Ujawniamy sondaż: referendum w Krakowie możliwe. 64 proc. Krakowian deklaruje udział, większość za odwołaniem prezydenta miasta

Aleksander Miszalski i Jakub Kosek fot. Artur Barbarowski

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego  nie byłoby pustą polityczną groźbą. Z niepublikowanego dotąd sondażu wynika, że przy obecnych nastrojach nie tylko dałoby się spełnić wyśrubowany próg ważności, ale też realnie zagrożone byłoby stanowisko gospodarza miasta. Kilka dni temu nieoficjalnie dotarliśmy do badania opinii publicznej dotyczącego referendum, przeprowadzonego w styczniu przez pracownię Opinia24 na zlecenie stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców. Udało nam się potwierdzić autentyczność sondażu – dlatego publikujemy jego wyniki.

Z badania wynika, że ewentualne referendum nie byłoby marginalną akcją garstki najbardziej zaangażowanych politycznie krakowian. Niemal połowa respondentów – dokładnie 48,4 proc. – opowiada się za jego przeprowadzeniem ( z czego zdecydowanie za organizacją referendum jest 28,9 proc, a raczej za: 19,5 proc.). Przeciwko jest 37,5 proc. (z czego zdecydowanie przeciwko jest 15,7 proc., a raczej przeciwko – 21,8 proc.), a 14,1 proc. nie ma w tej sprawie zdania. Przewaga zwolenników organizacji referendum nad przeciwnikami przekracza zatem 10 punktów procentowych. Co ważne, poparcie dla samej idei referendum jest zbliżone wśród kobiet i mężczyzn – nie da się go więc łatwo wpisać w obraz konfliktu jednej, wąskiej grupy z resztą miasta. To raczej szerokie oczekiwanie, by mieszkańcy dostali możliwość wystawienia prezydentowi politycznego rachunku.

Jeszcze mocniej wybrzmiewają odpowiedzi na pytanie o udział w samym głosowaniu. Aż 64,2 proc. ankietowanych deklaruje, że poszłoby do urn, gdyby referendum w sprawie odwołania prezydenta rzeczywiście się odbyło. Udziału nie planuje niespełna 29 proc. badanych, a 7 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Taki poziom deklarowanej frekwencji wyraźnie przewyższa frekwencję z ostatnich wyborów prezydenckich w Krakowie, gdy do urn poszło około 45,5 proc. uprawnionych. Już ten kontrast pokazuje, że referendum miałoby szansę przyciągnąć więcej wyborców niż głosowanie, które zdecydowało o obsadzie urzędu prezydenta.

Z punktu widzenia politycznego losu prezydenta kluczowe jest jednak nie tylko to, ile osób deklaruje udział w referendum, ale przede wszystkim – jak zagłosowaliby ci, którzy zamierzają przyjść.

W grupie respondentów deklarujących udział w referendum 68,1 proc. zapowiada głos „za” odwołaniem prezydenta. Przeciwko byłoby 20,8 proc., a 11,1 proc. jeszcze nie ma sprecyzowanego stanowiska. Nawet gdyby założyć, że część niezdecydowanych ostatecznie zasiliłaby obóz obrońców prezydenta lub została w domu, przewaga zwolenników odwołania pozostaje wyraźna. Badanie nie rozstrzyga oczywiście wszystkich zmiennych kampanii referendalnej, ale pokazuje, że punkt wyjścia dla inicjatorów byłby bardzo korzystny.

Sondaż ujawnia też wyraźne różnice pokoleniowe. Największe poparcie dla przeprowadzenia referendum notowane jest wśród osób w wieku 25–34 lata – aż 72 proc. respondentów z tej grupy odpowiada „tak” na pytanie o zasadność referendum. W kolejnych grupach wiekowych poziom poparcia zbliżony jest do średniej dla całej próby i waha się między 46 a 49 proc. Najniższe zainteresowanie referendum wykazują najmłodsi badani oraz osoby po 70. roku życia. To jednak grupy, które i tak statystycznie rzadziej uczestniczą w wyborach, więc ich sceptycyzm może mieć ograniczone przełożenie na ostateczną frekwencję.

Prawo stawia przed organizatorami takiego referendum wysoki wymóg. Zgodnie z obowiązującymi przepisami głosowanie w sprawie odwołania prezydenta miasta jest ważne tylko wtedy, gdy weźmie w nim udział co najmniej trzy piąte liczby osób, które głosowały w wyborach, w których obecny prezydent zdobył mandat. W Krakowie w drugiej turze ostatnich wyborów prezydenckich oddano 264 257 ważnych kart do głosowania. To oznacza, że próg ważności referendum wynosiłby 158 554 uczestników. Na tle tej liczby deklarowana w sondażu frekwencja 64,2 proc. wygląda jak realna szansa na spełnienie ustawowego wymogu. Nawet jeśli w rzeczywistości frekwencja byłaby niższa niż w deklaracjach sondażowych – co jest typowe – liczba głosujących mogłaby przekroczyć wymagany poziom.

Czytaj także: Referendum w Zabrzu zakończyło się zmianą prezydenta. Prezydent Krakowa komentuje

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry