Wielka awantura o toaletę. Muzeum Etnograficzne kontra profesor Łuczaj

Zaczęło się od porannego spaceru po Krakowie i potrzeby skorzystania z toalety. Skończyło – internetową burzą, oświadczeniem dyrekcji i oskarżeniami o chamstwo oraz hejt wobec pracownika muzeum. W centrum zamieszania znalazło się Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie i znany etnobotanik prof. Łukasz Łuczaj.

To miał być spokojny, niedzielny spacer po Krakowie. Profesor Łukasz Łuczaj, znany etnobotanik, oprowadzał po mieście dwójkę zagranicznych gości. Na trasie znalazło się Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli – jedno z najstarszych tego typu miejsc w Polsce. Zanim jednak rozpoczęli zwiedzanie, pojawiła się prozaiczna potrzeba. Próba skorzystania z toalety zakończyła się odmową, a po kilku godzinach internetem zaczęła żyć historia, która dziś ma już swoje oficjalne oświadczenia i komentarze.

Wpis, który wywołał dyskusję

„Chodziliśmy po Krakowie z dwójką gości zagranicznych. Postanowiliśmy pójść do Muzeum Etnograficznego. Niestety na wejściu spotkaliśmy się z niewiarygodnym chamstwem” – napisał prof. Łuczaj 27 października na swoim profilu na Facebooku. Jak relacjonował, wraz z towarzyszami chciał skorzystać z toalety przed zakupem biletów. Pracownik obsługi miał odmówić, tłumacząc, że wejście do budynku możliwe jest wyłącznie dla zwiedzających z biletem.

„Tłumaczyłem, że zaraz kupimy bilety, ale bardzo nam się chce sikać. Niestety pan się zaśmiał i powiedział, że to niemożliwe” – napisał profesor. Według jego relacji, sytuacja była dla wszystkich krępująca. „Jak żyję 53 lata, nie widziałem takiej sytuacji” – dodał, uznając zachowanie pracownika za przejaw „sztywniactwa” i „braku empatii”.

Pod postem pojawiły się setki reakcji i komentarzy. Część internautów poparła profesora, wskazując na niedostatek publicznych toalet w centrum miasta. Inni stanęli w obronie muzeum, podkreślając, że obowiązujący regulamin dotyczy wszystkich odwiedzających.

Reakcja Muzeum

Dzień później, 28 października, Dyrekcja Muzeum Etnograficznego w Krakowie opublikowała oświadczenie. Odniosła się w nim do opisanego zdarzenia oraz fali komentarzy, jakie pojawiły się w sieci.

„Jako instytucja kultury kierująca się poczuciem misji i odpowiedzialności nie ignorujemy krytycznych uwag pod naszym adresem” – napisano na wstępie. Muzeum zaznaczyło, że kieruje się zasadą gościnności wobec zwiedzających, ale jednocześnie musi dbać o bezpieczeństwo obiektu.

Dyrekcja wskazała, że wpis profesora nie uwzględnia stanowiska muzeum ani wyjaśnień pracownika, który „po trwającym dobę dyżurze zakończył zmianę”. W komunikacie przypomniano również, że wszelkie skargi i uwagi można zgłaszać bezpośrednio do dyrekcji, co jest zgodne z regulaminem zwiedzania, akceptowanym w momencie zakupu biletu.

W dalszej części oświadczenia Muzeum podkreśliło, że publikacja wpisu spowodowała „liczne nieprzychylne komentarze i ataki na pracownika dozoru”, w tym wezwania do jego zwolnienia oraz użycie jego imienia w przestrzeni publicznej. Dyrekcja poinformowała o „wzmożonym niepokoju pracowników obsługi ekspozycji”, którzy mają obawiać się prowokacji.

„Apelujemy o powstrzymanie niepotrzebnych emocji i zaprzestanie kierowania mowy nienawiści w stronę pracownika Muzeum oraz samej instytucji” – zakończono oświadczenie.

Profesor odpowiada

Następnego dnia profesor Łuczaj ponownie zabrał głos. W kolejnym wpisie na Facebooku odniósł się bezpośrednio do treści oświadczenia muzeum. Jego zdaniem zabrakło w nim najważniejszego elementu – przeprosin.

„W oświadczeniu zabrakło słowa przepraszam wobec osób, którym odmówiono skorzystania z ubikacji. Udostępnianie toalet jest obowiązkiem instytucji publicznych opłacanych z budżetu państwa” – napisał. Profesor zapytał też, czy decyzja pracownika wynikała z wewnętrznego regulaminu, czy była jego własną interpretacją zasad.

Łuczaj odrzucił zarzut, że jego posty mogły wywołać hejt. „To nie hejt, to domaganie się praw obywatelskich i empatii. Moje posty nie są wymierzone w MEK, ale we wszystkie instytucje, które ograniczają podstawowe prawa obywatelskie” – podkreślił.

Profesor zwrócił również uwagę na fragment oświadczenia, w którym wspomniano o możliwych „prowokacjach”. „Czyżby pracownicy MEK obawiali się, że ktoś przyjdzie i skorzysta znowu z toalety?” – napisał.

W związku z dyskusją, jaka rozgorzała po obu publikacjach, poprosiliśmy Muzeum Etnograficzne o komentarz. Zapytaliśmy, czy osoby z zewnątrz – niebędące zwiedzającymi – będą mogły w przyszłości skorzystać z toalety bez konieczności posiadania biletu. Do sprawy będziemy wracać.

Nie przegap najważniejszych informacji z Krakowa. Zapisz się do naszego newslettera już teraz!

Przewijanie do góry