podkreśla Hoffman, dziś nie chodzi o to, kto mógłby zostać kolejnym prezydentem Krakowa, ale o odpowiedź na pytanie, czy obecne władze wciąż zasługują na mandat zaufania. Referendum ma więc charakter wyłącznie odwoławczy – bez listy nazwisk, bez kampanii personalnej, bez obietnic na przyszłość.

Złożenie zawiadomienia uruchomiło formalny proces przewidziany w ustawie o referendum lokalnym. Teraz Krajowe Biuro Wyborcze weryfikuje, czy osoby podpisane pod wnioskiem spełniają wszystkie wymogi formalne. Po zakończeniu tej procedury inicjatorzy otrzymają zielone światło do rozpoczęcia zbiórki podpisów. Czasu będzie niewiele – dokładnie 60 dni. W tym okresie komitet musi zebrać ponad 58 tysięcy ważnych podpisów mieszkańców Krakowa posiadających czynne prawo wyborcze. To wysoki próg, ale – jak podkreślają organizatorzy – w ich ocenie możliwy do osiągnięcia, jeśli niezadowolenie społeczne jest rzeczywiście tak powszechne, jak wynika z rozmów z mieszkańcami.

Najpoważniejszy zarzut dotyczy finansów Krakowa. Według inicjatorów referendum w ciągu niespełna dwóch lat zadłużenie miasta wzrosło o około 2 miliardy złotych. Ich zdaniem problemem nie jest samo zadłużenie, lecz brak rzetelnej diagnozy sytuacji. Komitet wskazuje, że miasto nie zdecydowało się na przeprowadzenie niezależnego audytu finansowego, który pozwoliłby jasno odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się skala długu i jakie są realne możliwości jego ograniczenia. W ich ocenie bez takiej analizy kolejne budżety opierają się bardziej na założeniach i narracji niż na twardych danych. Zdaniem inicjatorów skutki tej polityki zaczynają być odczuwalne przez mieszkańców – w postaci rosnących opłat i ograniczeń wydatków bieżących – przy jednoczesnym rozbudowywaniu struktur administracyjnych urzędu.

Referendum to jednak nie tylko spór o liczby. Równie istotny – jak podkreśla Hoffman – jest sposób sprawowania urzędu przez prezydenta. Organizatorzy inicjatywy zwracają uwagę, że prezydent Krakowa pełni nie tylko funkcję menedżera miasta, ale również rolę symboliczną. W ich ocenie obecny styl komunikacji, szczególnie w mediach społecznościowych, rozmija się z rangą urzędu i osłabia jego autorytet. Komitet nie neguje potrzeby dialogu z mieszkańcami, ale wskazuje, że forma tej komunikacji powinna wzmacniać zaufanie do instytucji, a nie budzić kontrowersje. Wśród argumentów za odwołaniem prezydenta pojawia się także lista obietnic wyborczych, które – zdaniem inicjatorów – nie doczekały się realizacji. Wskazują oni m.in. na zapowiadane programy wsparcia dla studentów i młodzieży, działania w obszarze zdrowia psychicznego czy poprawę dostępności usług publicznych.

Szczególne miejsce zajmuje projekt budowy metra. Według Hoffmana i jego współpracowników inwestycja pozostaje w sferze zapowiedzi, zespołów i prezentacji, a miasto wciąż nie przedstawiło wiarygodnego harmonogramu ani źródeł finansowania. Przesuwanie deklarowanych terminów traktowane jest jako symbol szerszego problemu – braku sprawczości.

Choć wśród osób wspierających inicjatywę są politycy różnych ugrupowań, komitet konsekwentnie odcina się od etykiety partyjnej. W narracji Hoffmana referendum ma być głosem mieszkańców, a nie elementem ogólnopolskiej gry politycznej. Organizatorzy zapowiadają, że jeśli nie uda się zebrać wymaganej liczby podpisów, inicjatywa zakończy się bez dalszych konsekwencji i bez kosztów dla miasta. Jeśli jednak próg zostanie przekroczony, Kraków stanie przed jednym z najpoważniejszych politycznych testów ostatnich lat.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry