Pod nagraniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego o planach budowy metra wybuchła ostra dyskusja. Artur Surówka – obecny radny Dzielnicy IX Łagiewniki–Borek Fałęcki i kandydat Koalicji Obywatelskiej w wyborach samorządowych w 2024 roku – w komentarzu napisał o krytykach: „pieski szczekają, a karawana musi jechać dalej”. Wpis wywołał falę reakcji.
Pod materiałem wideo, w którym prezydent zapewniał, że „Kraków będzie miał metro na serio”, Surówka stanął w jego obronie i odniósł się do trwającej dyskusji wokół inwestycji.
„Tak zdecydowali mieszkańcy w referendum w 2014 r. że Kraków ma mieć metro. W końcu poważny Prezydent i odważne decyzje. Zbudujemy to metro, mimo partyjnej walki o władzę czy marudzeniu malkontentów. Pieski szczekają, a karawana musi jechać dalej” – napisał.
Na wpis szybko zareagowali inni użytkownicy. „Panie Radny, bardzo dojrzałym zachowaniem jest aby nazywać mieszkańców Krakowa ‘pieskami’” – odpowiedział jeden z komentujących. Surówka nie wycofał się jednak ze swojej wypowiedzi. W kolejnych komentarzach przekonywał, że fakt, iż „metro nie mieści się niektórym w głowie” albo że niektórzy „nie wiedzą jak będzie finansowane”, nie może wstrzymywać prac nad inwestycją. Dodał również, że wiele osób „narzeka na wszystko”, szczególnie na polityków, i w tym widzi powód swoich „życiowych niepowodzeń”. W dalszej części dyskusji próbował też podważyć źródło krytyki. Twierdził, że osoby komentujące wpisy prezydenta to „głównie nie mieszkańcy Krakowa”, lecz polityczni zwolennicy Konfederacji lub PiS „z całego kraju czy zagranicy”. Jego zdaniem nie należy dać sobie narzucić narracji „osób z poza miasta”.
Ten argument spotkał się z natychmiastową reakcją innych uczestników dyskusji. „134 tysiące podpisów pod referendum też z zagranicy przyjechało?” – ironizował jeden z komentujących. „Łatwo powiedzieć, że to nie mieszkańcy. Trudniej przyjąć, że krakowianie mają po prostu inne zdanie” – pisał kolejny. W komentarzach wielokrotnie przywoływano skalę referendum. Pod wnioskiem o jego przeprowadzenie zebrano około 134 tysiące podpisów. „To nie jest kilka komentarzy na Facebooku. 134 tysiące podpisów to realni ludzie, którzy musieli się podpisać imieniem i nazwiskiem” – zwracał uwagę jeden z użytkowników.
Część wpisów odnosiła się bezpośrednio do słów o „pieskach”. „Można popierać metro, ale nazywanie mieszkańców w ten sposób to jest poziom, który nie powinien się zdarzyć” – komentował internauta. „Najpierw się obraża ludzi, a potem mówi, że to nie mieszkańcy. Wygodne” – dodawał inny.
Pojawiały się też odniesienia do wyniku wyborczego Surówki, który w wyborach samorządowych 2024 roku zdobył 475 głosów, czyli 1,15 proc. poparcia. „Jeśli ktoś zebrał 475 głosów, to może warto z większym szacunkiem mówić o tych 134 tysiącach, którzy podpisali referendum” – napisał jeden z komentujących. W dyskusji wracał również wątek samego metra. „Nikt nie jest przeciwko inwestycjom, tylko ludzie chcą wiedzieć, ile to będzie kosztować i kto za to zapłaci” – podkreślał jeden z mieszkańców. „Pytania o finansowanie to nie jest ‘szczekanie’, tylko normalna kontrola władzy” – dodawał kolejny.
Pod koniec lutego radny klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta Krakowa Bartłomiej Kocurek napisał w mediach społecznościowych o krakowskim przedsiębiorcy, że „życzy mu jak najgorzej”. Wpis dotyczył Macieja Szczygła – właściciela pracowni krawieckiej przy ul. Bronowickiej – w której zbierane są podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksander Miszalski.
Sprawę szeroko opisała Wirtualna Polska. W rozmowie z WP przedsiębiorca relacjonuje sytuację wprost: „Radny krakowski ogłosił w mediach społecznościowych, że życzy nam jak najgorzej… Przecież ja zatrudniam ludzi, płacę podatki. I on mi życzy jak najgorzej?”. Jego zakład – jak podkreśla – działa w rodzinie od 1974 roku. Według relacji przytoczonej w artykule w lokalu podpisało się już około 800 osób.
Sprawa nie zakończyła się na samym wpisie. Po nagłośnieniu zaangażowania przedsiębiorcy jego firma zaczęła otrzymywać negatywne opinie w Google. Podobna sytuacja dotknęła Grill Bar Pod Blachą oraz warsztat Tłumiki Wulkanizacja Adama Bielarza – inne miejsca wspierające zbiórkę – Zadzwonił do mnie właściciel Grilla Pod Blachą i zapytał, czy widziałem już, ile mam negatywnych opinii w Google. Oni mieli to samo – opowiada WP Szczygieł – W dodatku radny krakowski ogłosił w mediach społecznościowych, że życzy nam jak najgorzej… – krawiec na chwilę wstrzymuje głos. – Przecież ja zatrudniam ludzi, płacę podatki. I on mi życzy jak najgorzej? Jak śmie, na głowę upadli! – mówi WP.
Grill Bar Pod Blachą to drugie miejsce, którego właścicieli wspierali składanie podpisów za referendum. Trzecie – serwis samochodowy Tłumiki Wulkanizacja Adama Bielarza. Prowadzi warsztat w centrum, a wprowadzona w Krakowie Strefa Czystego Transportu, spowodowała spadek obrotów jego firmy. Hejterzy zaczęli stawiać warsztatowi złe oceny, bo „wszedł w politykę”. Przedsiębiorcy zgłosili sprawę do Google’a, wskazując na zorganizowaną akcję hejtu. Wystarczyło nagłośnić sprawę, by fala emocji zaczęła się odwracać. Odzew przyszedł ze strony samych Krakowian. Zarówno bar, zakład mechaniczny, jak i pracownia krawiecka otrzymały dziesiątki najwyższych ocen.
W sumie to powiem, że w życiu nie mogło mnie spotkać nic lepszego. Ilu ja tu sympatycznych Krakowian poznałem – zwierza się Maciej Szczygieł, który dziś stał się już lokalną „instytucją”. – Choćby wczoraj przyszła osoba zrozpaczona tym, że ktoś z jej rodziny nie znalazł pracy w urzędzie, bo wolne stanowisko zostało zarezerwowane dla córki jakiegoś kolejnego kolesia. Z tym walczymy! – opowiada rozmówca WP.
Maciej Szczygieł w rozmowie z portalem podkreśla, że nigdy nie był członkiem PiS ani Konfederacji. Niegdyś sprzyjał ruchowi Strajk Przedsiębiorców. Rodzina prowadzi zakład od 1974 roku. – Normalnie zajmuję się biznesem – mówi. Jego zdaniem stanowiska, które w ostatnim czasie zajęto w Krakowie, to dziesiątki osób i „nie wzięły się znikąd”. – Tam powinni zostać awansowani urzędnicy niższego szczebla. Tymczasem mamy desant polityczny, niekoniecznie ludzi, którzy w ogóle się na te stanowiska nadają. To samo dotyczy spółek z udziałem miejskim – przekonuje.





















