Prezydent Aleksander Miszalski w rozmowie z Radiem Kraków przyznał, że podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej może być nieunikniona. I choć decyzja jeszcze nie zapadła, ton wypowiedzi nie pozostawia złudzeń: miasto szykuje się na trudne budżetowo miesiące.
– W tym roku raczej nie przewiduję podwyżek cen biletów – zadeklarował prezydent. Ale już chwilę później dodał: – Zobaczymy. Będziemy się przymierzać do kolejnego budżetu. Prezydent tłumaczy, że miasto czeka obecnie na wytyczne z Ministerstwa Finansów dotyczące prognozowanych wpływów z podatków PIT i CIT, które są podstawą planowania dochodów. Dopiero wtedy będzie wiadomo, na ile uda się zbilansować budżet bez sięgania głębiej do kieszeni pasażerów.
Miszalski zaznaczył, że krakowski bilet okresowy i tak należy do najtańszych w Polsce – miesięczny kosztuje 90 złotych, podczas gdy w Rzeszowie, gdzie funkcjonuje tylko komunikacja autobusowa, cena sięga 125 zł. – I nawet jeśli czasem narzekamy, to wciąż mamy jeden z najlepszych systemów komunikacji miejskiej w Polsce – przekonywał.
Zdaniem prezydenta wpływy z biletów pokrywają zaledwie 40 procent kosztów funkcjonowania komunikacji zbiorowej. – 60 procent dokładamy z budżetu miasta, mówi prezydent. A przy rosnących cenach energii, podwyżkach pensji dla kierowców i motorniczych, rozwijaniu siatki połączeń oraz inwestycjach takich jak KST IV, utrzymanie obecnych cen może być niemożliwe. – Nie może być tak, że wszystko dalej kosztuje tyle samo – przyznał Miszalski. I choć sam deklaruje, że nie jest zwolennikiem podnoszenia cen biletów – bo, jak mówi, chce stawiać na komunikację – to jednak sytuacja może wymusić zmiany.
Jeśli do podwyżki dojdzie, najbardziej prawdopodobne jest, że dotknie ona posiadaczy Karty Krakowskiej i użytkowników biletów okresowych. Prezydent przypomniał, że to bilety jednorazowe są w Krakowie jednymi z najdroższych w Polsce, co – jak tłumaczy – jest świadomą polityką miasta, by ściągać większe opłaty od turystów i przyjezdnych. – Najpierw musimy zobaczyć założenia do budżetu. ZTP analizuje koszty i przychody w komunikacji i pokaże pewnie wielowariantowe analizy. Wtedy zobaczymy – podsumował Miszalski.
Aleksander Miszalski odniósł się również do podwyżki za wywóz śmieci. Od 1 września 2025 roku w Krakowie zaczną obowiązywać nowe stawki za odbiór odpadów komunalnych. Dla wielu mieszkańców będzie to zauważalna zmiana w domowym budżecie. Nowa stawka za śmieci segregowane wyniesie 35 zł miesięcznie od osoby (obecnie 27 zł), natomiast osoby nieprowadzące selektywnej zbiórki zapłacą aż 70 zł miesięcznie.
Choć na pierwszy rzut oka 8 zł różnicy może wydawać się niewielką kwotą, w skali całego roku i większego gospodarstwa domowego przekłada się to na setki złotych. Dla samotnej osoby oznacza to 96 zł więcej rocznie, ale w przypadku czteroosobowej rodziny – już 384 zł. W przypadku rodzin niesegregujących odpadów ta kwota może sięgnąć nawet 4 200 zł rocznie.
Prezydent tłumaczy, że podwyżka była nieunikniona – system gospodarki odpadami w Krakowie generuje rosnące koszty, a wpływy z dotychczasowych opłat nie wystarczają. W 2025 roku w budżecie miejskim brakuje 77,9 mln zł na pokrycie kosztów związanych z odpadami. Władze podkreślają, że nowe stawki wciąż pozostają konkurencyjne względem gmin ościennych – w Zielonkach mieszkańcy płacą 42 zł, w Wieliczce 40 zł.
– System śmieciowy się nie bilansował. MPO chciało więcej o 2 złote, ale powiedziałem im: musicie szukać oszczędności – podkreślił Miszalski. Jednocześnie zaznaczył, że mimo wzrostu opłat, Kraków nadal będzie miał jedne z najtańszych usług śmieciowych w regionie.
Krytycy wskazują jednak, że podwyżkę można było rozłożyć w czasie – np. wprowadzając ją etapami. Pojawiają się także pytania o brak systemu ulg i osłon dla osób w trudnej sytuacji – emerytów, rencistów, rodzin wielodzietnych czy samotnych rodziców. Obecna podwyżka ma charakter liniowy – wszyscy mieszkańcy zapłacą tyle samo, niezależnie od dochodu i warunków życia.





















