„Turyści nie kupują kwiatów”. Co dalej z krakowskimi kwiaciarkami?

Na Rynek Główny zostało ich sześć. Jeszcze niedawno było ponad dwadzieścia. Dziś krakowskie kwiaciarki, które od pokoleń sprzedają kwiaty w rejonie pomnika Adama Mickiewicza. „Turyści kwiatów nie kupują” – mówią.

W tym tygodniu posłanka Daria Gosek-Popiołek oraz radna Agnieszka Łętocha zapowiedziały działania zmierzające do wpisania działalności krakowskich kwiaciarek na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, prowadzoną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jak poinformowała posłanka, wniosek jest obecnie konsultowany w Narodowy Instytut Dziedzictwa. – Zależy nam, aby ten proces był szybki i skuteczny – zaznaczyła, apelując jednocześnie o nadsyłanie archiwalnych zdjęć wykonanych przy straganach kwiaciarek. Materiał ten ma pokazać, jak bardzo wpisały się one w społeczną tkankę Krakowa.

Działania polityczek są odpowiedzią na propozycję miasta, które chce zmienić zasady funkcjonowania stoisk. Do tej pory handel odbywał się w trybie bezprzetargowym, a miejsca zajmowali kontynuatorzy rodzinnych tradycji – dziś skupieni m.in. w spółce Kwiaciarki Krakowskie Renata Zgałat-Łozińska i Wspólnicy. Nowy model zakłada wprowadzenie przetargu, co oznaczałoby, że o miejsca na Rynku mogłyby ubiegać się dowolne podmioty.

To właśnie ta zmiana budzi największe obawy wśród samych kwiaciarek. Renata Zgałat-Łozińska, reprezentująca trzecie pokolenie sprzedawców kwiatów i pracująca w tym miejscu od 25 lat, podkreśla, że wpis na listę dziedzictwa kulturowego mógłby pomóc w zachowaniu tradycji. Jak zaznacza, nie chodzi wyłącznie o działalność handlową, ale o doświadczenie i wiedzę budowaną przez dekady. Przypomina przy tym ważne momenty w historii kwiaciarek – m.in. witanie papieża Jana Pawła II czy księcia Karola, obecnie króla Karola III.

– Było nas 21, zostało 6. Turyści kwiatów nie kupują, ale to nie jest zwykła sprzedaż. Kwiaciarki są wmontowane w pejzaż Krakowa – mówi Adam Kytlica, który przejął zawód po mamie i babci i od czterdziestu lat pracuje jako „kwiaciarka”.

Zmiana struktury klientów jest jednym z kluczowych problemów. Rynek Główny przestał być miejscem codziennych zakupów mieszkańców, a stał się przede wszystkim przestrzenią turystyczną. W efekcie sprzedaż kwiatów traci swoje ekonomiczne podstawy, choć – jak podkreślają sami zainteresowani – ich działalność nigdy nie była wyłącznie biznesem.

Formalnie sytuacja kwiaciarek pozostaje nieuregulowana. Umowa zawarta z miastem w 2020 roku wygasła, a obecnie sprzedawcy funkcjonują na podstawie tzw. bezumownej zgody, która obowiązuje do 30 kwietnia 2026 roku. Jak informował magistrat 9 marca, termin ten zostanie najprawdopodobniej przedłużony ze względu na trwające rozmowy między kwiaciarkami, urzędem miasta oraz Miejskim Konserwatorem Zabytków dotyczące wyglądu nowych stanowisk. Do czasu wypracowania kompromisu handel ma być kontynuowany na dotychczasowych zasadach.

Dotychczasowy system dzierżawy znacząco różni się od zasad obowiązujących innych przedsiębiorców działających na Rynku. Z danych Wydziału ds. Przedsiębiorczości i Innowacji wynika, że miesięczna opłata za udostępnienie 144 metrów kwadratowych powierzchni dla sześciu stoisk wynosi 1 969,92 zł netto. Dla porównania – dorożkarze płacą ponad 6 tysięcy złotych miesięcznie, a sprzedawcy obwarzanków czy pamiątek funkcjonują w systemie przetargowym, gdzie stawki sięgają od kilkudziesięciu do ponad 200 złotych za metr kwadratowy dziennie. To właśnie te różnice są jednym z argumentów miasta za zmianą zasad i ich ujednoliceniem.

Sprawa kwiaciarek pojawiała się już wcześniej w debacie publicznej. W ubiegłym miesiącu mecenas Jan Hoffman, związany z komitetem referendalnym, apelował do władz Krakowa o wycofanie się z planów przetargu. W jego ocenie wprowadzenie nowych zasad może doprowadzić do zaniku wieloletniej tradycji i zastąpienia jej działalnością przypadkowych podmiotów, które nie będą kontynuować historycznego charakteru tego miejsca.

W tę dyskusję wpisały się również działania samych kwiaciarek. W 2025 roku, w czasie narastającego sporu o przyszłość ich obecności na Rynku, doszło do sytuacji bez precedensu – po raz pierwszy od dekad, kwiaciarki nie pojawiły sie w Wigilię na Rynku Głównym.

Historia kwiaciarek sięga XIX wieku. Wschodnia część Rynku, naprzeciwko kościoła Mariackiego, stała się miejscem handlu kwiatami po przebudowie Sukiennic w latach 1875–1879. Od tego czasu kwiaciarki stały się jednym z charakterystycznych elementów krajobrazu Krakowa – obecnym zarówno na archiwalnych fotografiach, jak i w codziennym życiu miasta.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry