W Smoczej Jamie zamontowano detektor, który ma pomóc zbadać wnętrze Wzgórza Wawelskiego. Naukowcy będą szukać ukrytych w skale pustek i szczelin bez wykonywania odwiertów i naruszania zabytku.
Pod koniec września w Smoczej Jamie zainstalowano urządzenie rejestrujące miony — cząstki powstające w atmosferze pod wpływem promieniowania kosmicznego. Przy montażu pracował zespół firmy MUOTECH wraz z fizykami z Politechniki Federalnej w Lozannie (EPFL). Uczelnia udostępniła eksperymentalny detektor na potrzeby badań Wawelu.
Miony nieustannie docierają do powierzchni Ziemi. Potrafią przenikać przez dziesiątki metrów skały, ale nie przez każdy materiał przechodzą w taki sam sposób. Detektor umieszczony w jaskini rejestruje cząstki, które przedostały się przez wzgórze. Na podstawie pomiarów naukowcy będą mogli określić, gdzie wewnątrz znajdują się obszary o odmiennej gęstości. To właśnie tam mogą kryć się pustki, szczeliny lub inne nieznane dotąd struktury. Sam wynik pomiaru nie rozstrzygnie jednak, czy pod Wawelem znajduje się korytarz. Wykryte anomalie trzeba będzie przeanalizować, a część wskazanych miejsc może wymagać dalszych badań innymi metodami.
Badania są częścią projektu VIEW — Visualizing the Interior and Exploring Wawel, realizowanego przez MUOTECH we współpracy z Zamkiem Królewskim na Wawelu. Dla zabytkowego wzgórza ważny jest sposób działania aparatury: detektor wykorzystuje naturalnie występujące cząstki, więc nie trzeba wiercić w skale ani ingerować w historyczne mury. Pomiary nie wymagają też wstrzymania normalnego funkcjonowania muzeum.
Obrazowanie mionowe przyniosło już odkrycia w innych zabytkach. W 2017 roku dzięki tej metodzie wykryto nieznaną wcześniej pustkę nad Wielką Galerią w piramidzie Cheopsa. Badano nią również wzgórze zamkowe w Budapeszcie. Wawel jest pierwszym wzgórzem zamkowym w Polsce i drugim w Europie, w którym zastosowano tę technikę





















