Trening Noworoczny Cracovii. Retrostroje, 16 goli i prawie 3900 kibiców przy Kałuży

źródło: KS Cracovia SA

16 bramek, rękawice Klicha, gol sędziego i zawodnik wynoszony do karetki – Cracovia rozpoczęła jubileuszowy rok zgodnie z tradycją. Choć wynik meczu nie miał żadnego znaczenia, emocji i humoru nie brakowało.

Nowy Rok w Krakowie rozpoczął się tradycyjnie – od meczu, w którym wynik ma drugorzędne znaczenie, a najważniejsza jest zabawa i pielęgnowanie jednej z najstarszych piłkarskich tradycji w Polsce. Punktualnie w samo południe przy ulicy Kałuży rozpoczął się Trening Noworoczny Cracovii – wyjątkowe wydarzenie, które od dekad łączy pokolenia kibiców „Pasów”. W tym roku spotkanie miało jeszcze jeden, szczególny wymiar – zainaugurowało bowiem obchody 120-lecia klubu. Choć nie udało się powtórzyć rekordu frekwencji z ubiegłego roku (5003 widzów), na trybunach zasiadło niemal 3900 kibiców. W zimowej aurze i atmosferze święta oglądali oni widowisko, w którym działo się więcej niż na niejednym ligowym meczu.

Pierwszy gol w nowym roku? Jędrzej Strózik

Symboliczny tytuł autora pierwszego gola 2026 roku przypadł zawodnikowi zespołu rezerw. Już w 2. minucie Jędrzej Strózik popisał się pięknym uderzeniem zza pola karnego, trafiając do siatki i otwierając wynik noworocznego sparingu. Była dokładnie 12:03, gdy piłka przekroczyła linię bramkową – i tak właśnie zapisano pierwszego strzelca nowego roku w Polsce.

Nie był to jednak zwiastun dominacji rezerw. Pierwszy zespół, grający w klasycznych biało-czerwonych pasiakach, ostatecznie wygrał aż 10:6. Choć w tym meczu nikt nie trzymał się taktyki, a obrona była raczej umowna, bramek nie brakowało. Zakończył je Otar Kakabadze, który w końcówce ustalił wynik spotkania.

Klich w rękawicach, gol sędziego i „transport medyczny”

Mecz od początku miał charakter czysto zabawowy – zgodnie z tradycją, nikt nie udawał, że chodzi o punkty czy poważne granie. Na boisku panowała atmosfera noworocznego luzu, a zawodnicy prześcigali się w nietypowych zagraniach i żartach. Mateusz Klich, który dopiero niedawno wrócił do Krakowa, pojawił się w bramce… w rękawicach i zasiadł sobie na ustawionym w polu karnym krzesełku. Na chwilę wstał, ale generalnie nie przeszkadzał napastnikom rywali w oddawaniu strzałów.

Jednym z bardziej absurdalnych momentów meczu była sytuacja z Karolem Knapem i sędzią Sławomirem Steczką. Knap w pewnym momencie zamienił się z arbitrem rolami – założył jego koszulkę, podyktował rzut karny, a do piłki podszedł sam sędzia i… pewnym strzałem zdobył gola. Największą owację meczu zebrał jednak Konrad Golonka. Po zdobyciu jednej z bramek zawodnik rezerw zderzył się ze słupkiem. Koledzy potraktowali sytuację z dużym dystansem – podnieśli strzelca i przenieśli do zaparkowanej za linią boczną karetki pogotowia. Ambulans odpalił sygnały świetlne i „ewakuował” Golonkę ze stadionu, ku uciesze publiczności. Chwilę później Golonka wrócił na boisko i kontynuował grę, co tylko potwierdziło, że nie stało się nic poważnego.

Blisko 3900 kibiców na trybunach

Choć wynik spotkania nie miał większego znaczenia, a pogoda – jak to w styczniu – nie rozpieszczała, kibice dopisali. Według oficjalnych danych, na trybunach stadionu przy Kałuży zasiadło dokładnie 3889 osób. To mniej niż w rekordowym 2025 roku, ale nadal – jak na mecz bez stawki, rozgrywany w Nowy Rok – frekwencja robi wrażenie. Co ważne, wśród widzów dało się zauważyć pełne przekroje pokoleniowe. Byli seniorzy z szalikami pamiętającymi czasy Dyzmy i Rejmana, rodzice z dziećmi, młodzież, a także byli zawodnicy i trenerzy.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry